Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rocznica ślubu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rocznica ślubu. Pokaż wszystkie posty

10 lipca 2013

Taka ważna data, że aż można zapomnieć

Odkryłam nowy plus bycia w DT Scrapki.pl. To ostatnio moja jedyna mobilizacja do scrapowania. Szefowa każe i nie ma zmiłuj!
Latem wena mnie totalnie opuściła, bo najzwyczajniej w świecie nie chce mi się siedzieć w domu. Tyle się dzieje. Dlatego do scrapowania zasiadłam z lekką niechęcią. Szczególnie, że nie miałam zupełnie pomysłu na temat. Aż tu nagleeee...
Po raz pięćdziesiąty wertowałam stos wywołanych zdjęć i żadne nie wywołało u mnie ochoty na wyklejanie. Ale spomiędzy nich wysunęła się jedna, malutka fotka. Wywołana w tym rozmiarze w jakimś celu, pewnie do jakiegoś albumu. I ostała się w kopercie ukryta w całym pliku zdjęć. Kiedy tylko wpadła mi w ręce, wena przyszła natychmiast. Przypomniałam sobie bowiem, że to właśnie na scrapowym zlocie w Warszawie miało miejsce moje pierwsze spotkanie z Ulą, od którego niedawno minął właśnie rok. Mnie wprawdzie wydaje się, że to było już z dekadę temu, a tu tylko 12 miesięcy.

W roli głównej na pracy wystąpiły papiery z kolekcji Here + There marki Studio Calico. Uwielbiam ich wyraziste, niezwykle fajne wzory. Z tej samej kolekcji wykorzystałam też button oraz przecudny alfabet, z którym ostatnio nie mogę się rozstać.

Trzeba było oczywiście ostemplować pracę datą, bo to w końcu rocznica. Dopiero robiąc pracy zdjęcia, zauważyłam, że nawaliłam całe mnóstwo jakiejś daty z kosmosu. Brawo ja! Powinien być 30 czerwca, jest 6 czerwca. No taka właśnie jestem teraz rozgarnięta.



Mam nadzieję, że to nie ostatnia nasza wzruszająca rocznica i że przed nami diamentowe gody.
A to materiały ze sklepu scrapki.pl, które gorąco Wam polecam: 

21 września 2012

Diamentowo

Ja wiedziałam, że ze swoimi zainteresowaniami powinnam się kryć w piwnicy. Ale nie! Zachciało mi się! Zaszpanowałam, żesz kurde. Kiedyś wspominałam, że zrobiłam dla babci laurkę, bo ona wciąż widzi mnie jako przedszkolaka. Myślałam, że się jej nie spodoba, ale była zachwycona. Niestety aż za bardzo. Teraz czeka mnie ciężki los wyrobnika, dyżurnego laurkotwórcy w rodzinie. Zaczęło się od kartki i obawiam się, że na tym się nie skończy. Babcia zakomunikowała, że znajomi obchodzą diamentowe gody, 60-lecie ślubu znaczy, i że ona musi im dać wyjątkową kartkę. Zrób! - padło z jej ust i nie ma zmiłuj. A ja muszę się przyznać, że w robieniu kartek orłem nie jestem, a i przyjemność z tego odczuwam średnią. Jeszcze gdy ma być to kartka dla kogoś obcykanego, kto rozumie chlapnięcia sprejowe i cienkopisowe mazy, to możemy pogadać. Ale dla osiemdziesięciolatków? A i zanim kartka trafi w ich pomarszczone ręce, przejdzie surową ocenę babci, dla której każdy kolor jest zawsze za mało radosny, a każde słowo za mało wyraża szczere uczucia. Strach mnie ogarnia. No ale zrobiłam. Skorzystałam z pomocy, która akurat się nadarzyła - cardliftu Mony na Art Piaskownicy. Od oryginału odeszłam bardzo daleko. Tak daleko, że widać zaoblenie kuli ziemskiej. Ale niech przemówi na moją obronę fakt, że kartka powstawała w wielkim stresie.



Na domiar złego za cholerę nie udawało mi się ukazać na zdjęciu subtelnych ozdób z pasty strukturalnej. Widać je dopiero na zbliżeniu.
Mam nadzieję, że produkt przebrnie przez surową ocenę cenzora i spokojnie trafi w ręce docelowe. Wiwat, młoda para!

A do oglądania nieco bardziej zbliżonych do oryginału liftów zapraszam na Art Piaskownicę.

Apdejt: Kartkę przekazałam babci i powiedziała, że ach i och. Najbardziej spodobały się jej... życzenia druknięte na kompie i wklejone w środek. Moja mama zdradziła mi natomiast, że babcia dokonała poprawek. Pomalowała napis na czerwono i dolepiła czerwone kwiatki, bo oczywiście kolory były za mało radosne. Jak coś nie jest czerwone, to jest żałobne i tyle. Warto było się starać, hyhyhy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...