16 marca 2012

Urodzinowy tuning

Sezon urodzinowy w pełni. Dziś świętuje Luby. Właściwy prezent dostał już tydzień temu, bo postanowił pożyczyć od koleżanki książkę, którą ja mu chciałam podarować. Miał za to zjebę, focha oraz przedwczesne wręczenie prezentu. No ale, że głupio tak teraz świętować urodziny z pustymi rękoma, to była jeszcze mała niespodzianka.
Jakiś czas temu pozyskałam groupon na fotoksiążki za 5 zł. Taka jestem obrotna. Siedziałam wtedy do czwartej rano i wybierałam zdjęcia. Na koniec okazało się, że przesyłka kosztuje, bagatela, 50 zł, ale to w sumie niezły trik. Siedzisz po nocy, wklejasz te zdjęcia i co, zrezygnujesz na koniec? Na szczęście cena mimo wszystko była dość atrakcyjna jak na trzy książeczki. Tak powstały albumy z Londynu i z naszych greckich eskapad. Plus jeden, którego Luby nie widział, z naszymi fajnymi momentami. To właśnie jego prezent. Same książeczki są jednak troszkę łyse, bo nie chciałam żadnych kolorowych stron, ornamentów, wzorków i innych atrakcji. Dlatego dodałam coś od siebie. Całości pokazywać nie będę, bo większość stron jest podobnie przydekorowana. Dlatego tak wybiórczo:









A teraz zmagam się z 'tortem'. Trzymajcie kciuki!

15 marca 2012

Pepitka handmade

Po krótkiej przerwie na podładowanie akumulatorów, Liftonoszki wracają z III edycją. Aż trudno uwierzyć, jak ten czas śmiga. Przypomina mi o tym album, w którym kończy się miejsce na kolejne skrapy. A jeszcze niedawno świecił pustkami, bo jakoś ta forma nieszczególnie mnie pociągała. Tiaaaaa.
Edycję z hukiem rozpoczęła noomiy, wrzucając na flickra ciekawą pracę Danielle Flanders. Dziewczyny trochę się buntują i jakoś nie chcą się za to wziąć. Ja trochę dumałam, bo mam z tego typu liftami jeden problem. Naprawdę trudno przy takiej kompozycji dodać coś od siebie, pokazać, że to była tylko inspiracja, a nie zżyna. Namyślałam się, jak to obejść, czym zastąpić pepitkowaty wzór albo z czego go zrobić. No i w końcu chwyciłam za farby. Pomazałam, pomazałam i nawet mnie ten efekt zadowolił. Brakowało tylko tła. Mając jednak awizo w torebce mogłam przypuszczać, że na poczcie oczekują już na mnie najcudowniejsze papiórki na świecie. I że tło też jest wśród nich. Jak dobrze się nie mylić.



Jak mi brakowało takiej prostej szarości. Czuję, że zaraz będę ponawiać zamówienie.

14 marca 2012

Mało weny, więc mały notes

Ostatnie dni upłynęły mi na odwyku. Takim od świata wirtualnego. Yyy, bo ja wysoki sądzie, podlewałam kwiatka. I zapomniałam, że kubek jest lekko pęknięty. Yyyy i na router pociekło. A potem już był tylko dźwięk smażenia i zapach smażenia. Myślałam, że bardzo ograniczony dostęp do sieci zmotywuje mnie do wybuchu kreatywności i tworzenia jednej rzeczy za drugą. Ale jakoś nie wyszło. Może brak natychających blogów i zdjęć tam mnie skrępował? W końcu zabrałam się za plan odkładany od dawna i na kolanie machnęłam bardzo, bardzo, bardzo mały notesik. Jego przeznaczeniem jest spisanie pomysłów na żarcie - śniadania, obiady, przekąski, desery. Nie przepisów, tylko hasłowo. Ostatni brak weny fatalnie odbija się na kuchni. W kółko jemy to samo i za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, co jadaliśmy przez ostatnie pięć lat. Dlatego powstanie spis uzupełniany na bieżąco, gdy akurat zobaczę w barze mlecznym znajomą zupę albo zjem u kogoś ciasto.






9 marca 2012

Może wreszcie nie LO?

Z racji liftonoszkowego tempa działań, ostatnio mnożę LO-sy na potęgę. Jakoś kompletnie zaniedbałam wszelką inną działalność. Na szczęście nadarzyła się okazja, by nieco przełamać monotonię. Moja droga majstrująca Asia miała niedawno urodziny, więc nieco podziałałam. Do Asi poleciały:

mocno recyklingowa kartka
notesik z dłupisem

i bardzo trafiony prezent - kalendarz w marcu :)
Oczywiście poczta postanowiła przyprawić mnie o zawał i niosła paczkę przez jakiś tydzień. Ale na szczęście doszła. Już myślałam, że podobnie jak świąteczną kartkę do Asi, puściłam przesyłkę na niewłaściwy adres. Ale ufff, doszło. Oby się jubilatce przydało cokolwiek z tego, czym ją zarzuciłam.

