Jakoś ostatnio wzięło mnie na używanie farb. Tak, ja wiem, dla większości z Was to skrapowa codzienność. A ja jakoś wiecznie miałam obawy. Dopiero dzięki liftonoszkowym wyzwaniom, przy których nie było opcji, trzeba było użyć farb, musiałam spróbować. I tak mi się spodobało, że coraz częściej mam pofalowane skrapy.
Na pewno nie odważyłabym się na takie akwarelowe szaleństwo, gdyby nie liftowanie artystycznego nieładu Mumki. Bawiłam się już wprawdzie w takie rozbryzgi, ale na białej kartce. A skrapowych papierów zawsze mi szkoda na eksperymenty. Ale mus to mus. Pomazałam białą świecówką, podmuchałam w akwarelowe zacieki i jest. Temat pracy nie mógł być inny. Ta improwizacja od razu skojarzyła mi się z wizytą Gabrysi.
Idąc mediowym tropem popryskałam także na różowo. Ciągle mam wrażenie, że przesadzam z ilością tego koloru, ale ile razy chcę się od niego odciąć, okazuje się on po prostu jedynym, który pasuje. Przy pracy gabrysiowej znów musiałam postawić sobie zadanie, że ZERO TOLERANCJI DLA RÓŻU.
Tu za to w nieograniczonych ilościach.
Ramka powstała dzięki wylewaniu tuszu prosto z butelki. Robiłam ją w piątek po południu i jeszcze nie wyschła. I mam wątpliwości czy kiedykolwiek to zrobi.
Mam w ogóle dramat życiowy. Tyle naprodukowałam skrapów, że skończyły mi się koszulki w albumie. Czy widziałyście w polskich sklepach koszulki 30x30? Bo ja szukam bezowocnie. Jakiś czas temu kupiłam ostatnią paczkę Na Strychu i od tej pory nie ma, bida, posucha. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.
Na pewno nie odważyłabym się na takie akwarelowe szaleństwo, gdyby nie liftowanie artystycznego nieładu Mumki. Bawiłam się już wprawdzie w takie rozbryzgi, ale na białej kartce. A skrapowych papierów zawsze mi szkoda na eksperymenty. Ale mus to mus. Pomazałam białą świecówką, podmuchałam w akwarelowe zacieki i jest. Temat pracy nie mógł być inny. Ta improwizacja od razu skojarzyła mi się z wizytą Gabrysi.
Idąc mediowym tropem popryskałam także na różowo. Ciągle mam wrażenie, że przesadzam z ilością tego koloru, ale ile razy chcę się od niego odciąć, okazuje się on po prostu jedynym, który pasuje. Przy pracy gabrysiowej znów musiałam postawić sobie zadanie, że ZERO TOLERANCJI DLA RÓŻU.
Tu za to w nieograniczonych ilościach.
Ramka powstała dzięki wylewaniu tuszu prosto z butelki. Robiłam ją w piątek po południu i jeszcze nie wyschła. I mam wątpliwości czy kiedykolwiek to zrobi.
Mam w ogóle dramat życiowy. Tyle naprodukowałam skrapów, że skończyły mi się koszulki w albumie. Czy widziałyście w polskich sklepach koszulki 30x30? Bo ja szukam bezowocnie. Jakiś czas temu kupiłam ostatnią paczkę Na Strychu i od tej pory nie ma, bida, posucha. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.
















