Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żurnal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żurnal. Pokaż wszystkie posty

7 stycznia 2013

O tym, jak nie rozumieć sztuki

No dobra, trza zaczynać noworoczne działania. Szkoda, że nie wrzuciłam czegoś wcześniej, by nie startować z jakąś totalną głupotą. Ale tak wyszło. W kolejnej, przeciąganej nieco edycji żurnala inspirowanego sztuką, miałyśmy za zadanie interpretację dzieł Vincenta van Gogha. Tak o nim pisze noomiy:


Malowanie traktował z fanatyzmem jako swego rodzaju misję. Jego pierwsze prace z lat 1880-1886 są ciemne w kolorze, gwałtowne i nieskoordynowane. Jednak zetknięcie się w Paryżu z impresjonizmem zmieniło wyraźnie język plastyczny van Gogha. Kolorystyka jego malarstwa stała się wtedy jaśniejsza, bardziej intensywna. W strukturze obrazu pojawiają się drobne oddzielne plamki czystych nie zmieszanych farb; znikają natomiast brązy, czernie i szarości;
jest to kolor wyraźnie plenerowy, jednak bez efektów atmosferycznych, bez zamglenia i rozpylenia. Obok partii o mikrostrukturze złożonej z drobnych pociągnięć pędzla pojawiają się także połacie czystego koloru, położonego zupełnie gładko, jednolicie.
W swej malarskiej narracji van Gogh posługuje się innymi znakami niż impresjoniści – są one bardziej namiętne i nerwowe, przybierają kształt małych wężyków, krótkich smużek, wijących się za kierunkiem formy. 
Obrazy z pewnością są Wam znane:




 Przyznam, że mierzenie się z takimi klasykami jest zupełnie nie dla mnie. Nie umiałam nijak zinterpretować obrazów, a przy moich umiejętnościach próba namalowania czegokolwiek byłaby po prostu śmieszna. Dlatego powstała strona jakkolwiek nawiązująca do moich skojarzeń z van Goghiem. 


Na obrazku jest ucho, bo nie wiem, czy da się rozpoznać. Ja chyba jednak nie powinnam się bawić w żurnalowanie.
Postaram się w najbliższych dniach nieco zmazać ten blamaż. A tymczasem zapraszam do oglądania ładniejszych prac u: Ulietty, Noomiy i Antilight.  

10 grudnia 2012

Klimt na bogato

Ostatnio złapałam ostrą fazę na złoto. Niewiele brakuje, a zacznę nosić kajdan na szyi i wstawię sobie złote zęby. Zobaczycie zresztą niebawem, że wszystko złocę. Moje nowe hobby zbiegło się idealnie z wyzwaniem Antilight do Art Journala Inspirowanego Sztuką.


Za zadanie dostałyśmy bowiem interpretację obrazu Gustava Klimta. Anti zaproponowała nam "Judytę II":

obraz stąd
Mnie oczywiście najbardziej podjarało złoto i nie zawahałam się go użyć. Ale nie mogłam się oprzeć wielkiej okazji, która się nadarzyła - znalazłam akurat obraz "Przyjaciółki" Klimta w czasopiśmie i nie mogłam go nie wykorzystać. Zrobiłam kolejny dziurawy transfer i pozłociłam obficie, bo akurat tu mistrz poskąpił błysku. Nie jest to więc może zabawa ze wskazanym obrazem, ale mam nadzieję, że Anti wybaczy drobny skok w bok:



Żurnalowy wpis jak zwykle o niczym, ale idzie się przyzwyczaić. Zaraz lecę zobaczyć, co wymyśliła nasza wesoła grupka: Ulietta, Antilight i Noomiy.

A wczoraj z wieczora udało mi się chyba zakończyć tegoroczne kartkowanie. Trochę nie mogę uwierzyć w to, co w tym roku zrobiłam. Rok temu dumna byłam z wyklejenia łącznie sześciu kartek. W tym powstało15 do samego Niegowa, a poza tym kolejnych 20 do innych osób. Czeka mnie jeszcze jedna dla brata ciotecznego, który utkwił w Norwegii i nie przyjedzie w tym roku na Święta. Ale może zrobię sobie dzień przerwy po ostatnich nocnych maratonach kartkowych. Jutro lecę na pocztę i będę słać hurtowo. Na razie nie pokażę jednak kolekcji "zima 2012", bo nie będzie niespodzianki. Poczekam z tym jeszcze chwilę. Ale bójcie się, będzie naprawdę "dziwacznie", jakby to skomplementowała kochana Maryszka (:***).

