Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyi. Pokaż wszystkie posty

1 marca 2013

Jak One Scrapują - tło z Dabberem

W DT Scrapki raz na jakiś czas każda z nas ma za zadanie pokazać tutorial w dziale Jak One Scrapują. Mnie dopadło to po raz pierwszy i jak zwykle jedyne co przyszło mi do głowy, to pytanie 'ale co ja mogę pokazać?'. Padło na moje nowe odkrycie - Adirondack Dabber. Po raz pierwszy wypróbowałam go niedawno i bardzo spodobało mi się to narzędzie. Jest to buteleczka z farbą akrylową zakończona gąbkowym aplikatorem. Można nią po prostu mazać po papierze, jak pędzlem, można odciskać kolorowe kółka, ale Dabber ma jeszcze wiele oblicz. Dziś przedstawię trzy z nich.

Ale zacznijmy od gotowej pracy:
A teraz trochę o procesie twórczym. Pomyślałam, że dabberowe możliwości najlepiej będzie pokazać na filmie. Strasznie się z tym nabiedziłam i niedoróbki mnie mocno wkurzają, ale liczę, że jako początkującej reżyserce, scenarzystce, operatorce i gwieździe mi je wybaczycie.

Mam już gotowe tło, więc działam dalej. Zaczynam od chlapania czarnym tuszem kreślarskim, zanim jeszcze na papierze bazowym pojawią się dodatki. 
Wybieram elementy, które znajdą się na pracy. Zaczęłam od przejrzenia zdjęć. Padło na bardzo zimowe i śnieżne. To zdjęcie, kolor tła i Dabbera podpowiadają mi, jakie powinny być pozostałe dodatki.
Teraz papiery trzeba pociachać i ułożyć sobie wstępną kompozycję. Moja wygląda tak:
Wybrałam sporo neutralnych papierów Studio Calico, a także papier w sześciokąty, w strzałki i w litery tej samej marki. Pochodzą one głównie z kolekcji Classic Calico i Countryside. Bardzo przypasowały mi też pudrowe kolory z kolekcji Queen's Heart 7 Dots Studio. Skorzystałam też z uzupełniającego tę kolekcję tagu z tekstem, który idealnie pasuje do zdjęcia. Nie mogę też zapomnieć o kolekcji ILS Why not?, z której pochodzi stempel Hello oraz o papierze bazowym z linii Divine this line.
Pora przytwierdzić wszystkie elementy. Literki i zdjęcie postanowiłam oddalić nieco od bazy za pomocą pociętej tektury falistej.
Gotowa kompozycja wygląda tak: 
 Jest trochę mdło i łyso, prawda? Dlatego trzeba dodać tu nieco życia. Jeszcze kilka chlapnięć (pamiętajcie, żeby zasłonić zdjęcie), spinacz, ozdobny guzik...
... w ruch poszły też silikonowe stemple 7 Gypsies. Zawsze montuję je na pudełku po płycie. Trzymają się go świetnie.
Dorzucam naklejkę ILS i łapię się za cienkopis. Radosne doodlowanie zawsze dodaje pracy odrobinę pazura.
Teraz jeszcze tylko drobne wykończenie u góry z moim ulubionym alfabetem Pink Paislee.
I gotowe!  
Dziękuję za uwagę i mam nadzieję, że dowiedziałyście się czegokolwiek nowego. A nawet jeśli nie, to że nie zanudziłam Was zbytnio.
A potrzebne materiały znajdziecie w sklepie scrapki.pl:

27 lutego 2013

Na filmowo

Dzieje się, ach, och! Lejdi wkracza w świat filmu. Ten który jest moim absolutnym debiutem reżyserskim zobaczycie dopiero jutro. Ileż ja się nasiedziałam, żeby te kilka minut posklejać.
Dziś natomiast poleciał w świat filmik, przy którym postanowiłam już tak ciężko nie pracować i po prostu pokazać, o co chodzi.
Zdarza się Wam odkrywać różne scrapowe tricki przypadkiem? Mnie całkiem często i o takim pomyśle jest właśnie ta superprodukcja. Na blogu Przyklej to! nauczam dziś, jak chlapać markerem olejnym.
(UWAGA! Nie dajcie się uśpić tej wspaniałej muzyce! :D)



Kto nie miał okazji spróbować, niech koniecznie to sprawdzi. Zabawa jest przednia. Uważajcie tylko na otoczenie, bo raz ochlapana rzecz już niekoniecznie chce powrócić do stanu poprzedniego. Ja muszę potraktować rozpuszczalnikiem spory kawałek podłogi. Niemądra Lejdi.

