Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie. Pokaż wszystkie posty

28 kwietnia 2013

Z mapką po emocjach

Ciągle nie nadążam, ach, och. Skończył się właśnie nasz kwietniowy tydzień inspiracyjny na Przyklej to!, a ja właśnie postanowiłam o nim poinformować. Brawo, ciociu Lejdi!
Nic straconego, bo wprawdzie nasze prace zostały pokazane, ale konkurs dla czytelników trwa nadal. Znów mamy do wygrania świetny zestaw nagród. W dodatku bardzo powiązany z tematem tygodnia. Przez cały tydzień używałyśmy w naszych pracach map, więc czy może być lepsza nagroda niż podróżnicze papiery SODAlicious? Kto chce się zmierzyć z tematem i mieć szansę na wygraną, niech bryka szybko na bloga.
A tymczasem pora na moją pracę z mapą. Robiłam ją po nocy, w stresie, że się nie wyrobię. Nie spełniła więc moich marzeń. Ale za to jest w niej sporo emocji. Choć to LO, to takie trochę żurnalowe.
Być może moją mapę trochę za bardzo upstrzyłam i mało ją widać, ale trudno to już cofnąć, hyhy.
Skąd taka szara mapa? Na początku planowałam scrapa z turystyczną mapką z jakiegoś miasta. Wiadomo, zawsze można fajnie oprawić w ten sposób wspomnienia. Aż tu nagle, pewnego pięknego dnia otwieram kopertę z listem, standardowo oglądam jej podszewkę, czy aby nie ma ładnego wzoru iiiiiii... widzę właśnie to! Naprawdę takie skarby potrafią się kryć w dziwnych miejscach, że trudno to ogarnąć umysłem.
Zrezygnowałam więc z pracy podróżniczej, a poszłam w metaforyczne uniesienia. Lejdi liryczna.





Żeby recyklingowi stało się zadość, połączyłam szare wnętrze koperty z intensywnie żółtą wkładką ogłoszeniową z darmowej gazetki promującej uroki Białegostoku.
Mam nadzieję, że wkrótce ponadrabiam zaległości. Scrapowe, blogowe, towarzyskie, wszelakie. Czekam niecierpliwie na relacje z krakowskiego zlotu, bo bardzo chciałabym chociaż na fotkach zobaczyć, jak było.

18 marca 2013

Jak żurnalować i nie zbaranieć?

Dziś moje kolejne zderzenie ze sztuką. W dodatku taką, która urzekła mnie od pierwszego wejrzenia. 


 Noomiy pokazała nam świat Mirandy Skoczek. Natychmiast zostałam jej fanką, bo te kolory, te wzory. Pani powinna zastanowić się nad tworzeniem papierów do scrapbookingu, bo normalnie połowa z nich to idealne tła! Zobaczcie same, tylko przykleić zdjęcie i byłby cudny scrap.

Mnie w twórczości pani Skoczek najbardziej spodobały się kompozycje ze zwierzątkami. 



Postanowiłam w żurnalowym wpisie pójść właśnie w tym kierunku. Oczywiście próba wcielenia się w artystę zawsze pójdzie średnio, ale z tym już się pogodziłam.



Takie to szaleństwo.  
Obczajcie, co zaproponowały: Ulietta, Noomiy i Antilight. Na pewno będzie piknie!

