Moje priorytety są wciąż bardzo mądre i dorosłe. Postanowiłam więc nadrobić zaległości na Liftonoszkach. Co tam, że w poniedziałek powinnam zaprezentować efekty swojej pracy zarobkowej. Przecież można wszystko zrobić w stresie na ostatnią chwilę. Spokój wewnętrzny, osiągnięty dzięki zabawom z papierem, jest po stokroć ważniejszy. Prawda? Niech ktoś powie, że nie jestem nieodpowiedzialną szczeniarą. I że zrzucicie się na mój byt, jak mnie zleceniodawcy poślą w cholerę.
Ale przejdźmy do przyjemności. Majstrująca Asia coś ostatnio protestowała, że mało różu. No przecież! Popatrzyłam i faktycznie święta racja. Błąd naprawiłam natychmiast, bo nie można tak porzucać swoich oczojebnych ideałów.
Okazja była przednia, bo miałyśmy do zliftowania szałową pracę Makówki, w której pełno jest farby. A u mnie repertuar kolorystyczny farb nie jest za duży i różu nie dałoby się pominąć. Znów zrobiłam wszystko na opak, czyli najpierw pobrykałam z tłem, a potem zaczęłam obmyślać, jakie zdjęcie może pasować. Też tak czasem robicie? Po krótkim spojrzeniu na tę żrącą w oczy plamę barw, odpowiedź nasunęła się sama. Potrzebuję rudzielca. No i jednego akurat miałam pod ręką.
Kartelucha jest niemiłosiernie zmięta, bo przyjęła chyba wiadro wody. Najpierw (nadal bije pokłony przed Czeko) był transfer gazetowych literek, potem trochę gessa, potem farby. Jak się biedny karteluch miał nie skrzywić? Ale mam nadzieję, że rudy Agiszonek wybaczy te "zmarszczki".
A wracając jeszcze do obrabiania tyłka Czeko, to jeśli ktoś chciałby też podpatrzeć jej sekrety, będzie miał taką okazję. Za dwa tygodnie gwiazda ma warsztaty warszawskie. Mój obecny stan portfela (20 zł) nie pozwala na razie na zapisanie się, ale myślę nad zapożyczeniem się.
Tak z okazji niedzieli, żeby było bardziej odświętnie, wrzucę od razu drugiego liftonoszkowego skrapiszona. Daleki jest niestety od uroczego oryginału worqshopowej Kasi, ale mam nadzieję, że nie dostanę kopniaka, gdy Kasior się tu zjawi.
Jak widzicie chciałam być tak dokładna, że podjęłam się nawet namalowania czegoś u dołu pracy. Widać też, dlaczego tego zazwyczaj nie robię. Wnikliwym wyjaśnię, że namalowałam liście. Wiecie, takie skojarzenie z jesienią. Na obrazku widać perspektywę, głębię, znakomicie uchwycony światłocień. Naprawdę sama przed sobą zdejmuję czapkę i pochylam się w zadumie.
Ale przejdźmy do przyjemności. Majstrująca Asia coś ostatnio protestowała, że mało różu. No przecież! Popatrzyłam i faktycznie święta racja. Błąd naprawiłam natychmiast, bo nie można tak porzucać swoich oczojebnych ideałów.
Okazja była przednia, bo miałyśmy do zliftowania szałową pracę Makówki, w której pełno jest farby. A u mnie repertuar kolorystyczny farb nie jest za duży i różu nie dałoby się pominąć. Znów zrobiłam wszystko na opak, czyli najpierw pobrykałam z tłem, a potem zaczęłam obmyślać, jakie zdjęcie może pasować. Też tak czasem robicie? Po krótkim spojrzeniu na tę żrącą w oczy plamę barw, odpowiedź nasunęła się sama. Potrzebuję rudzielca. No i jednego akurat miałam pod ręką.
Kartelucha jest niemiłosiernie zmięta, bo przyjęła chyba wiadro wody. Najpierw (nadal bije pokłony przed Czeko) był transfer gazetowych literek, potem trochę gessa, potem farby. Jak się biedny karteluch miał nie skrzywić? Ale mam nadzieję, że rudy Agiszonek wybaczy te "zmarszczki".
A wracając jeszcze do obrabiania tyłka Czeko, to jeśli ktoś chciałby też podpatrzeć jej sekrety, będzie miał taką okazję. Za dwa tygodnie gwiazda ma warsztaty warszawskie. Mój obecny stan portfela (20 zł) nie pozwala na razie na zapisanie się, ale myślę nad zapożyczeniem się.
Tak z okazji niedzieli, żeby było bardziej odświętnie, wrzucę od razu drugiego liftonoszkowego skrapiszona. Daleki jest niestety od uroczego oryginału worqshopowej Kasi, ale mam nadzieję, że nie dostanę kopniaka, gdy Kasior się tu zjawi.
Jak widzicie chciałam być tak dokładna, że podjęłam się nawet namalowania czegoś u dołu pracy. Widać też, dlaczego tego zazwyczaj nie robię. Wnikliwym wyjaśnię, że namalowałam liście. Wiecie, takie skojarzenie z jesienią. Na obrazku widać perspektywę, głębię, znakomicie uchwycony światłocień. Naprawdę sama przed sobą zdejmuję czapkę i pochylam się w zadumie.