26 listopada 2012

Cyrkówka

Znów poniedziałek, więc pora na kolejny temat Art Journala Inspirowanego Sztuką (wybaczcie opóźnienie godzinowe, ale znowu nie udało mi się ustawić autopublikacji tak, jak należy).


Tym razem temat wymyślałam ja, więc wiadomo, że nie mogło to być nic specjalnie sensownego. Postanowiłam skorzystać ze swojego zamiłowania do plakatu i wybrać coś z tej dziedziny. Wybrałam coś kolorowego, wesołego i mało znanego - polski plakat cyrkowy. To droga kategoria, obok plakatu filmowego, w której nasi artyści zawsze byli mocni.
Kilka słów o historii stąd: http://www.poster.pl/pl/plakat_cyrkowy.html

Od 1963 roku Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe (ZPR) zamawiały u wybitnych polskich artystów plakaty o tematyce cyrkowej. Plakaty nie były dosłowną ilustracją cyrku, nie reklamowały konkretnych przedstawień. Artyści sięgając do metafory i symbolu w twórczy sposób oddali atmosferę cyrku. W ciągu kilkunastu lat powstała seria plakatów, które cechuje humor, ekspresja, wdzięk i dowcip. Tak narodziło się niezwykłe zjawisko w historii Polskiej Szkoły Plakatu - Plakat Cyrkowy. W latach 70-tych powstają nowe plakaty zamawiane przez państwową DESĘ i Ars Polonę, wznawiane są też niektóre starsze afisze z myślą o ich sprzedaży za granicę - głównie do USA, gdzie zyskały uznanie i popularność. Plakat cyrkowy uwolnił się od funkcji plakatu reklamowego, stając się swoistym gatunkiem sztuki. Dzisiaj stanowi on gratkę dla kolekcjonerów.
Autorami plakatów cyrkowych są między innymi: Hubert Hilscher, Jan Młodożeniec, Waldemar Świerzy, Wiktor Górka, Jerzy Czerniawski, Andrzej Pągowski, Witold Janowski, Jan Sawka, Maciej Urbaniec.

I kilka przykładowych prac (źródło to samo)




Niestety, choć wielbię te plakaty, temat nieco mnie przerósł. Wpatrywałam się w kartkę i nie mogłam wymyślić absolutnie nic ciekawego i pasującego do żurnala. W końcu powstało to, co powstało. Nie odczuwam dumy.


Jeśli chcecie zobaczyć coś bardziej przemyślanego, zajrzyjcie na blogi pozostałych dziewczyn: Ulietty, Antilight, Noomiy.

8 listopada 2012

Art journal ze sztuką w tle

Zmusiła mnie! Skandal! Do żurnalowania mnie zmusiła! Ta Ulietta jedna. Kazała się uczyć na warsztatach, a potem wykorzystywać w praktyce. Z tym wykorzystywaniem może być różnie, ale podjęłam się wyzwania. 
Żurnal to ma być niezwykły, bo taki Art przez wielkie A. Nie, nie dlatego, że ja taką sztukę wybitną stworzę. Po prostu on będzie o sztuce. Co dwa tygodnie pojawi się nowa inspiracja ze świata sztuki. Wraz z Uliettą, Antilight i Noomiy będziemy próbowały coś z tego wykrzesać. Nie wiem, czy podołam, ale czemu nie spróbować?


Ma być:
- dla zabawy i relaksu,
- żeby poszerzać horyzonty i wiedzę,
- żeby robić kolejne twórcze "coś"

Wytycznych nie jest wiele:
- w journalu,
- dowolną techniką,
- raz na dwa tygodnie.

Nie będzie według schematu, za to będzie różnorodnie i mamy nadzieję inspirująco. Będziemy podróżować po świecie sztuki. Czasami się zachwycimy, czasami pewnie zbłądzimy, ale przecież tak właśnie zdobywa się doświadczenie i wiedzę. Dzielimy się z Wami, bo może kogoś zainspiruje to samo, co nas. Jeżeli macie ochotę dołączyć, zapraszamy.
Na razie okładka. Mam nadzieję, że wnętrze też się sukcesywnie zapełni:


Pierwszy temat już w najbliższy poniedziałek. A dziś możecie pooglądać okładki na blogach reszty żurnalowej drużyny.