17 marca 2013

Morze, nasze morze i wypas konkurs

Staję się ogromnie monotematyczna, ale naprawdę pilnie potrzebuję wiosny. Pilnieeee! Przypomniał mi o tym dodatkowo marcowy Tydzień Inspiracji na scrapkowym blogu. Bo inspirujemy się właśnie wiosną. Koniecznie zainteresujcie się tym wyzwaniem, bo można wybrać wypasione nagrody-niespodzianki!
Na myśl o wiosennym temacie w mojej głowie od razu zaroiło się od pasteli, bieli i słodkiego klimatu. Ale ponieważ zrobiłam ostatnio kilka prac w takich odcieniach, postanowiłam to ująć inaczej. Zainspirował mnie nasz pierwszy wiosenny wyjazd w tym roku - nad cudowne polskie morze. Trafiło się nam przepiękne słońce i można było wreszcie zapomnieć o długiej i smętnej zimie. 
Do nadmorskiego zdjęcia dopasowałam więc granatowy papier z kolekcji Love Is In The Air 7 Dots Studio. Żeby jednak nie było zbyt ciemno, dorzuciłam słoneczne akcenty - żółty alfabet Sassafras oraz kartę journalingową Echo Park Paper. Uwielbiam ten efekt, który dają na scrapie takie wielkie litery. Zanim je przykleiłam, praca była taka pusta. Alfabet wypełnił tę zbędną przestrzeń.
Jak widzicie, na pracy jest dużo tekstu. Część napisana jest alfabetem Primy Hello Pastel, a część to urocze małe naklejki My Mind's Eye ze słowami, które pasują do każdej okazji. 
W rogu umieściłam okrągłą ozdobę 7 Dots studio, bo urzekło mnie, jak jej kolor zgrywa się z papierem bazowym. Żeby było trochę bardziej interesująco, obrysowałam ją kilkakrotnie białym Distress Markerem, który moim zdaniem jest obowiązkowym wyposażeniem każdej scraperki.
Teraz wpatruję się w te niebieskości i tęsknię za morzem. Może następny scrap będzie o morzu latem?
A oto wykorzystane materiały ze sklepu scrapki.pl:

6 marca 2013

Lejdi Wersacze

Ale jaja, zrobiłam pracę na wyzwanie z szyciem w roli głównej. Maryszka, która oczywiście umie szyć i dla niej jest to łatwizna, kazała nam w ramach recyklingu na Art Piaskownicy przerobić starą pościel. I najpewniej poinformowałabym dziewczyny, że to nie dla mnie, gdybym nie przypomniała sobie o pewnym zestawie powłoczek. Znowu się ośmieszę moją opowieścią, ale co robić.
Kiedy byłam już posiadaczką mieszkania, ale trwał tu remont i nie zapowiadało się na to, że kiedykolwiek się wprowadzę, umilałam sobie oczekiwanie robieniem zakupów na Allegro i eBayu. Zaopatrywałam całe mieszkanie, a kolejne przesyłki piętrzyły się w salonie moich rodziców. Wtedy miałam już wstępną koncepcję wystroju, ale na sypialnię pomysłu jeszcze nie było (szczerze mówiąc, po pięciu latach nadal go nie mam). Podnieciłam się wtedy niezmiernie pościelą z lat 60., którą znalazłam na eBayu. Była sobie w Niemczech, przesyłka kosztowała jakoś bezsensownie dużo, ale ja się zakochałam. Kiedy pościel przyleciała, odłożyłam paczkę na kupkę przesyłek. Nie otworzyłam jej nawet, bo po co ma się kurzyć. Później jakoś, gdy już się wprowadziłam, uznałam, że wolę jakąś bardziej romantyczną pościel, a przy tym może łatwiejszą w praniu i bardziej wymiarową niż ta z lat 60. Moja urocza przesyłka wylądowała więc na dnie szafy i przypomniałam sobie o niej wraz z wyzwaniem pościelowym. Niezły wstyd, ale dopiero teraz otworzyłam paczkę. Miała datę: 2008. Poszewki wciąż pachną środkiem piorącym. To dopiero reklama dla niemieckiej chemii gospodarczej!
Pościel została niniejszym zdekompletowana, bo poszewkę na poduszkę zamieniłam w tunikę. Oczywiście niech nikt się nie obawia, nie dotknęłam maszyny. Ja tylko poprułam co trzeba, pozaznaczałam, a mama dokonała przeszyć. Bluzka nie za bardzo nadaje się do noszenia, bo jest bardziej kwadratowa niż widzicie na zdjęciu, ale potraktuję to jako prototyp do dalszych działań. Od dawna chciałam uszyć prostą tunikę z kwadratowych chust, ale nie znalazłam dotychczas odpowiednich egzemplarzy. Tymczasem okazało się, że poszewka jest niemal tak samo dobra.
Uwaga, oto najnowsza kolekcja spring/summer 2013.

 

4 marca 2013

Falująco

Trochę nam zeszło z kolejną odsłoną art journala ze sztuką w tle, bo laski rozjechały się po świecie, ale już nadrabiamy. Tym razem inspirował nas Katsushika Hokusai, japoński artysta, którego wybrała dla nas Antilight. Pan znany jest najbardziej ze swojego zamiłowania do fal i to właśnie one miały stać się podstawą naszych szalonych działań.


