3 grudnia 2011

Piernik z niespodzianką

Idę na całość. Od razu uzupełniam kolejny dzień i będę na bieżąco. W oczekiwaniu na kolejne wyzwanie.
Żurnalowe zadanie na drugi dzień grudnia zmroziło mi krew w żyłach. Bo wyzwanie jest o pierniczkach. Ze względu na dotychczasowy brak kuchni, nie planowałam ich teraz piec. Znalazłam więc inną koncepcję. Miałam otworzyć puszkę, w której rok temu zamknęłam świąteczne pierniczki. W pokoju miał rozejść się piękny, korzenny aromat. Ciasteczka miały zostać sfotografowane, zdjęcie wydrukowane i umieszczone w żurnalu. No romantiś. Ale rzeczywistość skrzeczy.
Owszem, podeszłam do szuflady i wyjęłam czerwoną puszkę z Mikołajem. Uśmiechnęłam się niczym Martha Stewart. Z rozczuleniem i atencją zaczęłam unosić wieczko. Wtedy rozległ się pisk, wieczko natychmiast wcisnęłam z powrotem, cisnęłam puszką o ziemię i leży teraz tam, gdzie upadła. Ja uciekłam w drugi koniec pokoju i się nie zbliżam. W puszce owszem, były chyba pierniczki. Problem w tym, że ten obezwładniający, korzenny zapach zwabił do kuchni mole spożywcze. Często się z tym syfem borykam niestety, ale w życiu bym nie pomyślała, że przyatakowały MOJE pierniczki. Kto miał z tym gównem do czynienia, ten wie, czemu puszka leży na ziemi i czeka, aż Luby się nią zajmie. Te urocze żyjątka mają takie białe larwy, które fantastycznie się wiją. Samo to powoduje u mnie atak serca. A kiedy te glizdy przeobrażają się w piękne motyle, tfu, szare mole, zapieprzają wszystko kokoniastymi pajęczynami. Naprawdę trudno było dostrzec, czy w puszcze są pierniczki. Słabo mi na samo wspomnienie. Niech ktoś mnie uratujeeeee!
No ale nie o tym być miało. Postanowiłam jednak nie wrzucać foty zawartości puszki do żurnala, bo kobieta zmienną jest. Zamiast tego są pierniczki namalowane z wykorzystaniem foremki jako szablonu. I przepis, z którego chyba kiedyś korzystałam. A jeśli nie, to może skorzystam? Niebawem trzeba będzie wypełnić puszkę.


8 komentarzy:

  1. niestety wiem o czym piszesz i szczerze współczuję :(
    ja się ich ze dwa (?) lata temu pozbyłam na tyle, że nie rozmnażają się u mnie. wszystko co sypkie wywaliłam, nowe sypkie produkty pozamykałam w puszkach i słoikach, na okoliczność gdybym zauważyła oznaki moli to bez trudu wyrzucam tylko jedną zawartość puszki/słoika a nie wszystko.
    szafki kuchenne wyszorowałam wewnątrz i na zewnątrz, ściany odkurzyłam
    kupiłam takie "naklejki", którą przykleiłam do jednej z szafek na zewnątrz i od jakiegoś długiego czasu już się żadne to gówno nie przykleja :)
    niestety mieszkam na ostatnim piętrze i nad sobą mam coś ala poddasze na którym żyją znienawidzone przeze mnie gołębie i jestem prawie pewna, że te pipy rozmnażają się własnie tam :/
    w sklepie warto sprawdzać (szczególnie na mące, ryżu, kaszach) na opakowaniu czy nie ma pajęczynek. jak są to absolutnie nie brać!

    uff :)

    a wpis uroczy! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. A już myślałam, że właśnie tą pasjonującą historię umieściłaś w grudniowniku! No ja myślę ,że powinnaś dorobić stronę! Serio. Będzie wpis oryginalny i niepowtarzalny :*
    (ja nawet sobie nie wyobrażam tego co opisujesz, bo nie chcę mieć lęków nocnych :P nigdy na żywo tego czegoś nie miałam przyjemności oglądać...i niech tak zostanie... tfu na psa urok :P )

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG - dzisiaj robię przegląd wszystkich produktów co by nie przechodzić takiej traumy...

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja myślę, że właśnie powinnaś zamieścić to zdjęcie w żurnalu i tą historyjkę też :) Na przekór wszystkiemu. Dziś to traumatyczne, za kilka lat będziesz się pewnie śmiała :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ojaaaaaa bleeeeeee
    kurcze az sie boje swoje puszki otworzyc...
    a swoja droga skad one sie tam wziely??

    OdpowiedzUsuń
  6. @Nulka widzę, że dooobrze znasz temat :) ja też mam ostatnie piętro, może coś w tym jest. nie wiedziałam, że one mają związek z gołębiami. problem w tym, że to paskudne robactwo jest w stanie pokonać każdą zaporę. u mojej mamy dostawały się jakoś nawet pod pokrywkę zakręconego słoika. a potem też jakoś się wydostawały. może umieją przenikać przez ściany?

    @Jaszka nie wiem, czy chcę to wydarzenie pamiętać :) no i nie za bardzo mam na to miejsce w żurnalu. pomyślę, jak można byłoby dorobić krótki opis :)

    @ankan mam nadzieję, że nic nie znalazłaś :) jak nie miałaś do czynienia z molami dotychczas to pewnie nie ma powodów do obaw

    @Asia nie mogłabym zamieścić zdjęcia, bo chcę by grudniownik był ładny i nie ma w nim miejsca na kłębowisko białych robaków :) no i ja naprawdę z piskiem uciekam, gdy je widzę, więc już w ogóle nie byłoby szans na uwiecznienie :)

    @gatti wystarczy że jeden taki przypałęta się do domu, bo wleci przez okno, albo kupisz kaszę, w której się zalęgły i już dupa. rozłażą się po wszystkim, wszędzie się mnożą i powstrzymać je może jedynie wypieprzenie wszystkiego z czym potencjalnie mogły mieć kontakt. niestety nie oznacza to, że nie wrócą za miesiąc. u mnie niestety zawsze wracają.

    OdpowiedzUsuń
  7. Uah, aż mnie wszystko zaczęło swędzieć jak o tym pomyślałam. W jednym z wynajmowanych przeze mnie mieszkań wypełzły z szafek na ściany i sufit i muszę stwierdzić, że byłam bezradna. Zamknęłam kuchnię i uciekłam, czekając aż wróci mój luby. W międzyczasie zrobiłam telekonferencję ze wszechwiedzącą mamą, która poradziła właśnie wszytko wywalić i każdą szafkę wymyć octem. Już nigdy potem nie wróciły...

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja dziś widziałam mola spożywczego między półkami w delikatesach. Zgroza!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...