24 listopada 2012

Najbardziej różowy album świata

Kiedy oczom mym ukazał się Agiszonowy album z pobytu w Warszawie, poczułam wybuch radości, ekscytację i nawał optymizmu, ale też lekkie przerażenie, że nie mogę spieprzyć swojego albumu. No bo jakże tak, skaszalocić relację z takiego weekendu?!
Z drżeniem rąk wzięłam się za robotę. Znów zajęło mi to kilka dni. Kiedy baza była już gotowa, zdjęcia wciąż się wywoływały. Ale wczoraj zasiadłam do ostatecznego scalania. I jestem z siebie dumna. Czegoś tak różowego jeszcze nie zrobiłam. W ogóle tak kolorowego. Album jest mocno trójwymiarowy, bo zdjęcia lewitują na piance. Strony to pocięte na pół różowe koperty. Całość spięłam rozgiętymi spinaczami biurowymi, ha!
Zaczynajmy (proszę nie regulować odbiorników, to naprawdę takie kolory).

















Czy zrobiło się Wam cieplej na sercu od tego różu? Bo ja nawet zapomniałam, że właśnie znów zrobiło się ciemno.
Czuję, że w mojej głowie otworzyła się albumowa klapka, a ponieważ na kupce leżą foty do kolejnych kilku, to oby przełożyło się to na jakiś albumowy zalew. Tylko niech mi zapał nie opadnie. Jutro planuję kleić kolejny, joł, joł.

22 listopada 2012

Świąteczna wyprzedaż u Lejdi

O rany, rany. Nie da się już wejść do sklepów, bo takie tłumy. Zaskoczenie mnie spotkało przeogromne, bo jak zawsze zapominam, że 2 listopada zaczynają się święta. Ale ja dziś mam dla Was propozycję bez tłumów, bez kolejek i nawet bez wychodzenia z domu. Świąteczne szaleństwo w sklepach przypomniało mi o kilku drobiazgach, które leżą w mojej komodzie i proszą by je wykorzystać. A ja jakoś oporna jestem i rzadko z nimi gadam. Wiele z nich wpisuje się właśnie w ten sezon. Zapraszam więc do grzebania w moich rzeczach. Bierzcie, co chcecie, łączcie w zestawy, żeby przesyłka wyszła taniej, zrzućcie się z koleżanką.
W komentarzach napiszcie literkę przyporządkowaną rzeczy, którą chcecie kupić. Przesyłka polecona powinna trzymać się okolic 5 zł. Tylko papiery kosztować będą 6 zł. Oczywiście na życzenie mogę zaryzykować wysyłkę listem zwykłym, na pewno tańszym.
Przepraszam, że fotki znów wyglądają jak cykane żelazkiem, ale niestety z pogodą nie wygram. Mam nadzieję, że każdą rzecz w miarę widać.
Uwaga, świąteczny Lejdi Store otwiera podwoje:


 A - SOLD magdalenardo     B - SOLD Gurka

C - SOLD Gurka

D - SOLD Ziabaa

E - mały dziurkacz choinkowy (wzór ma ponad 1 cm)

 

 F i G - torebki konfetti z grubej folii, kwiatki lub motylki. Otwarte i używane odrobinę, ale nadal jest tego mnóstwo

H - serduszka ozdobne ze sklejki, 8 szt. (wysokość 3 cm)

I - SOLD Gurka

J - SOLD malflu

KLMN - małe dziurkacze, wzorki widoczne na zdjęciu (wzory ok. 1 cm)

O - SOLD Mirak

P - 2 szt. papieru jednostronnego Śnieżny Poranek z kolekcji Na Strychu

R - SOLD Made by AJ S - SOLD Iwonakra



Zapraszam do zgłoszeń w komentarzach. Razem z zamówieniem podajcie swojego maila.