7 marca 2012

Tęsknota

Ciągle chciałam, ale jakoś nie mogłam odnaleźć w sobie sił i pomysłu. Nie wiedziałam, jak ubrać w obraz tęsknotę za kimś, kogo już nie ma. I tu przyszła liftonoszkowa inspiracja od Agi. Wskazana przez nią praca Doroty jest tak minimalistyczna, że lepsza być nie mogła. Dzięki tej kompozycji w końcu się zmobilizowałam i zamiast robić sobie jaj, zrobiłam coś o prawdziwych emocjach. Bo tęsknię za tatą, choć pewnie nikt o tym nie wie.



Kompozycja Doroty tak mi się spodobała, że wydała mi się idealna także do innego celu. Podobnie jak wiele z Was, dostałam na wiosnę szału urządzania biurka. Choć w sumie nie ja przy nim siedzę. Ale urządzam. Chciałam mieć jakiegoś skrapa w ramce. Więc mam.


5 marca 2012

Dalalalalalala

Jak to się stało, że nie było jeszcze skrapa o koniku Dala? Fatalne zaniedbanie. Najważniejsze jednak, żeby swoje błędy naprawiać. Kiedy noomiy zaproponowała do liftowania tę pracę, z jakiegoś powodu konik od razu przyszedł mi do głowy. No i jest.



O koniku kiedyś już wspominałam, ale co mi szkodzi nawijać o nim w kółko, jak zepsuta płyta? Takie stworzonko marzyło mi się odkąd mam własne mieszkanie. Mam taką krótką listę rzeczy, które muszą gdzieś u mnie stać i był na niej właśnie konik Dala, a do tego matrioszka, laleczka kokeshi, drewniane litery i Be@rbrick. Tego ostatniego jeszcze nie mam, ale może kiedyś, jakoś...
Byłam przekonana, że i konik Dala mnie raczej nie zaszczyci, bo ich ceny są po prostu dramatyczne. Aż tu nagle podjarana Kasia informuje, że ma dla mnie prezent. Bez żadnej okazji. I wysyła mi fotkę tego wymarzonego cudu. Sama też o takim śniła i przypadkiem udało się jej upolować dwa. Na Allegro, od kogoś, kto nie wiedział, jaki ma w domu skarb. To, że Kacha postanowiła rozdzielić tę parkę i jednego konia podarować mi, jest dla mnie prawdziwym dowodem przyjaźni. Wiem, że nie powinno się jej mierzyć w kategoriach materialnych, w prezentach. Ale przecież mogła mieć dwa? Mogła sprzedać z olbrzymim zarobkiem? A tymczasem konik cieszy codziennie moje oczy. Mam nadzieję, że w wersji skrapowej cieszy też Wasze. Buziole!

1 marca 2012

Żółto mi, żółto i szaro

Oszalałam wczoraj totalnie. Szary i żółty, szary i żółty, szary i żółty. Nowa lolekcja ILS Let it go opanowała mój umysł. Jak mi brakowało fajnej oferty szarych papierów. Szarość jest cudowna, daje fantastyczne możliwości łączenia z innymi kolorami, a jakoś miałam wrażenie, że trudno w skrapowym świecie znaleźć coś, co nie jest niebieskie. No i są. Piękne, uniwersalne. Nareszcie.
Na fali podniety neutralną bazą połączoną z żółtymi elementami, wymodziłam wczoraj lifta Miraqowej pracy zaproponowanej przez Lily. Z braku szarego papieru jest czarno-biały. Widać trochę brak pomysłu. Praca wymagała cięcia fotki i jedyna jaka mi do tego pasowała to nutki z londyńskiej wystawy. Trudno wokół niej było zbudować fantastyczny temat pracy, więc skończyło się na parafrazowaniu z pamięci ckliwej piosenki z 'lat młodości'. Pamięć okazała się zawodna, ale to mają do siebie 'lata starości'.



Mam nadzieję, że nowe papierki, które mają szanse niebawem do mnie przylecieć, zainspirują mnie do lepszych rzeczy. Zamówiłam już wczoraj dzięki bonowi zakupowemu, który akurat niedawno wygrałam.
A na blogu ILS można wygrać kolekcję Let it go. Pazerność każe mi i tu spróbować, niach, niach.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...