Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liftonoszki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liftonoszki. Pokaż wszystkie posty

6 grudnia 2012

Senność, czuję senność

Ważny komunikat! Dziś nie będzie żadnych kartek. Ufff, ulga. Będzie za to skrap poświęcony mojemu ostatniemu hobby. Rano zdarza mi się wstać, dzielnie pożegnać wychodzącego Lubego i tajniacko pójść spać na kanapie. Wstydzę się za siebie, gdy o 10 budzi mnie jakiś telefon, a zleceniodawca, słysząc moje rozmemłanie, pyta: przepraszam, obudziłem? Co ja jednak poradzę na to cholerne ciśnienie, które przysiada mi na powiekach i nie chce wstać? Ja naprawdę z rana czuję, że kolejne pięć minut spania uratuje świat przed zagładą atomową. Babcia doradza koniaczek, ale jakoś wolę alkohol wiązać z przyjemniejszymi okazjami.
No dobra, zamknij się Lejdi, pokaż obrazek. A obrazek ten jest liftem pracy Olennki, wykonanym w ramach liftonoszkowych wyzwań. Ostatnią edycję zaniedbałam mocno i planuję nadrobić. Zaczęłam od końca, bo czemu nie?



A w ogóle to dziękuję wszystkim kochanym osobom, które odezwały się w kwestii 'zrobienia Lejdi świąt'. Już nie mogę się doczekać na Wasze wyroby. A jeśli ktoś jeszcze chce uszczęśliwić mnie bombką domowej roboty, to ja się wcale nie obrażę.

21 listopada 2012

W dużym uproszczeniu

Ostatnio nieco przygasła moja liftonoszkowa działalność, bo tyle się działo, ale wczoraj zasiadłam, by zmierzyć się z jednym z zaległych wyzwań. Wyzwaniem niemałym, bo znów inspirowałyśmy się pracą Zuzichy. Wiadomo, jak jest u mnie z takim natężeniem romantyzmu. No po prostu nie ogarniam. Swoją pracę zrobiłam więc w przeogromnym uproszczeniu.


Na zdjęciu mój drogi chrzestny tatuś i najfajniejszy pies świata. Czyli po prostu Bruno i Brujo.
Jakoś nie mogę się przemóc do odejścia od wakacyjnej tematyki. Chyba przez całą zimę będę udawała, że lato trwa.

24 października 2012

Pobudka po liftingu

Ula napisała mi dziś bladym rankiem, że czuje się jakoś młodziej. No nic dziwnego. Wczoraj wieczorem przeszła liftowanie. Ruszamy z Liftonoszkami z kolejną edycją działań i na pierwszy ogień poszła praca wybrana przeze mnie. A ja miałam ochotę na duuuużo zdjęć. Okularnicy Ulietty bardzo mi więc przypasowali. Zabrałam się za tę pracę szybko, szybciutko, bo przyniosłam z poczty nowe papierki ILS. Och, jak one pasują do letnich klimatów, choć ich przeznaczenie ma być raczej zimowe.



Praca wpisuje się też w dwa lekko wakacyjne wyzwania, które ostatnio mnie nieco podnieciły. Po pierwsze jest to praca z wykorzystaniem mapy. Za tło robi Lizbona. Dlatego zgłaszam w wyzwaniowych Scrapkach.
A że Scrapuj.pl domaga się czaru wakacyjnych wspomnień, to nie mogę nie wrzucić i tam.

14 października 2012

Jestem taka dorosła

Moje priorytety są wciąż bardzo mądre i dorosłe. Postanowiłam więc nadrobić zaległości na Liftonoszkach. Co tam, że w poniedziałek powinnam zaprezentować efekty swojej pracy zarobkowej. Przecież można wszystko zrobić w stresie na ostatnią chwilę. Spokój wewnętrzny, osiągnięty dzięki zabawom z papierem, jest po stokroć ważniejszy. Prawda? Niech ktoś powie, że nie jestem nieodpowiedzialną szczeniarą. I że zrzucicie się na mój byt, jak mnie zleceniodawcy poślą w cholerę.
Ale przejdźmy do przyjemności. Majstrująca Asia coś ostatnio protestowała, że mało różu. No przecież! Popatrzyłam i faktycznie święta racja. Błąd naprawiłam natychmiast, bo nie można tak porzucać swoich oczojebnych ideałów.
Okazja była przednia, bo miałyśmy do zliftowania szałową pracę Makówki, w której pełno jest farby. A u mnie repertuar kolorystyczny farb nie jest za duży i różu nie dałoby się pominąć. Znów zrobiłam wszystko na opak, czyli najpierw pobrykałam z tłem, a potem zaczęłam obmyślać, jakie zdjęcie może pasować. Też tak czasem robicie? Po krótkim spojrzeniu na tę żrącą w oczy plamę barw, odpowiedź nasunęła się sama. Potrzebuję rudzielca. No i jednego akurat miałam pod ręką.