Powrót do różu i pomarańczowego w glorii i chwale zaliczony! Oba takie zajebiste, że nie wiem który piękniejszy. Zastanawiam się, czy wypada Ci tak kadzić, cobyś w samozachwyt nie popadła, porzuciła płatną pracę i została artystką. Wtedy dopiero będziemy musieli się zrzucać. Buziaki!
OdpowiedzUsuńo tak, o tak, zostanę artystką, będę chodzić po galeriach i roznosić swój czar. a na blogu podam nr konta :)
UsuńŚwirze cudny! Wyszło przeobrzydliwie zajebiście! Zwłaszcza te marszczenia różowo pomarańczowe!! Uwielbiam ten optymizm, który bije po gałach od patrzenia na Twoje skrapy!
OdpowiedzUsuńHahahahaha nie mów, że to liście, bo że to liście każdy widzi... A z wyczynami malowniczymi łączę się z Ty w bólu, choć u mnie jest z tym milion razy bardziej!
te marszczenia, chlip, musiałaś im dowalić, musiaaałaś :D oj kochana, myślę, że możemy w takim razie stoczyć bój na to, kto gorzej narysuje :D
Usuńjeeej:D powrot rozuuuu :D prace genialne szczegolnie ta z rudzielcem :D bede ci wysylac paczki z jedzeniem jak cos ahhaha :D
OdpowiedzUsuńsuper, czuję się uspokojona :)
UsuńTaki róż z pomarańczowym jest bardzo bardzo. A taka dawka kreatywnej zabawy na pewno przełoży sie na głębię tekstów zarobkowych, co zwiększy zachwyt zleceniodawcow i otworzy ich kieszeń co z kolei pozwoli na dodatkowe rozważania nad różem... :)
OdpowiedzUsuńbardzo podoba mi się Twoja teoria. powtórzę ją sobie, gdy znowu będę chlapać zamiast zarabiać :)
UsuńA tam przejmujesz się takimi przyziemnymi sprawami, jak praca :P Ważne, że skrapy są w perfekcyjnej jakości i ilości godnej pozazdroszczenia :D
OdpowiedzUsuńKurde nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym sobie je na żywo pooglądać, są cudne :)
oglądanie na żywo jest dostępne w każdej chwili. wystarczy się zapowiedzieć :D
UsuńYaaaay! Boskie! No kocham po prostu róż Twój. Pięknie zliftowałaś Makówkę :)) I Worqshopowy lift teżswietny, ja tam od razu widziałam, że to listki :)) I nie martw sie nie ty jedna masz takie problemy z priorytetyzowaniem (?) ja też zawsze stawiam przyjemnosci ponad pracę - bylo to widać podczas mojej magisterki pisanej w jakies 2,5 tygodnia :D
OdpowiedzUsuńnie chciałabyś napisać jeszcze jednej pracy, skoro tak szybko Ci idzie?
Usuńno dziś już naprawdę muszę popracować. ych
kurna, napisałam komentarz na pół strony i coś wcisnęłąm i wszystko mi zjadło grrr wrrrr:/// aaaale powtórzę:) loweeee babolcu!!! skrapiscze cudowne, chciałabym zmacac te faktury paluchami a to pomarszczone to idealnie pasuje, przecież ja nie mam już 20 lat tylko 30 i zmary;);) to mój (w sensie "ze mną") najpiękniejszy scrap eveeeer!!!!!:*** Kasiowy lifcior tez super, a te listki to normalnie picasso;);) Poczekaj aż ja zrobię tego lifta i opatrzę go malunkiem jakims ehehehee;) I doskonale rozumiem Twoją potrzebę artystycznego spełnienia przed potrzebą finansowej płynności, u mnie to się przedkłada na scrapowanie ponad obowiązkami domowymi (czyli zdarza się ze żyjemy w syfie i smrodzie bo Aga scrapuje zamiast dbać o dom i rodzinę:D) Ps. może Czeko zorganizuje warsztaty wiosną to znowu zajęłabym Twoją wygodna kanapę:DDDD :***
OdpowiedzUsuńcieszę się, że się podoba. i właśnie żadnych zmarchów nie masz, to Ci dorobiłam :) szkoda, że papiór się tak pofalował, no ale co robić :)
Usuńnoooo obowiązki domowe to już są w ogóle na ostatnim miejscu. Luby patrzy bykiem, gdy w zlewie coś śmierdzi, a ja sobie chlapię na papierek
kanapa tęskni :)
Lejdiś jak będzie krucho dawaj na wieś, tu z głodu umrzeć nie dadzą, sąsiedzi zawsze jakiś wór ziemniaków podrzucą ;) mistrozwski jest scrap z Agi, więc olej zarobkowanie i scrapuj :)
OdpowiedzUsuńoki, oki, zapamiętałam. będę się opychać tymi Waszymi warzywkami, tymi jagniętami, co to ponoć można gdzieś dostać i tatarskimi wyrobami. piszę się. to kiedy mogę się wprowadzić? zajmę sobie ten pokoik na poddaszu
Usuńej do nas tez mozesz! Bazarki są tanie (o mamy truskawki teraz za 4zl kilo, hahaha polowa PAZDZIERNIKA), dla biednych daja paki z jedzeniem, pogoda ladna, bosfor jest- nic tylko tworzyc :D a listki to ja tez widzialam ze to listki, jest git! :D ♥
OdpowiedzUsuńW dupę jeża, człeka przez parę tygodni nie ma a tu u ludziów wena kwitnie. Fak ;P
OdpowiedzUsuń