Te ostatnie dni przed Świętami mają spory urok, gdy już się wszystko załatwi. Jakoś mimo worka spakowanych prezentów, znów pociągnęło mnie w stronę Marszałkowskiej, dzikich tłumów, kolorowych świateł. Choć mogłabym dziś być z dala od tego całego zamieszania. Kiedy już nic nie trzeba załatwić i można bardzo powoli spacerować sobie wzdłuż wystaw, jest jakoś tak ciekawie. Czasem w filmach jest taka scena, że bohater idzie normalnie, a świat dookoła niego zapieprza na przyspieszonych obrotach. Tak to właśnie dziś wyglądało. Ale to miłe, poczuć, że mnie się nie spieszy. Pretekstem do udania się w oko cyklonu był doskwierający brak korektora pod oczy, bez którego nie mogę żyć. Ale zapewne mogłam iść po niego w jakieś spokojniejsze miejsce.
Snując się po centrum Warszawy, postanowiłam zajrzeć na jarmark zorganizowany pod samym Pałacem Kultury. Z daleka wyglądało to uroczo. Maleńkie domki migoczące światłami, a w tle wielki gmach. Niestety, jak to często bywa, z bliska było już znacznie gorzej. Pewnie znów wychodzi ze mnie Grinch, ale smuci mnie, gdy na świątecznym jarmarku widzę chińskie bombki, czapki z uszami królika i kubki z dziwnymi napisami. Moim marzeniem byłoby targowisko rzeczy unikatowych, robionych z sercem albo starych, z historią.
W Warszawie w tym roku gdzie tylko jest większy kawałek chodnika, powstaje świąteczny jarmark. Pod Pałacem, na Starówce, na pl. Konstytucji. Na tym ostatnim przynajmniej jest trochę serów, wędlin, pierogów. Ale za to budki są z dykty, która nawet nie udaje, że jest śliczna. Przypomniało mi się, że w grudniowniku 18 grudnia było miejsce na refleksję o jarmarkach, więc oto ona:
Żeby nie było tak całkiem zrzędliwie, to uzupełniłam też inny dzień.
8 grudnia - Kartki świąteczne
W miniaturce pojawiły się tu wątki przewodnie z moich tegorocznych kartek. A ponieważ nie ma kartki bez życzeń...
Dzięki za to, że jesteście, cmok!
Szczególnie chciałabym dziś podziękować majstrującej Asi, która przywróciła mi dziś wiarę w Mikołaja. W skrzynce znalazłam pokaźną kopertę (ja nie wiem, jak listonoszowi udaje się wciskać takie listy przez tę wąską dziurkę), a tam cudowną niespodziewajkę. Od lat większość prezentów jest dla mnie oczywista, bo sama je sobie wybieram. Ba, zdarza się nawet, że sama je kupuję. Łza wzruszenia pojawia się więc, kiedy w skrzynce na listy pojawia się coś takiego:
Będę w tych kolorowych filcach paradować podczas Świąt i wszyscy będą zazdrościć, o!
A wiecie czemu jeszcze jestem Grinchem? Bo wysłałam Asi świąteczną kartkę na zły adres :/ Ho, ho, ho!
PS. Ojej, ojej, nie mogę się dziś rozstać z blogiem. Pewnie dlatego, że czeka mnie pakowanie i poranny wyjazd na niemal tygodniowy odwyk od internetu. Dlatego w przypływie natchnienia serwuję jeszcze wpis o zimowych wieczorach z 17 grudnia:
Wielu wyjaśnień nie trzeba. Kubek gorącej czekolady i na chwilę zapominam, że jest zimno i brzydko. Czego i Wam życzę! Teraz już na serio biorę się za pakowanie walizeczki.
Snując się po centrum Warszawy, postanowiłam zajrzeć na jarmark zorganizowany pod samym Pałacem Kultury. Z daleka wyglądało to uroczo. Maleńkie domki migoczące światłami, a w tle wielki gmach. Niestety, jak to często bywa, z bliska było już znacznie gorzej. Pewnie znów wychodzi ze mnie Grinch, ale smuci mnie, gdy na świątecznym jarmarku widzę chińskie bombki, czapki z uszami królika i kubki z dziwnymi napisami. Moim marzeniem byłoby targowisko rzeczy unikatowych, robionych z sercem albo starych, z historią.
W Warszawie w tym roku gdzie tylko jest większy kawałek chodnika, powstaje świąteczny jarmark. Pod Pałacem, na Starówce, na pl. Konstytucji. Na tym ostatnim przynajmniej jest trochę serów, wędlin, pierogów. Ale za to budki są z dykty, która nawet nie udaje, że jest śliczna. Przypomniało mi się, że w grudniowniku 18 grudnia było miejsce na refleksję o jarmarkach, więc oto ona:
Żeby nie było tak całkiem zrzędliwie, to uzupełniłam też inny dzień.
8 grudnia - Kartki świąteczne
W miniaturce pojawiły się tu wątki przewodnie z moich tegorocznych kartek. A ponieważ nie ma kartki bez życzeń...
Dzięki za to, że jesteście, cmok!
Szczególnie chciałabym dziś podziękować majstrującej Asi, która przywróciła mi dziś wiarę w Mikołaja. W skrzynce znalazłam pokaźną kopertę (ja nie wiem, jak listonoszowi udaje się wciskać takie listy przez tę wąską dziurkę), a tam cudowną niespodziewajkę. Od lat większość prezentów jest dla mnie oczywista, bo sama je sobie wybieram. Ba, zdarza się nawet, że sama je kupuję. Łza wzruszenia pojawia się więc, kiedy w skrzynce na listy pojawia się coś takiego:
Będę w tych kolorowych filcach paradować podczas Świąt i wszyscy będą zazdrościć, o!
A wiecie czemu jeszcze jestem Grinchem? Bo wysłałam Asi świąteczną kartkę na zły adres :/ Ho, ho, ho!
PS. Ojej, ojej, nie mogę się dziś rozstać z blogiem. Pewnie dlatego, że czeka mnie pakowanie i poranny wyjazd na niemal tygodniowy odwyk od internetu. Dlatego w przypływie natchnienia serwuję jeszcze wpis o zimowych wieczorach z 17 grudnia:
Wielu wyjaśnień nie trzeba. Kubek gorącej czekolady i na chwilę zapominam, że jest zimno i brzydko. Czego i Wam życzę! Teraz już na serio biorę się za pakowanie walizeczki.