Kartelucha jest niemiłosiernie zmięta, bo przyjęła chyba wiadro wody. Najpierw (nadal bije pokłony przed Czeko) był transfer gazetowych literek, potem trochę gessa, potem farby. Jak się biedny karteluch miał nie skrzywić? Ale mam nadzieję, że rudy Agiszonek wybaczy te "zmarszczki".
A wracając jeszcze do obrabiania tyłka Czeko, to jeśli ktoś chciałby też podpatrzeć jej sekrety, będzie miał taką okazję. Za dwa tygodnie gwiazda ma warsztaty warszawskie. Mój obecny stan portfela (20 zł) nie pozwala na razie na zapisanie się, ale myślę nad zapożyczeniem się.

Tak z okazji niedzieli, żeby było bardziej odświętnie, wrzucę od razu drugiego liftonoszkowego skrapiszona. Daleki jest niestety od uroczego oryginału worqshopowej Kasi, ale mam nadzieję, że nie dostanę kopniaka, gdy Kasior się tu zjawi.

 
Jak widzicie chciałam być tak dokładna, że podjęłam się nawet namalowania czegoś u dołu pracy. Widać też, dlaczego tego zazwyczaj nie robię. Wnikliwym wyjaśnię, że namalowałam liście. Wiecie, takie skojarzenie z jesienią. Na obrazku widać perspektywę, głębię, znakomicie uchwycony światłocień. Naprawdę sama przed sobą zdejmuję czapkę i pochylam się w zadumie.

24 września 2012

Taki weekend, że łojezu

Jutro ten wyczekiwany dzień. Polecimy i wrócimy za dwa tygodnie. DWA! Ale był jeszcze jeden wyczekiwany od dawna dzień - miniony piątek. Jakiś czas temu, tak zupełnie od słowa do słowa wyszło, że nawiedzi mnie Agi. Ja coś tam proponowałam, ale liczyłam się z tym, że to nie wyjdzie. Ale wyszło! Agiś kupiła bilet, poinformowała rodzinę, że wyjeżdża i dała znać, bym szykowała kanapę. Radość ogarnęła mnie ogromna i z każdym dniem wiedziałam, że coraz bliżej jest nie tylko urlop, ale też ta fantastyczna wizyta. W zeszłym tygodniu emocje sięgały zenitu i obie piszczałyśmy drogą mailową, że już, już, zaraz, za moment, za trzy dni, za dwa, oja, to już dziś. Okazało się, że przynajmniej moja podjarka, nie była w najmniejszym calu przesadzona. To był weekend idealny. Agiś to tak cudowny babon, że żal mnie ogarnął jedynie w kwestii dzielących nas kilometrów. Bo jednak wolałabym mieć ją w bloku obok. Mam nadzieję, że moja kanapa zazna jeszcze radości tak zacnego gościa. Ale co ja się będę tu rozpisywać. Zapodam fotostory, niczym w starym, dobrym Bravo (fotki ajfonowe są autorstwa Agi)

Najpierw była świątynia - Tiger
A potem dzióbki w TK Maxx

Ma się rozumieć

Agi przetestowała chemię w najczystszej postaci - bubble tea. Smakowało





Jeleń miał swoje pięć minut

Próbowałam się popisać umiejętnością robienia na drutach, ale zapomniałam jak się zaczyna pierwszy rząd

Agiś natomiast pamiętała, jak się szydełkuje



Spojrzało na mnie rybie oko

Tak się babina rozszydełkowała, że nie chciała ze mną skrapować. Za to zostałam zaopatrzona w najwyjebistszy koszyczek ewer

Tak skrapuje ciocia Lejdi. Nie wypuszczając wina z ręki



Odwiedziłyśmy śmieciowy targ staroci

Było bajecznie

Widać już jesień


My dwie w objęciach Maryi



A takie szablony za 3 zł (w sumie) pozyskałyśmy na bazarku. Pan śmiał się z naszego podniecenia

Przyszedł też czas na trochę kalorii



Babeczki wyszły orgazmiczne, ale niezbyt fotogeniczne. Ale co ja się nawzdychałam...


 Nie umiem nawet opisać tego, jak było rewelacyjnie. Moja kanapa domaga się rychłego powrotu. Za to ja chodzę z bananem na gębie jak debil i zaprzyjaźniam się ze wszystkimi napotkanymi ludźmi, z tego rozanielenia. Z brudnych sekretów mogę tylko zdradzić, że Agi to pijus, który zgrzewkę mineralki wciąga raz dwa. Hmmmm, co by tu jeszcze. A no tak, przyjechała do mnie z małą walizeczką, a wyjechała z pękającymi w szwach torbami. Ja się zastanawiam, gdzie się podziały moje rodowe srebra.