Przyznam się, że choć czasu było naprawdę sporo, ja wzięłam się za żurnalowanie w ostatniej chwili i to jeszcze w stresie i pośpiechu. Postanowiliśmy sobie z Lubym wypaść w niedzielę nad morze i teraz najpewniej właśnie podziwiamy sobie fale Bałtyku. Musiałam zdążyć przed wyjazdem, dlatego ani z falami Bałtyku, ani falami pana Hokusai nie ma to zbyt wiele wspólnego.


Dopiero teraz widzę, że treść tego wpisu cudownie odnosi się do mojej żurnalowej sytuacji. Tym razem fala mnie zakryła i przycisnęła do dna. Ale mam nadzieję, że następnym razem się poprawię. Ahoj!

25 lutego 2013

Taka tam lekka ściema

Nie kryję się z moją niechęcią do kawy. Pijam z rzadka, głównie dla towarzystwa. Dotychczas jedynym miejscem, w którym opijałam się kawą była Portugalia, ale tam mają ziarno z Brazylii i znają się na rzeczy. Czasem jeszcze ulegam magii miejsca i pije kawę, bo atmosfera miła, a papierowy kubek wyjątkowo ładny. Tak ładny jak w Monsieur & Madame Cafe we Wrocku, do którego zabrały nas Mira i Dżasta. Zdjęcie leżało sobie cicho, aż tu nagle na Art Piaskownicy pojawiło się nowe wyzwanie 12/12 i mogłam zrobić coś w kawowym temacie.




Trochę to lewizna, bo scrap wygląda, jakbym była w kawie zakochana, ale mam nadzieję, że wybaczycie mi tę ściemę, obłudę i autopromocje.
Przy okazji wykorzystałam ulotkę z innej kawiarni, której bardzo nie lubię, ale czasem nie ma innego wyboru.
A teraz podzielę się z Wami czymś, co mnie jara niezmiernie i aż przestępuję z nóżki na nóżkę. Scrapperin ruszy wkrótce ze sprzedażą nowej, wiosennej kolekcji Belle Pastel. Te steeeempleeee!


I kilka słów od producenta. Pozwolę sobie koślawo przetłumaczyć:

Nasza nowa linia Belle Pastel to wiosenna kolekcja w lekkich i jasnych pastelowych kolorach. Sześć dwustronnych papierów i zestaw stempli przyda się w tworzeniu scrapów, minialbumów, kartek i wielu innych prac. To także świetne uzupełnienie projektów, w których dokumentujecie swoje życie z tygodnia na tydzień lub dzień po dniu. Kolekcja trafi do sklepów w połowie marca.

Our new line “Belle Pastel” is a spring collection in light and bright pastel color tones. Six double-sided papers and the clear stamp set (DIN A6) can be used on your scrapbook pages, mini albums, cards and much more. The line is also great for your weekly or daily life documenting projects. All products will be shipped to retailers and stores in mid March 2013.

Ja już nie mogę się doczekać, bo chce mi się wiosny na scrapach. I wiosny za oknem też!

A weekend znowu miałam bardzo towarzyski, męczący i przyprawiający o ból głowy. Ale może nie będę Was ciągle relacjami zamęczać.

19 lutego 2013

Koperta na drugim planie

Bohaterką dzisiejszego wpisu powinna być koperta. Sama ten temat rzuciłam rescrapowej drużynie.


I owszem, koperta jest, ale możecie jej nie zauważyć, oślepione blaskiem różowych cekinów. Ich pokaźnym workiem uraczyła mnie Mira i naprawdę nie mogła lepiej trafić.




Ale wróćmy do koperty. Postanowiłam wybebeszyć tę po wyciągu z banku. Aż trudno uwierzyć, jakie piękne wnętrza kryją się czasem w zwyczajnej kopercie. Ten wzór w trójkąty absolutnie mnie powalił i aż nie mogę się doczekać kolejnych wyciągów.
Mam nadzieję, że już powoli odzyskujecie wzrok po tej dawce blasku. Nie dość, że cekiny, to jeszcze takie gwiazdy!

4 lutego 2013

Pani z komiksu

Jest poniedziałek, więc znów żurnalujemy. Powoli się wkręcam i zaczyna mnie to bawić. Ale bez obaw, nie przerzucę się na pewno na ten rodzaj aktywności. Raz na dwa tygodnie mi wystarczy.