A jak już jedziemy projektowo, to jeszcze jedna mała reklama. Zajrzyjcie w poniedziałek na bloga Uli Phelep. Będzie się tam ciekawie działo, oooj ciekawie. Przez 13 dni o swoich technikach opowiadać będzie 13 scraperek. Ja też dorzucę kilka słów. Choć znając mnie będzie ich pewnie kilka tysięcy. Zaglądajcie!

 

16 stycznia 2012

Jak na szpilkach...

Odliczam dni do wyjazdu, bo jakoś tak bardzo chce mi się oderwać. I choć w Londynie spędzimy niecałe cztery dni, to będziemy razem. W sumie nie powinnam narzekać, bo jakoś tekstów ostatnio nie pisałam zbyt wiele, a za mocno zaległą pracę magisterską wciąż się nie wzięłam. Można wręcz powiedzieć, że opierdzielam się jak nieodpowiedzialna gówniara. Choć właśnie złożyłam dokumenty o drugi w życiu dowód, bo pierwszy niebawem się skończy. Ale mocne postanowienie mam, że trzeba wrócić na dobrą drogę i zakręcić się wokół zleceń. Bo kredyt sam się spłacać nie chce.
Tymczasem w ramach wypełnienia wyjazdowych tęsknot wrzuciłam jeszcze mały wpisik o ostatnim wypadzie do moleskinowego Travel Żurnala. A zaraz, za momencik pojawi się tam kolejny na szczęście.









A na kuchence dochodzi właśnie debiutancka potrawka z królika. Więc może jednak tak całkiem się dziś nie opieprzałam.

14 stycznia 2012

Nocne igraszki grudniowe

Ja nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się skończyć grudniownik. Obawiam się, że niektóre tematy są po prostu nie dla mnie. Zasiadłam dziś nad kolejnym hurtem, ale na niektóre strony po prostu brak mi pomysłu. Wywlekam zatem to, czego udało mi się dokonać do 2 w nocy. Taa, znowu się lekko zapomniałam.

14. grudnia - Kogo chciałabym przeprosić? Zapewne wiele osób mam za co. Pewnie nawet każdego, kogo znam. Ale chyba najgorsza jestem w stosunku do mojej warszawskiej babci i to jej należą się największe przeprosiny. Babcia jest osobą o trudnym charakterze, przyzna to każdy, kto przebywa z nią przez kilka chwil. Zawsze taka była, ale z biegiem lat jest coraz trudniej. To jednak nie usprawiedliwia moich chamskich odzywek i kłębowiska nieprzyjaznych myśli. Choć chyba nie potrafię być dla niej lepsza, wiem, że powinnam przeprosić.


19. grudnia Życzenia dla bliskich. Zawsze podśmiewałam się z tradycyjnego ciągu zdrowiaszczęściapomyślności, ale z drugiej strony to co jest potrzebne bardziej? W ostatnim czasie nauczyłam się, że naprawdę zdrowie to jedyna rzeczy, której trzeba życzyć wszystkim. Inne rzeczy da się załatwić na własną rękę. Zaczynam mieć przemyślenia jak stare ciotki, które dyskutują o bólach w krzyżu i wrzodach na żołądku.


24. grudnia -  wpis świąteczny powinien być chyba bardziej lotny, ale nie jest. Ot, taki psikus. Kilka fotek i bardzo nietypowe kombinacje kolorystyczne. No cuda, wianki.

 25. grudnia - Świąteczny spacer. Nie ma u nas tradycji jakiegoś specjalnego spacerowania, ale przechadzka była zazwyczaj jakby wymuszona. Na Boże Narodzenie wyruszamy do siostry mojej mamy, co stanowi niezły szmat drogi. Zazwyczaj wszyscy chcą iść pieszo, więc nie mam nic do powiedzenia i ślizgam się upierdliwie przez kolejną godzinę. W tym roku dziadkom zdrowie specjalnie nie pozwala na spacery, a deszczowa pogoda mogłaby popsuć fryzury i pokiereszować futra. Dlatego na szczęście wygrała opcja: samochód.

27. grudnia - Zabawy na śniegu. W tym roku byłoby trudno. Jedyny śnieg, jaki zdarzyło mi się widzieć, poza tym puszkiem, który spadł przed chwilą i już niemal stopniał, leżał na polach podczas naszej kilkugodzinnej jazdy do rodziny. Został więc uwieczniony, napatrzyłam się i absolutnie za ośnieżoną Warszawą nie tęsknię. Choć mogłoby tak w parkach popadać, żeby dzieciaki mogły w ferie na sankach pozjeżdżać. Zamiast tego będzie picie piwa na klatkach i granie w napieprzanki on-line. Ho, ho, ho!