A w ramach skrapowania z winem w ręku uknułam lifta pracy Sevriny, którą to u Liftonoszek zaproponowała właśnie Agiś. Jestem monotonna do bólu, ale nie mam innych wywołanych fotek, a nie chciało mi się męczyć drukarki.


A teraz biegnę ogarniać pakowanie i zarabianie pieniędzy. Już jutro pierwszy rzut oka na Lizbonę, adziaaaa.

15 września 2012

Chwilowo znowu jestem sobą. Tylko taką trochę inną

Obiecywałam, odgrażałam się, więc spełniam. Miałam zrobić pracę, w której znów poczuję się po swojemu. No i jest. Choć są w niej wszystkie przyswojone ostatnio nowości. Jest farbka, jest gazetowy transfer (kiss for Czeko). Ale w końcu to ja posługuję się nimi, a nie one mną. Juppi. Ciekawe, na jak długo mi tak zostanie.
Wena naszła mnie ogromna, bo odebrałam w czwartek pakiet 100 wywołanych fotek. Duża część czekała całe wieki, inne wskoczyły rzutem na taśmę. Mam materiał na kilka albumów i masę skrapów. Na pierwszy ogień poszły te nowe, ulubione foty. W końcu spełnienie marzeń trzeba szybko udokumentować. Bo ja o takiej sesji śniłam już od kilku lat. Najchętniej oprawiałabym każde kolejne zdjęcie, ale to może jednak okazać się przegięciem. Na razie więc pierwsze dwa. Ponieważ jest to lift świetnej pracy Marinette Lesne, to zdjęcia powinny być trzy. Ale lekko zmodyfikowałam tę koncepcję.



Focisze oczywiście w wykonaniu Ani.

9 września 2012

Co z tobą, Lejdi?

Ja nie wiem, ale wszystko jakoś ostatnio wychodzi mi zupełnie nie po mojemu. A to obce mi kolory, a to media, a to żurnale. Teraz ruszyłyśmy z szóstą edycją liftonoszkowych wyzwań i też zaczynam zupełnie dziwnie. Do zliftowania była praca Rysy, a ja zrobiłam coś, co wydaje mi się kompletnie nie moje. Ale może to dobrze?
Mam w każdym razie postanowienie, że teraz muszę zasiąść i zrobić coś, co mnie przekona. Nie wiem co to być powinno, ale może wyjdzie w praniu.
A tymczasem dziwny lift.



 Fotki oczywiście z wizyty na włościach Ulietty.

3 sierpnia 2012

Use it!

Wczoraj odwiedziła mnie Ania. Jest ona jedną z niewielu moich koleżanek, które wiedzą, czym jest scrapbooking, a także o tym, że ja się w to bawię. Dlatego uzyskała pozwolenie na przejrzenie prac i buszowanie po skrapowej komodzie. Mało kogo do tego dopuszczam. Nawet moja mama widziała tylko kilka moich kartek. Ale nie o tym miałam. Grzebanie w uginających się szufladach dało mi pewien ogląd sytuacji. Przede wszystkim w papierach. Po kolekcji Love&Merry powinnam brać się za kilka innych zakupów, dokonanych w jakimś szale. Mam np. ogromny plik pepitkowych papierów z kolekcji On the square. Bo ILS zamykał sklep, bo kocham pepitkę, bo była wyprzedaż, bo bałam się, że kiedyś mi zabraknie. A teraz niemal jej nie używam. Czas to zmienić. W ogóle, ponieważ chwilowo nie pojawiają się nowe kolekcje, trzeba wykorzystać trochę starych. Bo miejsca coraz mniej, szuflady się rozwalają, a komoda już raz się na mnie wywaliła (Ikea pisała, żeby mocować do ściany. Ech, głupia ty).
Wiadomo już, jaki papier będzie dziś odgrywał główną rolę. Z Liftonoszkami wzięłyśmy się za słodziutką pracę Zuzichy. Oczywiście nie potrafiłam powtórzyć tak zaawansowanej pracy, więc ogołociłam ją z detali i uprościłam. Także kolorystycznie.



Focia oczywiście z londyńskiego party.
Chciałam się jeszcze pochwalić. Udało mi się w końcu wygrać cuksy. I to jaaaaakie. Mirakowe. Zobaczcie, jakie mam notesowe cudo:

Kis, kis, Mirku.

No i jeszcze chwila podniety, wybaczycie? Wytrzymacie? Po kilku miesiącach poszukiwań i pewnych nerwów, mamy wykupione wczasy. Dwa tygodnie. W Portugalii. Ojacie. W dodatku bez biura podróży, więc jest nawet duża szansa, że dotrzemy na miejsce. Zobaczymy ocean, wiszący nad nim most, Lizbonę i pewnie kilka innych miast. Jaram się przepotwornie i nie mogę doczekać się końca września. Będzie tak:

Foto stąd

Foto
Foto
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...