Jutrzejsze dzieło będzie nieco bardziej kolorowe i dopracowane. I też dotyczy brudnej roboty. Ahoj!

11 sierpnia 2012

Miś puszapiś

Moja pasja do chomikowania niepotrzebnych rzeczy jest znana. Najgorsze jest to, że pewne rzeczy odkładam z konkretnym planem, ale potem leżą latami, bo planu jakoś nigdy nie chce mi się zrealizować. Jeden z takich pomysłów odżył, dzięki majstrującej Asi i jej recyklingowemu wyzwaniu. Zamierzam zgłosić na nie coś skrapowego, co powstaje powoli i w bólach. Znacznie szybciej natomiast poszło z dzisiejszym dokonaniem - recyklingową podusią. Zanim opowiem o wykorzystanym tu materiale, kilka obrazków:









Tłem oczywiście jest zwykła poduszka ozdobna, którą miałam na składzie. Nie podoba mi się jej druga strona z jakimiś złotymi wzorkami, więc chciałam jakoś ożywić tę zupełnie gładką. Koncepcję mam od dwóch lat, bo właśnie wtedy miałam jakąś manię kupowania staników. W niemal wszystkich poupychane były poduchy, zupełnie mi niepotrzebne. Zaczęłam je odkładać, bo miały ładne kolory i od razu wymyśliłam dla nich przeznaczenie. Ale między wymyśleniem a wykonaniem stała gruba ściana lenistwa. Teraz w końcu ją rozbiłam, przyłapałam poduszeczki nitką i okazało się, że można to było zrobić w 15 minut. A jedna z małych szufladek w mojej toaletce zrobiła się pusta. Jeah, dzięki, Asiu!
Dzieło może nie wygląda nazbyt profesjonalnie, ale daje radę. Czyli jednak warto chomikować.

9 czerwca 2012

Gola!

O rany, rany. Zaczęło się. Z każdym dniem coraz częściej dreptałam z nóżki na nóżkę, nie mogąc znieść oczekiwania. I w końcu wczoraj ruszyło. O Euro mówię. Bo mnie piłka bardzo jara, a gdy jeszcze taka impreza jest w naszym kraju, gdy panuje taka radosna atmosfera i gdy mamy szansę kibicować naszym ofiarom losu, to już po prostu szał pał. Niestety mimo wielkich nadziei nie udało się nam zdobyć biletu na żaden mecz. Otwarcie obejrzeliśmy więc w strefie kibica. Gorąco, ciasno, słabo widać. Ale wystarczyła ta fala radości po zdobyciu gola, by cieszyć się, że jest się tą kropką w morzu ludzi. Podjarka z tej imprezy nie opuści mnie przez najbliższy miesiąc, więc obawiam się, że mogę Was tu zanudzać piłkarskimi tematami. O, bo np. właśnie Holandia udupiła i nerwa mam.
Wczorajsze emocje przelewam jak najszybciej.



Wybaczcie jakość zdjęć, postaram się podmienić jak najszybciej. Jedną z wad strefy kibica jest zakaz wchodzenia z aparatami, które nie przypominają małpy z supermarketu. Musiałam odnieść swojego potwora do pracy mojej mamy i teraz jestem pozbawiona sprzętu. Pozostał telefon, który nie jest mistrzem jakości. Ale tak bardzo chciałam się szybko podzielić...

Apdejt: fotki podmienione, choć tym razem pogoda nie chciała pomóc.
 
A jeszcze w ramach oburzenia na brak fajnych koszulek dla pań (ta na zdjęciu pochodzi z gazety, ma cztery lata i trochę z niej wyrosłam), postanowiłam dziś pomachać pędzlem.


Może krzywo, może rozlane, może nie jestem boginią cierpliwości, ale przynajmniej nie jest z Lidla.

21 maja 2012

Śmiecionurek kontratakuje!

