6 lipca 2011

CUKSY!

Nie mogę już patrzeć na tę pogodę. Więc oto wykonuję ruch, do którego zbieram się od jakiegoś czasu, ale nie mogłam znaleźć pretekstu. Niech to będzie Candy Przywołujące Słońce. Może być?
Jeśli to za mało, to niech to będzie candy z okazji przebicia tysiąca odwiedzin. Albo z okazji wypełnienia ramki 15 twarzami obserwujących. Albo może zróbmy z tego fetę z okazji czerwca - najbardziej produktywnego miesiąca od dnia powstania bloga. Najlepiej niech każdy wymyśli swoją okazję.



Zasady jak u wszystkich.
1. Dodaj obrazek z linkiem do tego wpisu po lewej lub prawej stronie swojego bloga. Ważne są tylko zgłoszenia bloggerek :)
2. Zostaw komentarz tu.
3. A jeśli chcesz przywilejów, wspomnij o cuksach także w notce na swoim blogu, podając link.
4. Teraz możesz zostawić drugi komentarz z linkiem do owej notki.
5. Liczą się komentarze dodane do północy 15 sierpnia.

PROSZĘ, ZWRACAJCIE UWAGĘ, CZY PRZEZ WASZ PROFIL MOŻNA ODNALEŹĆ WASZEGO BLOGA. JEŚLI NIE, ZOSTAWCIE JEGO ADRES!

Nie wiem jeszcze, czy losowanie odbędzie się poprzez wykorzystanie Randoma, czy może jakimś innym sposobem. Pomyśli się.

A przygarnąć można:



7 papierów w tonacji błękitno-oliwkowej. Mogą być zarówno do prac shabby chic, jak i do grunge'u. Wszystko zależy od użytych dodatków. Do tego pasujący kolorami papierowy alfabet oraz naklejki z różnymi hasłami.


Jakieś 2 m wstążki złożonej z białych kropek.

4 papiery w nieco bardziej szalonych kolorach i deseniach


2 arkusiki die cutów. Wycięte elementy to litery, ramki i narożniki do zdjęć.


17 patyczków z wzorkami Fimo. Odcina się je nożykiem introligatorskim i można używać do scrapowania, tworzenia biżuterii albo np. zdobienia paznokci.

I najważniejsze. Słodziaste, metalowe pudełeczko na guziole. Jeszcze zafoliowane, dlatego na fotce wygląda jak kupa.

 Dorzucę jeszcze pudełeczko w kształcie serca wypełnione sercokształtną papeterią. Nie jest zbyt designerskie, więc właścicielka na pewno je pięknie oklei :)

Skromnie, ale to "mój pierwszy raz". Z czasem będzie lepiej. Może jak okazja się znajdzie :)
Bierzcie i komentujcie!

3 lipca 2011

Kolory na niepogodę

Wracając do Jaszkowego wyzwania. Aura naprawdę nie sprzyja zabawom w fotografa. A z drugiej strony, co robić w weekend, gdy za oknem leje? Walczyłam, walczyłam i coś tam wymodziłam. Być może uda mi się później znaleźć w chacie jeszcze inną kolorystykę.
Co ciekawe, zauważyłam pewne prawidłowości, dotyczące rzeczy w każdym konkretnym kolorze. Ale o tym poniżej:


Głównie jakieś techniczne duperele. Fakt, że one często są żółte.

Naprawdę niewiele mam tego w domu.


Tu mogłabym pewnie ułożyć z dziesięć takich kolaży. Róż rządzi.


Jak się okazuje, samo wyposażenie kuchni.


Myślałam, że będzie podobnie jak z różem. A tu zaskoczenie. Mam w domu masę fioletu, ale raczej wielkogabarytowego.


Nie przypuszczałam, że znajdę sporo niebieskiego.


Czerwień głównie biżuteryjna.


Podejrzewałam się o więcej białych dupereli. Skończyło się na naczyniach.


Srebro jest chyba w każdym domu. Metal rządzi w kuchennych szufladach.


Czerń to o dziwo kosmetyki i (mniej o dziwo) sprzęty.

Kolorowa zajawka

Cechą, której bardzo mi brakuje, jest cierpliwość. Ponieważ Jaszka zaproponowała świetną zabawę polegającą na śledzeniu kolorów w swoim domu, gdy tylko znalazłam chwilę, wzięłam się za poszukiwania. A że chwilę znalazłam w nocy, to ze zdjęć i tak niewiele wyszło. Wrzucam w związku z tym jedynie zajawkę tematu. Będę musiała cierpliwie zaczekać na światło dzienne. Przy obecnej pogodzie nawet to będzie wyzwaniem.

2 lipca 2011

Przepis nr 9 - hiram skandynawski

Zeszyt z przepisami poczuł się zapomniany, więc go odkurzyłam. Przyczyniła się do tego rabarbarowa paćka.
Na zdjęciach nie chce być widać mozolnego trudu w pokrywanie kartki białą farbą akrylową i cieniowania jej na różowo. Pozostaje wierzyć na słowo.
Najnowsza bazgroła:



30 czerwca 2011

Rabarbaru moc

Luby przywiózł z rodzinnej działki tonę rabarbaru. Nigdy nie wiem, co z tym cudem robić. No bo takie to kwaśne i dziwne. Ale przetworzyć było trzeba, bo szkoda. Na pierwszy ogień poszło ciasto, które było przepyszne, ale z racji obeschniętego rabarbaru na wierzchu, nie wyglądało fotogenicznie.
Na drugi ogień poszedł hiram, czyli rabarbarowo-imbirowa konfitura. Smakuje dość bosko, nie wiem jeszcze do czego jej używać, ale może koncepcja zstąpi później.
Jak zwykle przy robieniu przetworów pojawił się jednak problem. Czy warto chrzanić się godzinami z domowymi specjałami, gdy na koniec wylądują one w słoiku z napisem "Majonez Kielecki"? Nie warto. Zaczęło się odmaczanie etykiet, pucowanie nakrętek i kombinowanie. Żem niniejszym wykombinowała:





27 czerwca 2011

Uwaga, nocna głupawka

Przed długim weekendem wytypowałam sobie kilka wyzwań, do których bardzo chciałam przystąpić. Dziś dokańczam, to właśnie ostatnie. Ja wiem, że trudno to nazwać udziałem. Ja wiem, że mój wkład w te cztery inchie jest zerowy. Ale nie poradzę, że głupawka nadeszła.
Gwoli wyjaśnienia. Craft Artwork rzucił propozycję stworzenia zestawu czterech pór roku. Tyle, że w miniaturze. Ja naprawdę jestem słaba w małych formach, muszę mieć dużo miejsca. No ale koncepcja zaświtała i nie chciała zostać zignorowana.
Jak dziewczynko wyobrażasz sobie cztery pory roku?
Frazeologicznie, pani profesor.



Takie dwustronne coś

Na Collage Cafe już jakiś czas temu dziewczyny kazały stanąć na głowie. Rychło w czas się za to zabrałam. Dobrze, że funkcjonuje tam duża tolerancja czasowa. Na Art Piaskownicy niestety nie zdążyłam już załapać się na wyzwanie z przerabianiem starych CD. Ale chyba to i lepiej, bo trudno powiedzieć, co właściwie powstało. Zapał był, ale koncepcja siadła. I jest taki gniotek.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...