Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pańcia wygrała i ma wielkie ego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pańcia wygrała i ma wielkie ego. Pokaż wszystkie posty

3 sierpnia 2012

Use it!

Wczoraj odwiedziła mnie Ania. Jest ona jedną z niewielu moich koleżanek, które wiedzą, czym jest scrapbooking, a także o tym, że ja się w to bawię. Dlatego uzyskała pozwolenie na przejrzenie prac i buszowanie po skrapowej komodzie. Mało kogo do tego dopuszczam. Nawet moja mama widziała tylko kilka moich kartek. Ale nie o tym miałam. Grzebanie w uginających się szufladach dało mi pewien ogląd sytuacji. Przede wszystkim w papierach. Po kolekcji Love&Merry powinnam brać się za kilka innych zakupów, dokonanych w jakimś szale. Mam np. ogromny plik pepitkowych papierów z kolekcji On the square. Bo ILS zamykał sklep, bo kocham pepitkę, bo była wyprzedaż, bo bałam się, że kiedyś mi zabraknie. A teraz niemal jej nie używam. Czas to zmienić. W ogóle, ponieważ chwilowo nie pojawiają się nowe kolekcje, trzeba wykorzystać trochę starych. Bo miejsca coraz mniej, szuflady się rozwalają, a komoda już raz się na mnie wywaliła (Ikea pisała, żeby mocować do ściany. Ech, głupia ty).
Wiadomo już, jaki papier będzie dziś odgrywał główną rolę. Z Liftonoszkami wzięłyśmy się za słodziutką pracę Zuzichy. Oczywiście nie potrafiłam powtórzyć tak zaawansowanej pracy, więc ogołociłam ją z detali i uprościłam. Także kolorystycznie.



Focia oczywiście z londyńskiego party.
Chciałam się jeszcze pochwalić. Udało mi się w końcu wygrać cuksy. I to jaaaaakie. Mirakowe. Zobaczcie, jakie mam notesowe cudo:

Kis, kis, Mirku.

No i jeszcze chwila podniety, wybaczycie? Wytrzymacie? Po kilku miesiącach poszukiwań i pewnych nerwów, mamy wykupione wczasy. Dwa tygodnie. W Portugalii. Ojacie. W dodatku bez biura podróży, więc jest nawet duża szansa, że dotrzemy na miejsce. Zobaczymy ocean, wiszący nad nim most, Lizbonę i pewnie kilka innych miast. Jaram się przepotwornie i nie mogę doczekać się końca września. Będzie tak:

Foto stąd

Foto
Foto

11 czerwca 2012

Uwaga, jeśli nie lubisz puchnących z dumy egocentryczek, nie czytaj!

Ile to trzeba mieć cierpliwości, żeby takie rzeczy utrzymać w tajemnicy. Już chyba od miesiąca trzymałam buzię na kłódkę i wreszcie mogę się ujawnić. Kiedy wspominałam ostatnio, że produkuję prace jak szalona, jakoś po blogu nie było tego widać. No właśnie, bo powstawały na "Dzień z..." na blogu ILS. Moja praca z watą cukrową wygrała "smaczne" wyzwanie i Nulka zaproponowała mi zarzucenie czytelników ILS-u moimi pracami. Dodatkowo dostałam dwie nowe, boskie kolekcje na chwilę przed ich oficjalną premierą i strasznie było mi trudno nie chwalić się tym wszem i wobec. Ależ było zabawy.
Zapraszam Was w związku z tym na totalnie egocentryczny dzień z Lejdi. Patrzcie jaki mam wyjebisty guziczek.

Przez cały dzień będą ze wszystkich zakamarków wyskakiwać moje dokonania z długiego weekendu. I w ogóle jestem zaszczycona nie tylko tym, że mam taką okazję, ale także dlatego, że dostałam swą szansę tuż po weekendzie z Marcy Penner. No weźcie, jakie zestawienie. Przeogromnie dziękuję ILS-owi za tę boską nagrodę.

Na pierwszy ogień poszła praca na przecudnym drewnianym papierze z kolekcji Marine. Muszę go mieć więcej, dużo więcej. Najchętniej obłożyłabym nim ściany i udawała, że mieszkam w drewnianej chatce.
Jego cudowna biel świetnie eksponuje kolory z kolekcji Vivid.



