Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grecja. Pokaż wszystkie posty

9 listopada 2011

Better late than later

Cóż, rok się prawie kończy, a ja wciąż o... wakacjach. Wczoraj przypomniało mi się, że nie dopełniłam ważnego powyjazdowego "obowiązku". Skoro już przetraciłam fortunę na Moleskiny, dobrze by było ich używać. Szkoda, że nie zabrałam się za to wcześniej, bo wspomnienia są już mniej żywe, ale obiecuję poprawę przy kolejnych wypadach.
Grecki wpis ma charakter w dużej mierze praktyczny. Żebyśmy w przyszłości pamiętali, gdzie i po co warto jechać, gdzie kupić bułki i co zjeść w najukochańszej restauracji. Nie jest więc może szczytem artyzmu, ale będzie dla nas cenny za jakiś czas. Tym samym uznaję Moleskine Travel za rozdziewiczony.




2 października 2011

Wyzwania plażowo-częstochowskie

Postanowiłam utrzymać przez cały weekend tempo prac i zadziałałam jeszcze raz po grecku. Zahaczyłam przy okazji dwa wyzwania z I lowe scrap. W jednym została zaproponowana pomarańczowo-turkusowa kolorystyka. W drugim zaś pojawiła się inspirująca mapka. Połączyłam te dwie koncepcje i oto jest dokument naszego maksymalnego opieprzania się. Udekorowany poezją częstochowską. I mnie nie było wstyd napisać w profilu, że pracuję słowem, pfffffffffffff.





30 września 2011

Kopniak na rozpęd

Dni mijają, a jakoś wena nie chciała przyjść. Więc przyznam się - zmusiłam się do komponowania wakacyjnego skrapa. Było jak z zajęciami fitness. Żeby ruszyć na nie dupsko trzeba naprawdę mnóstwo samozaparcia. A jak już się człowiek zwlecze z kanapy to szaleje ze szczęścia, że się zdecydował pobrykać. Tym razem brykanie było na papierze i mam nadzieję, że jakoś przywoła mnie do porządku.
Ponieważ z Paralii nie mamy za wielu typowo wycieczkowych zdjęć - wszystko w okolicy zwiedziliśmy trzy lata temu i teraz skupiliśmy się na plażowaniu - skrap nie jest szczególnie charakterystyczny. Mógłby dotyczyć każdego innego miejsca na świecie, ale hu kerz, jak mawia Dżoana Krupa.
Nie miałam do dyspozycji zbyt wielu pamiątek z podróży, bo Grecy są wyjątkowo niedizajnerscy i ciężko pozyskać coś, co nie jest wioską. Przydały się więc wyłącznie bilety lotnicze, jakiś rachunek i wzór meandra z mocno badziewnej torebki zakupowej.
Mam jeszcze jedną koncepcję skrapa z greckich zdjęć, oby udało mi się do niego zebrać. Na razie nie tknęłam Moleskina, bo koncepcji jakoś brak. Zobaczymy, na co w końcu mnie najdzie.
Tymczasem pierwsza grecka wspominajka (foty jak zwykle genialne, bo nie mogłam się doczekać rana)





26 września 2011

Dwa tygodnie, które się nam należały

Nie wiem jak to się dzieje, ale lataniny nie ma końca. Że nagle we wrześniu wyskoczy tyle spraw do załatwienia. Kto by pomyślał? A tu sprawy zawodowe, triumfalny powrót do szkoły, teksty do napisania, konferencje do odwiedzenia, przygotowania przedweselne i ojejujeju.
Ale przed segregacją fotek nie mogłam się opanować. Z każdą chwilą, gdy zdjęcia pozostawały samotne na kartach aparatowych, serce mi gniło. Nie mogłam więc dalej się torturować i wzięłam się. Został jeszcze film do wywołania, ale z cyfrowymi zdjęciami jest już wszystko fest. Wrzucam próbkę i postaram się tym razem nie zrobić z tego kilometrowej notki.