Znów przyszła moja kolej na wskazanie artysty. Więc wybrałam jednego z ulubionych, Roya Lichtensteina. A tu kilka słów o nim:

Roy Lichtenstein - amerykański malarz, grafik, rzeźbiarz.
W latach 30. chodził do nowojorskich klubów jazzowych i szkicował portrety muzyków. Był zafascynowany Charlie Parkerem, Johnem Coltrane'em, Milesem Davisem i sam próbował grać na saksofonie. Malarstwo studiował w latach 40. na Ohio State University. Początkowo malował w stylu abstrakcyjnego ekspresjonizmu, który triumfował wówczas w amerykańskiej sztuce. Popartowski przełom nastąpił na początku lat 60. Wtedy zaczął malować popularne postaci z kreskówek Disneya. Pierwszy jego popartowski obraz Look Mickey powstał w 1961 r. Wkrótce jego inspiracją stały się komiksy, reklamy i motywy z malarstwa innych artystów. 
Zaprojektował gigantyczne murale dla nowojorskiej stacji metra Times Square przy 42 Ulicy.
Jego obrazy są chętnie wykorzystywane w projektach wyposażenia wnętrz. Komiksowe postaci pojawiają się na ceramice, tkaninach, a nawet meblach.
A obrazki wyglądają tak:





W interpretacji pomogła mi ulotka złapana w tramwaju, a także wyzwanie żurnalowe na blogu SODAlicious, w którym znów postanowiłam wziąć udział.



29 stycznia 2013

To do Was, szaleńce

O rany, rany. Tydzień zaczęłam od zawodowego spięcia dupy, wielkiego stresu i nieprzespanych nocy. Ale już jest lepiej, choć najchętniej poszłabym teraz spać. Zanim jednak to zrobię, pokażę dzieło najnowsze.
Przyznam się. Nowe wyzwanie 12/12 na Art Piaskownicy wykombinowałam właśnie po to, by zmobilizować się do zrobienia tego albumu. Tematem jest tym razem podsumowanie 2012 r. pod kątem naszych pasji. Mój scrapowy rok przebiegał przede wszystkim pod znakiem wspaniałych spotkań. Aż trudno uwierzyć, ile z Was udało mi się poznać od czerwca. Na dowód ten wesoły album, który bardzo polubiłam, bo tyle tu fajnych wspomnień i uśmiechniętych buziaków.







To całe wesołe stado najpierw wzruszyło mnie przed Świętami, a teraz doprawiło jeszcze gula wzruszenia prezentami urodzinowymi. Nie byłabym sobą, gdybym się nie pochwaliła, więc niebawem będzie i o tym. A teraz ściskam wszystkie baby poznane osobiście i te, które dopiero będę miała okazję poznać.
No i koniecznie zobaczcie prace dziewczyn na piaskownicowe wyzwanie. Może też coś podsumujecie?

23 stycznia 2013

Przepis na twórczy szał

No i zrobiła mi się kolejka prac, że aż nie wiem, co kiedy puszczać. Ta dzisiejsza powstała na najnowsze wyzwanie w Art Piaskownicy. Przepis Sagitty był tak przyjazny, że mogłam nawet zapomnieć o nim podczas tworzenia, bo i tak łatwo było spełnić warunki. Do wykorzystania było: serce, słowo, metal i aparat fotograficzny. Świetny zestaw, prawdaż?
Mnie skłonił on do absolutnie spontanicznej zabawy, czego efektem jest kolejny bajzel.





Muszę dodać, że połowę zasług w tej pracy ma najlepsza z Gurek, która dostarczyła wszystkich fajniejszych materiałów tu użytych. Tak, tak, to jeszcze pokłosie 15 rzeczy, których było tak naprawdę 176 i wciąż z radością wykorzystuje je w kolejnych pracach. Tym razem przykleiłam kapsel, serducha i, co najważniejsze, rewelacyjny cytat. Leżał i czekał na swą chwilę, bo szkoda było mi go zmarnować. Aż w końcu uznałam, że już jego czas. I poszło!
Ponieważ, mimo wytycznych, ta praca w 100% oddaje mnie, zgłaszam ją w ostatniej chwili na Asiowe wyzwanie "Ja".

A w Piaskownicy możecie podziwiać fantastyczne pomysły dziewczyn, zrealizowane według tego samego przepisu.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...