Słowa, słowa, słowa

Pewnie wszystkie wiecie już o tym, że sklep scrapki.pl jest w likwidacji i trwa w nim wyprzedaż. Strasznie mnie ta wiadomość zasmuciła, bo byłam jego stałą klientką. Żal będzie też rozstawać się z DT, które dopiero co zasiliłam. Ale może jeszcze wszystko miło się ułoży i jednak sklep przetrwa? Będę trzymać kciuki. Na razie scrapkowy blog nie przestaje działać i dziś możecie zobaczyć na nim moją pracę.

Choć jest coraz zimniej i coraz bardziej buro, ja nie ustaje w oprawianiu wakacyjnych fotek. I choć ILS-owa kolekcja Pops Of ma teoretycznie przeznaczenie zimowe, ja lubie ją w letnim wydaniu. Te kolory kojarzą mi się bowiem z niebem, morzem i letnimi ubraniami. 
Ponieważ zdjęcie, które wybrałam na scrapa, nie nawiązuje jednoznacznie do wakacji, postanowiłam nadać pracy letniego klimatu w inny sposób. Wykorzystałam coś, co jest moją prawdziwą pasją - słowa. Żeby nie było monotonnie, wybrałam kilka alfabetów, głównie Primy, i wymieszałam je na scrapie. Dzięki tym hasłom za jakiś czas będę mogła łatwo sobie przypomnieć, jakie okoliczności towarzyszyły powstaniu tej fotki. 
A tu materiały dostępne w sklepie scrapki.pl. Teraz wiele z nich znajdziecie na wyprzedaży.


21 listopada 2012

W dużym uproszczeniu

Ostatnio nieco przygasła moja liftonoszkowa działalność, bo tyle się działo, ale wczoraj zasiadłam, by zmierzyć się z jednym z zaległych wyzwań. Wyzwaniem niemałym, bo znów inspirowałyśmy się pracą Zuzichy. Wiadomo, jak jest u mnie z takim natężeniem romantyzmu. No po prostu nie ogarniam. Swoją pracę zrobiłam więc w przeogromnym uproszczeniu.


Na zdjęciu mój drogi chrzestny tatuś i najfajniejszy pies świata. Czyli po prostu Bruno i Brujo.
Jakoś nie mogę się przemóc do odejścia od wakacyjnej tematyki. Chyba przez całą zimę będę udawała, że lato trwa.

20 listopada 2012

15 rzeczy powraca

Pamiętacie jeszcze 15 rzeczy? Miałam zabawę powtórzyć, ale jakoś nigdy nie było czasu. I w końcu zostałam przymuszona. Niemalże siłą! Gurka i Mira zaczęły się domagać, a im nie mogłam przecież odmówić. Nastąpiła więc repeta. Na nieco innych zasadach, ze względów czasowych. Ponieważ mamy już okres przedświąteczny, nie chciałam, by teraz dwa tygodnie trwał nabór. Dlatego zaproponowałam zabawę grupce osób z DT, do których należę. Grono zebrało się zajebiste, mam nadzieję, że wkrótce będziecie miały okazję zobaczyć prace wszystkich dziewczyn. Ja postanowiłam zacząć, poinformować o akcji i niecierpliwie czekać na inne dzieła.


Miałam w losowaniu wielkie szczęście trafić na Guru. Zabawki dla mnie przekazała mi więc na wrocławskim zlocie i mogłam od razu je wykorzystać. Oczywiście zamiast 15 rzeczy dostałam 150, ale tym razem starałam się powstrzymać przed przyklejeniem wszystkiego. Dokonałam selekcji, choć naprawdę wszystko tak się do mnie uśmiechało, że trudno było się oprzeć pokusie naćkania. Najpierw zestaw:


Fotkę trzasnęła zawczasu Gurka i jest tu kilka rzeczy, których nie wykorzystałam, za to nie ma kilku wykorzystanych. Dlatego np. nie widzicie na pracy tego genialnego napisu. Ale bez obaw. Na pewno użyję go już niebawem. Oczy mi się cieszą nieustannie na widok tego zestawu, bo czaicie, różowy jeleń, różowa folia bąbelkowa, te boskie serduszka naklejkowe i pierniczkowe i cała reszta dobrana tak, żeby idealnie pasowała. Miód po prostu. A niemądry Gurek mnie jeszcze przepraszał. Babo, całe moje problemy wynikały z tego, że nie chciałam z niczego rezygnować!
W efekcie powstał ten bałaganik:



Ale to jeszcze nie koniec. Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie spieprzyła. W losowaniu udało mi się więc pominąć Agi, bo nie byłam pewna, czy weźmie udział. Okazało się, że weźmie, a ja nie miałam jak dołączyć Agi do gotowej listy. Postanowiłyśmy więc wymienić się 15 rzeczami między sobą. To oczywiście było mi bardzo na rękę, bo wiedziałam, że przesyłka będzie w pytunię. No i była. Była na tyle w pytunię, że zapomniałam sfotografować zawartości. Trochę szkoda, bo dość mocno zmodyfikowałam wycinankowe elementy. Musicie niestety uwierzyć mi na słowo. Kolory są dość oczywiste, tralalalala.



Zdjęcie też jest dość oczywiste. Taka przewidywalna jestem. Ale lubię tę falę różu w połączeniu z rudzielcem.

Pokażę też jeszcze dwa zestawy, które poleciały ode mnie.
Najpierw dla wylosowanej przeze mnie majstrującej Asi:


A ten dla Agiszonka:


A najpewniej już w 2013 r. ogarnę kolejną zabawę 15-rzeczową dla wszystkich. Jak tylko będzie nieco więcej czasu. Promys.

19 listopada 2012

Wełniany szał

To zdjęcie niecierpliwie czekało na swoją kolej i w końcu radośnie rzuciłam się do oprawiania go. Powstało wtedy, gdy Warszawę nawiedził mój rudy wariat Agiszon. Scrap miał być mega zwariowany, jak ten babolec otoczony wełenką. I tak szalałam, szalałam i chyba przeszalałam sprawę. A może właśnie ten bałagan tu pasi?
Wykorzystałam wytyczne z nowego przepisu Humki na Art Piaskownicy: gwiazdka, włóczka, guzik i metka.



Ja sobie wylepiłam takie dziwadełko, a tu z rana zaglądam na bloga Agi i widzę ten album. Rozwalił mnie totalnie. A ja tu z takim pokrzywieńcem wyskoczyłam, uh, uh. Teraz już knuję nad albumem, żeby Agiszonek też miał co pooglądać. Lowju :D

Jeśli chcecie obejrzeć cudeńka piaskownicowych dziewczyn i przyłączyć się do wyzwania, klikajcie w obrazek.

17 listopada 2012

Album o długim terminie przydatności

Plan był ambitny. Bon na sesję zdjęciową z okazji dnia mamy, a kilka dni później, z okazji matczynych urodzin, album z efektami tej sesji. Nie wiem, jak mogłam być aż taką optymistką i uznać, że w cztery dni uda się nie tylko umówić na zdjęcia, ale jeszcze je wywołać i oskrapować. Ostatecznie mama na urodziny dostała prezent zastępczy i promesę otrzymania albumu.
Cóż, trochę się obsunęło. Już z ogarnięciem terminu sesji zeszło nam do września, a zabawy z albumem to kolejne stulecie. Ale jest, zrobiłam! Na swoją obronę powiem, że każda strona musiała schnąć trzykrotnie, zanim mogłam wziąć się za kolejną. To chyba jednak nadal nie usprawiedliwia ponad dwóch miesięcy cackania się z tym. Efekt też trochę mija się z tym, co widziałam oczyma wyobraźni. Ale gdybym chciała robić to od nowa, to album powstałby pewnie na kolejny dzień matki. A tak zdążyłam przed Bożym Narodzeniem, ha! Pokażę tylko kilka stron, bo wszystkie są dość podobne. Poza tym słabo mi się robi na samą myśl o cykaniu zdjęć. Jest ciemno, mglisto i obrzydliwie. Stojąc pod Pałacem Kultury nie widziałam dziś nawet jego pierwszego piętra. Proszę więc wybaczyć średnie wrażenia estetyczne.










Domagam się słońca!  Nie chcę więcej publikować ciulowych zdjęć!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...