Mniahahahaha, napisałam ostatni w tym tygodniu tekst. Zaczynam weekend. Myślę, że to powinien być weekend bez klawiatury. Ale pewnie się nie uda, bo przyjemności też często wymagają kompa (np. komentowanie Waszych poczynań).
Oczywiście można było się domyślać, co zrobiłam po napisaniu ostatniego dziś zdania. Nie, to nie było zmywanie naczyń, ani składanie fury ciuchów z krzesła, nie było to też gotowanie obiadu. Moim pierwszym zajęciem było sprejowanie i wyklejanie. Zaczęłam od czegoś małego, żeby mi się w głowie nie przewróciło.
Oczywiście można było się domyślać, co zrobiłam po napisaniu ostatniego dziś zdania. Nie, to nie było zmywanie naczyń, ani składanie fury ciuchów z krzesła, nie było to też gotowanie obiadu. Moim pierwszym zajęciem było sprejowanie i wyklejanie. Zaczęłam od czegoś małego, żeby mi się w głowie nie przewróciło.
To absolutny maluszek. Akurat na stronie zmieści się jeden adres. Nie przypuszczałam, że w dobie internetu będę jeszcze miała notes na adresy. Ale skrapowy świat skłania, by powrócić to korespondencji tradycyjnej. W dzieciństwie wymieniałam tony listów z różnymi ludźmi za sprawą ogłoszenia w 'Popcornie' (albo może znowu wraca temat 'Bravo'?). Listonosz mnie nienawidził, bo ze skrzynki codziennie się wylewaaało. Po długiej przerwie, w mojej poczcie znów znajduję coś poza rachunkami i zakupami z Allegro. A dzięki akcji '15 rzeczy' wzbogaciłam się o sporą listę.
Zrobiłam dziś jeszcze jeden maluchowy notes, pewnie oba zajęły mi z 15 minut, ale tego drugiego na razie nie ujawniam. Przyjdzie czas, przyjdzie czas.