Obiecała, to wrzuca. Bo w ciągu tego krótkiego weekendu udało się nam zaliczyć nawet wizytę towarzyską. I to jaką miłą. A obiekt naszej wizyty jest Wam chyba dobrze znany. Mała podpowiedź: lawenda, dużo lawendy. Pomogło? Taaaak, odwiedziliśmy sławny Dworzysk, panią na włościach -
Uliettę i jej małżonka. Okazało się, że z Narewki jest całkiem niedaleko, a gdybyśmy się nieco nie zagubili, pewnie byłoby jeszcze bliżej. Trasa była dość zabawna, bo wyobrażałam sobie, że jedziemy do wioski pokroju Narewki. Czyli domy, szkoła, sklep GS, sołtys, bar piwny. Dlatego wskazówki dojazdu od Uli, w których nie pojawił się żaden numer domu, wydawały mi się jakieś takie skąpe. Uznałam, że zadzwonimy i dopytamy najwyżej. Okazało się to jednak niepotrzebne. Po około 10 km jazdy przez las (ponoć nielegalnie), dotarliśmy do polany składającej się właściwie z dwóch gospodarstw. A z bramy wystawała już Ula, której leśne zwierzęta doniosły, że Warszawa jedzie. Nigdy jeszcze nie widziałam tak spokojnego miejsca, tak odsuniętego od reszty świata i tak urokliwego. Obejrzeliśmy postępy remontowe, objedliśmy się tatarskimi wypiekami, wkroczyliśmy na sławne pole lawendy i zapoznaliśmy się z bocianem. Powiem Wam, że dech zapiera już teraz, bo wszędzie, w każdym detalu widać tę samą zdolną rękę, która klei te fantastyczne skrapy. Boję się pomyśleć jak tam będzie, gdy remont się zakończy. I jak zajebiste będą prace Uli, gdy już zasiądzie na swoim turbopoddaszu. Jedno jest pewne. Do Dworzyska zaplączemy się przy najbliższej możliwej okazji, bo chyba każdy chciałby wracać. I liczymy na rewizytę po drugiej stronie Białegostoku :)
Zdjęcia nawet w drobnym ułamku nie oddają uroku tego zakątka. Zresztą zrobiłam ich zdecydowanie za mało.
 |
| Mała pomoc |
 |
| Zabijcie mnie, nie przywołam nazwy |
 |
| Tak wygląda lawendowy sen |
 |
| I pani tej rezydencji |
 |
| I odrobina lawendy od Uli, chwilowo poprawiająca przytulność auta. Teraz już pachnie w szafie |
A to jeszcze nie koniec. Bo muszę Wam pokazać pewien craftowy wątek podlaskich wojaży. Szczeny opadną, zapewniam. Ale to już może jutro
To Wy Dziewczyny szalejecie koło Białegostoku, mojego miasta wspaniałego? Jejku, zwykle to odnajduje się ludzi na drugim krańcu Polski, a tutaj nagle czytasz, czytasz i woach! To same miasto, Ci sami wspaniale uzdolnieni ludzie, a spotkać się nie mogą :)
OdpowiedzUsuńnie, nie, ja tylko na wakacyjne weekendy czasem wpadam na Podlasie. za to Ulę masz pod ręką :)
Usuńdziękuję za Lejdi za recenzję :*** ostrzegam, że zdjęcia Twoje już ukradłam, wywołałam i będę scrapować. tatarskie żarcie się zwie pierekaczewnik.
OdpowiedzUsuńnie umiem tego nawet przeczytać :D czekam na skrapy, ojjj czekam :)
UsuńCo za widoki, po prostu zostać na zawsze i wąchać :)
OdpowiedzUsuńoj takkk
Usuńwidzę, że jest więcej scraperek z Białegostoku niż myślałam;) do tej pory odnalazłam dwie scrapujące białostoczanki, a tu proszę, jak aniespodzianka;)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie;) a fotki z tego sielskiego miejsca są urocze;)
jak wspomniałam, ja nie mieszkam w tych okolicach, tylko zdarza mi się wpaść :) ale tam same zdolniachy :)
UsuńAleż wam fajoooowo :D
OdpowiedzUsuńObejście piękne, i piękne też są zdjęcia :) Zazdraszczam wyjazdu do tak doborowego towarzystwa :)
OdpowiedzUsuń