9 stycznia 2012

Słodko

Choć styczeń jest już coraz bardziej zaawansowany, nie ustaję w produkcji grudniownika. Za punkt honoru postawiłam sobie ukończenie go. Może powinnam to wpisać do noworocznych postanowień? Myślicie, że uda mi się jakoś tak do maja z tym uwinąć?
Wypełniłam stronę na 13 grudnia. Mimo rocznicy ogłoszenia stanu wojennego, ten dzień w grudniowniku jest słodki. Zadaniem było pokazanie słodkości, które przygotowuje się na Święta, a u mnie nie ma Wigilii bez babcinych pączków. Staram się zawsze uczestniczyć w napychaniu ich wiśniami i udało mi się w tym roku wstać odpowiednio wcześnie, by zasiąść do pracy.


A przy słodkościach będąc, może ktoś nie zauważył cuksów?


6 stycznia 2012

Powrót do listopada

Ojacie, właśnie dotarło do mnie, że jest prawie 3 w nocy. A ja sobie tak wesoło skrapowałam, że nawet nie odczułam pory. Czas płynął błyskawicznie, bo i za robotę solidną się wzięłam. Znów po dobrych paru chwilach wzięłam się za wyłapywanie wspomnień. Może już nie takie świeże, może lekko już trącą, ale londyńskie wydarzenia zostały właśnie zmoleskinowane. Uznałam, że to już najwyższy czas, bo pod koniec miesiąca czeka nas kolejna wycieczka w te strony i pojawią się kolejne wspomnienia do oprawienia. Czeka mnie jeszcze zrobienie londyńskiego LO, ale na to myślę znajdą się niebawem okazje.
A zmolestowany Moleskine wygląda tak:
















Zieeeeeew, dobranoc.

3 stycznia 2012

Pobożne życzenia

Przyznam, że nigdy, ale to przenigdy nie robiłam listy postanowień noworocznych. Jakoś tak głównie z powodu całej tej bieganiny okołoświątecznej, zapominałam o tym. Chyba nawet nigdy nie obiecywałam sobie, że od 1 stycznia zacznę się odchudzać, bo przecież obiecuję to sobie w każdym tygodniu. No i  końcu dzięki grudniownikowi mam taką listę, którą będę mogła jakoś zweryfikować. Już wiem, że na niektóre rzeczy nie ma szans, bo postanowienia są zbyt rozmyte. A realizować można konkrety. Ale tych też jest tu kilka i mam nadzieję, że coś tam uda się w tym temacie załatwić. Szczególnie ciągnący się za mną od lat problem pracy magisterskiej jest kluczowy. No nic, za rok się zobaczy.

2 stycznia 2012

O, rok minął

Jacie, to już styczeń 2012, a ja nie ogarnęłam jeszcze nawet tematu Świąt. Ale ogarnę go szybko: były, minęły i cieszy mnie to niezmiernie. Niestety, nadal ich nie lubię, ale za to bardzo lubię ten moment triumfalnego powrotu do domu, na własną kanapę, do własnego łóżka. Bosz, jak stara baba. Mam nadzieję, że niebawem uda mi się nadrobić temat w grudniowniku.
A tymczasem już nawet po Sylwestrze. Oj działo się! Zrobiliśmy w tym roku bal przebierańców, bo zachciało się nam trochę szaleństwa. To w sumie dobra metoda na udaną imprezę, bo humory od razu zyskują + 100 punktów w stosunku do imprezy w połyskujących kieckach. Mając perspektywę przebieranek, w projekcie Journal Your December wybrałam właśnie 31 grudnia na mój dzień. Oto efekty:






Jak widać, poszliśmy po maksie. Goście stanęli na wysokości zadania i nikt nie 'zapomniał' się przebrać. Mieliśmy gejszę, alfonsa z lat 70., zombie, damę z lat 20., biedronki i diabełka. Do tego ja jako Amy Winehouse i Luby w spódnicy Bravehearta. Mam nadzieję, że wszyscy bawili się tak dobrze jak my. A jedzenia mamy jeszcze na miesiąc. Nie wspominając o zapasach czipsów i napojów, jajć.

Tacy byliśmy ładniusi
Chyba odpuszczę sobie jakieś wielkie podsumowania roku, na to jeszcze będzie miejsce w czekającym na uzupełnienie grudniowniku. Za to niebawem chyba zarzucę jakąś niespodziankę, bo szykują się nowe przyjemności niach, niach. Hepi niu jir dla wszystkich moich kochanych zaglądaczek!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...