Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dworzysk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dworzysk. Pokaż wszystkie posty

28 sierpnia 2012

Drogi gips z lawendą

W końcu i na mnie przyszła pora. A długo się wzbraniałam. Wprawdzie cała się zaśliniałam, patrząc na prace wielu skrapowych cudotwórczyń, ale dla mnie nie do pojęcia było to całe gesso. Kiedyś zresztą zorientowałam się, że jest to po prostu gips, a w jakimś plastycznym sklepie zobaczyłam, że kosztuje 27 zł. No halo. Ale ostatnio napatrzyłam się trochę na kursy Czekoczyny i tak jakoś mi się zamarzyło. Akurat zamawiałam farby i różne inne zabawki, a w tym samym sklepie gesso kosztowało piątaka. No to musiałam. Trochę sobie potestowałam, aż w końcu upaćkałam nim niemal całą powierzchnię papieru. Oczywiście nie ma to zbytniego związku z czekoczynowymi cudami, ale co sobie popaćkałam, to moje. Oprócz gessa jest trochę plastra i nieodzowne w ostatnim czasie bańki. Jaka ja nudna jestem.
Tło powstało w ramach uwieczniania wizyty u Ulietty, w jej lawendowym śnie. Na początku planowałam więcej zdjęć na skrapie, ale w końcu tło wyszło mocno intensywne i robiło się trochę za ciężko. Nie ma tego złego, inne fotki też się przecież doczekają.



Mam nadzieję, że nie zemdli Was ta cukierkowość, niach, niach.

7 sierpnia 2012

Sielsko i wiejsko [vol. 2]

Obiecała, to wrzuca. Bo w ciągu tego krótkiego weekendu udało się nam zaliczyć nawet wizytę towarzyską. I to jaką miłą. A obiekt naszej wizyty jest Wam chyba dobrze znany. Mała podpowiedź: lawenda, dużo lawendy. Pomogło? Taaaak, odwiedziliśmy sławny Dworzysk, panią na włościach - Uliettę i jej małżonka. Okazało się, że z Narewki jest całkiem niedaleko, a gdybyśmy się nieco nie zagubili, pewnie byłoby jeszcze bliżej. Trasa była dość zabawna, bo wyobrażałam sobie, że jedziemy do wioski pokroju Narewki. Czyli domy, szkoła, sklep GS, sołtys, bar piwny. Dlatego wskazówki dojazdu od Uli, w których nie pojawił się żaden numer domu, wydawały mi się jakieś takie skąpe. Uznałam, że zadzwonimy i dopytamy najwyżej. Okazało się to jednak niepotrzebne. Po około 10 km jazdy przez las (ponoć nielegalnie), dotarliśmy do polany składającej się właściwie z dwóch gospodarstw. A z bramy wystawała już Ula, której leśne zwierzęta doniosły, że Warszawa jedzie. Nigdy jeszcze nie widziałam tak spokojnego miejsca, tak odsuniętego od reszty świata i tak urokliwego. Obejrzeliśmy postępy remontowe, objedliśmy się tatarskimi wypiekami, wkroczyliśmy na sławne pole lawendy i zapoznaliśmy się z bocianem. Powiem Wam, że dech zapiera już teraz, bo wszędzie, w każdym detalu widać tę samą zdolną rękę, która klei te fantastyczne skrapy. Boję się pomyśleć jak tam będzie, gdy remont się zakończy. I jak zajebiste będą prace Uli, gdy już zasiądzie na swoim turbopoddaszu. Jedno jest pewne. Do Dworzyska zaplączemy się przy najbliższej możliwej okazji, bo chyba każdy chciałby wracać. I liczymy na rewizytę po drugiej stronie Białegostoku :)
Zdjęcia nawet w drobnym ułamku nie oddają uroku tego zakątka. Zresztą zrobiłam ich zdecydowanie za mało.

Mała pomoc

Zabijcie mnie, nie przywołam nazwy

Tak wygląda lawendowy sen



I pani tej rezydencji










I odrobina lawendy od Uli, chwilowo poprawiająca przytulność auta. Teraz już pachnie w szafie

A to jeszcze nie koniec. Bo muszę Wam pokazać pewien craftowy wątek podlaskich wojaży. Szczeny opadną, zapewniam. Ale to już może jutro

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...