Grecja to owocowy raj, rajjjjjj








Na wakacjach nie zapominamy o recyklingu. Materac znaleziony na śmietniku był gwiazdą wyjazdu





Objedliśmy się pyszności jak nigdy












21 września 2011

Na szybciora

Wprawdzie wróciłam w poniedziałek, ale nawet teraz trudno powiedzieć, że mam czas na blogowanie. Bardzo chciałabym zrelacjonować pobyt w raju, wrzucić miliard zdjęć, a także powstałe z nich skrapy. Ale ogólnie nie ogarniam.
Remont udał się cudownie, ale rzeczy w kartonach wciąż stoją. Dziś szłam na służbowe spotkanie ubrana w to, co było na wierzchu. Dobrze, że miałam poza kartonami coś lepszego niż szorty. Poza tym latam jak kot z pęcherzem, załatwiając różne sprawy i ciągle przypominają mi się kolejne. Zleceniodawcy też nie chcą, by o nich zapomnieć. No szlag mnie trafi, bo miałam plan.
Mój plan zakładał spokojny rozruch po urlopie, by nie zapomnieć o tych dwóch tygodniach w przeciągu minuty. Chciałam podjechać na zakupy, iść do kina, nadrobić serialowe zaległości. Tymczasem nawet na spożywcze zakupy nie znalazł się jeszcze czas i jem kanapki z pasztetem nieustająco. A gdy z 36 stopni w cieniu przerzuciłam się na 16 stopni w słońcu, złapałam megaprzeziębienie. Tak do kompletu. Kurde, wracam do Grecji!

Żeby całkiem nie popaść w rutynę i nudną prozę życia, gibam się:


A podczas przeglądania zaległości na Waszych blogach trafiłam na cudowne cuksy u mojej drogiej Agi :)


11 czerwca 2011

Podróżny śmietniczek

Myśl zaświtała dawno, ale weny do realizacji jakoś nigdy nie było. W końcu się wzięłam. Nowa zajawka - scrapy wycieczkowe. Teraz każdy wyjazd otrzyma swoją wyklejankę. Wreszcie wszystkie te śmietki, bilety, mapki, rachunki i inne duperele zostaną przytwierdzone na amen.
Na razie nie rozprawiłam się jeszcze z okładką albumu, ale wykleiłam dwie pierwsze strony.
No to jedziemy.

Niedawny Paryż






A także jeszcze niedawniejsze Korfu




10 czerwca 2011

Grecko-brytyjski wywczas

Tydzień człowieka nie ma, a tu tyle się dzieje. Patrzę na linki po prawej i nie wiem ile czasu zajmie mi powrót do bycia na bieżąco. Oczywiście o byciu na bieżąco z robotą to nawet nie ma co mówić. Tylko weszłam do domu, a tam ileś maili: 'daj znać jak wrócisz'. No to nic tylko zakasać rękawy.
Tymczasem pora na relację z Korfu, czyli kolejnego punktu na mapie Grecji, który trzeba było w końcu sprawdzić. Sprawdziłam i wiem, że chyba raczej nie wrócę. Liczyłam na trenowanie greckich rozmówek i obżeranie się grecką kuchnią. Planowałam wreszcie spróbować prawdziwej zupy avgolemono, żeby wiedzieć, czy robiona w domu wersja ma coś wspólnego z oryginałem. Owoce miały mi towarzyszyć od rana do wieczora. Miałam wrócić odchudzona od lekkich posiłków i pływania. No i trochę się nie sprawdziło. Trafiłam do jakiejś brytyjskiej kolonii. W knajpach ryba z frytkami, English breakfast i kilka sztandarowych greckich dań. Tych najcięższych. W dodatku podawanych oczywiście z frytkami. Owoce w cenach takich, jakby to była Grenlandia, a nie ciepły kraj z brzoskwiniami rosnącymi jak chwasty. No a po grecku może można pogadać gdzieś w górskiej wiosce. Nad morzem wszyscy nawijali z oksfordzkim akcentem i na moje 'giasou' odpowiadali 'heloł'.
No ale oczywiście co tydzień wakacji, to tydzień wakacji. Słońce, całe dnie pływania, brak telewizora, internetu i telefonu. Wróciłam brązowa, z namiastką mięśni i z jasnymi od słońca włosami. I z kartą zapchaną zdjęciami, bo urokliwych widoków Korfu odmówić nie można.
A już we wrześniu będziemy z Lubym znów eksplorowac kontynentalną Grecję z nadzieją, że tym razem będzie grecko.


















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...