Odwiedziłam ostatnio dziadzia, bo imieniny były i trzeba wycałować. Koniec końców, oprócz prezentu, przyniosłam mu stolik. Tak na przechowanie, bo nie było jak zabrać ze sobą na drugi koniec Warszawy. No bo co poradzić, gdy przy dziadkowym śmietniku stoi stolik spełniający wszystkie kryteria moich ostatnich poszukiwań? Całe Allegro przejrzane, a stolik na śmietniku czeka. Trafił się wysoki, z niedużym blatem. I jeszcze z półeczką. W dodatku stabilny. Dziadzio mebel zachomikował i w końcu po sobotnim transporcie mogłam się zabrać za przywracanie blasku. Niestety kupiłam do tego celu farbę ftalową, nie wiedząc, że to tyle, co olejna. Śmierdząca, brudząca, zmywalna tylko rozpuszczalnikiem, rozprowadzająca się koszmarnie. Przez chwilę ogarnęła mnie nienawiść do tego mebla. Ale po trudach (głównie z domyciem siebie i podłogi), jestem hepi.



Zamarzył mi się różowy paseczek i w ruch poszła taśma z SODAlicious. Jej klej jest niestety za delikatny, żeby się trzymała, ale dało mi to ogląd sytuacji. Teraz albo paseczek przykleję klejem, albo poszukam różowej farby i go po prostu domaluję.
A pod śmietnikiem było tak:





18 maja 2012

Plastikowa prowizorka

Ale mi się trafiło. Nie wiedziałam co robię, wygrywając recyklingowe wyzwanie na Pomorskim Blogu. Nagrodą był gościnny udział w DT przy kolejnym ratowaniu staroci. Zamarłam, gdy Agi zakomunikowała, że przerabiać będziemy... jednorazowy kubek. W dodatku wyzwanie nadarzyło się, gdy cały czas robię bokami i nie mam na nic czasu. No ale trzeba było podołać. Kubki na szczęście były pod ręką. Zostały mi z parapetówy, która była tu, yyy, jakieś cztery lata temu. Nawet fajnie, że mogłam kilka z nich zużyć. Po kilku godzinach wieczornego przyglądania się tym niezbyt ładnym obiektom, zdecydowałam się na coś biżuteryjnego. I powstał naszyjnik:


Do wszelkich przeciwności losu doszła ohydna pogoda i brak możliwości zrobienia normalnego zdjęcia. Po cyknięciu chyba stu, musiałam się poddać i pójść w czerń i biel. Naszyjnik to straszna prowizorka. Przy fotografowaniu rozpadł się kilka razy. Ale gdyby wykonać go porządnie i precyzyjnie, byłby nawet fajny. Polecam wykorzystanie plastikowych kubeczków lub butelek w biżuterii, przede wszystkim ze względu na ich wagę. Kompletnie się nie czuje, że coś zwisa z szyi. Poza tym to białe tworzywo nieco przypomina masę perłową, więc można stworzyć coś prawdziwie uroczego.
Dobrze, że inne dziewczyny spisały się z kubeczkami lepiej. Zobaczcie ich niezwykłe dzieła. I gorąco zachęcam do spróbowania sił w recyklingowym wyzwaniu. Naprawdę fajna nagroda do zgarnięcia. A ja dziękuję za zaproszenie i możliwość porządnego główkowania!


3 maja 2012

Red and white

Jacie, pogoda dawno nie była tak przyjazna. Według wszelkich prognoz, dziś miało być paskudnie. Tymczasem podczas kilkugodzinnego spaceru spiekłam się na czerwono. Pasowałam do wszechobecnego biało-czerwonego klimatu. Dziś zdecydowanie nie pastele i nie neonowe kolory królowały na warszawskich ulicach. Ale co będę gadać.








Aż mnie wzięło dziś na skrapowanie. Ale po kilku godzinach w ostrym słońcu w domu usnęłam jak zabita. Chyba jakiś mały udar, mądrze, bardzo mądrze. Może teraz się wezmę za zabawę.
A w międzyczasie pokażę ostatnie dokonanie. Mało porywające, ale kluczowe dla mojego dobrego samopoczucia. Zostałam ostatnio obdarowana przyprawami w młynkach. Te jak wiadomo wystawiane są często na widok publiczny. A że nie mogłam znieść prezentowania przypraw w naćkanym opakowaniu fabrycznym, nieco je uspokoiłam.






Nie jest to może włoski design, ale nie jest też polskim designem supermarketowym. Ufff.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...