 A czemu jestem "Dzielnym strażakiem"? W weekend po dniu dziecka na moment wpadli do Warszawy nasi londyńczycy - Gatti i Jarek. Zjedliśmy razem pyszne śniadanie, a że tuż obok odbywał się festyn, zajrzeliśmy tam na moment dla jaj. Gatti, która ma częste fantazje o strażakach, mało nie zemdlała, gdy ujrzała strażacki wóz. Kiedy oglądałyśmy ciężkie sprzęty, hełmy i panów z wąsem, Luby ukradkiem namówił jednego ze strażaków, żeby wziął mnie na przejażdżkę quadem. Nie powiem, żebym miała na to specjalną ochotę, ale skoro pan był już namówiony, to głupio było strzelić focha. Pan zajmował się wożeniem na swej maszynie maluszków, więc gdy wsiadła z nim stara kobyła, pofolgował sobie i jeździł jak szalony. Prawie spadłam, było mi widać majtki, a całe włosy przeniosły mi się do przodu, ale było fajowo. A za taki wyczyn należała się odznaka.
Ktoś jeszcze nie przysnął? To przy okazji pokażę pracę, która powstała dla liftonoszek. Ukryję ją nieco w tej długiej notce, to może mniej osób ją znajdzie. Sama wybrałam do liftowania przezajebistą pracę Naomi Capps. Ale oczywiste było, że raczej nie mam zdolności, by to powtórzyć. Działałam, mazałam, paćkałam i koniec końców jakoś tak mało te kółka widać.




Focia znowu z sesji robionej przez Anię z Pastel Atelier.
Ale przyznam, że nabrałam dużej ochoty, by częściej korzystać w pracach z farb.
No dobra, starczy już tej notki. Wystarczy, że ILS musi mnie znosić przez cały dzień.
Z góry ściskam wszystkie z Was, które wpadną podejrzeć!

1 czerwca 2012

Łaaaaa

Jacie, nadal nic nie wyskrapowałam, bo z czasem nadal krucho, ale, ale, ale.... Farci mi się ostatnio w skrapowym świecie przeogromnie. Niebawem będę mogła zdradzić więcej, a dziś powiem tylko, że mam dzień dziecka sponsored by Lawendowy Dom. Pierwszy raz wygrałam coś w losowaniu. I to takie fajne, bardzo mi potrzebne coś. Zapożyczam focisza ze Studia Lipov.

A wczoraj miałam dzień dziecka sponsored by Agi, ale nie wyrobiłam się ze zrobieniem fotek, więc popodniecam się jutro.

10 maja 2012

A teraz nastąpi fala niepowstrzymanego samozachwytu...

Nie mam niestety nic nowego do pokazania. W życiu wolnych strzelców są bardzo fajne momenty, gdy na wszystko ma się czas, ale są też takie, gdy pracuje się od rana do nocy. Ja wpadłam jakiś czas temu w ten drugi. I choć przyszła paczka z SODAlicious, ja nawet nie miałam jeszcze czasu dobrze wszystkiego pomacać. Mam nadzieję, że późnym wieczorem uda mi się na chwilę oderwać i pobawić się papierkami.
Ale żeby pajęczyną nie zarosło, chciałam się pochwalić wygranym wyzwaniem na pomorskim blogu. Spodobała się metkowa zakładeczka, pękam z dumy i mam coraz większe ego. Swoją drogą zakładeczka ostatnio w ciągłym użyciu.


I dla przypomnienia, szczęśliwa zwyciężczyni:

Chciałabym też przypomnieć o '15 rzeczach'. Na liście mam już 11/12 cudownych osób (prośba do Apheoliatary - jeśli się zgłaszasz, daj znać mailowo). Będzie z tego prawdziwy dream team. Dziękuję Wam, babuliny! Mam nadzieję, że znajdzie się jeszcze kilka chętnych osób. Chciałabym rozwiać wątpliwości wielu z Was. Projekt wcale nie zabierze dużo czasu. Raz zbieracie 15 rzeczy i wysyłacie, a potem dostajecie swoje zabawki i robicie z nich jedną pracę. Ot jedną dodatkową. Więc naprawdę nie jest to żadne wielkie zobowiązanie. Także ślijcie maile zgłoszeniowe, raz, raz.


3 listopada 2011

Jejku, jejku, jejku

Pochwalić się zapomniałam, na pewno przez wrodzoną skromność. Precz z tym! Pysznić się będę. Udało mi się wreszcie coś wygrać i to nawet nie w drodze losowania, a świadomego wyboru znawczyń tematu. Próżność ma rośnie jak ciężarny brzuch.

 Na blogu ILS mój pomarańczowy wyczyn mapkowy został doceniony. Teraz przestępuję z nogi na nogę w oczekiwaniu na tajemniczą nagrodę.
Szkoda, że jakoś trudno mi się zabrać do kolejnych wytworów, którymi dałoby się pochwalić.
Zamiast tego jaram się 30-dniowym fotowyzwaniem na blogu detalicznym.

A tak poza tym to pamiętamy o cuksach?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...