Jako polonistka i osoba posługująca się słowem w celach zarobkowych, powinnam kojarzyć się z książką przylepioną do ręki. Ale w ramach walki ze stereotypami, z lekturą można zobaczyć mnie rzadko. No wstyd, co poradzić. Może to po prostu literkowy przesyt. Tym samym tłumaczę czekającą od lat pracę magisterską. Ostatnio jednak wzięło mnie. Od urodzin Lubego na szafce Malm stały dwie części trylogii "Millennium". Stały i stały. Właściciel nimi wzgardził, to ciocia Lejdi okazała litość. To było w sobotę. Dziś skończę drugą część i wiem, że umrę z niecierpliwości w oczekiwaniu na przesyłkę z kolejną. Moje oczy już nie wiedzą, jak mnie przekonać, żebym na chwilę im odpuściła. Wczoraj pulsowały, obraz wirował, piekły. Ale nie znam litości. Z tej okazji, po raz pierwszy od dawna, potrzebna mi była zakładka.
I tu niczym Stieg Larsson, zmienię wątek. Tydzień temu wybrałam się z moją Kasią na szoping. Wielkich łupów nie było, bo w sklepach bryndza, ale przypolowałam letnie dżinsy za 29,99. Nie wiem jak to się stało, ale urodę ich metki zauważyłam dopiero w domu.
Tu znów podążę za Larssonem i przeskoczę. Kiedy na blogu Pomorskie craftuje pojawiło się wyzwanie z recyklingiem metek, pomyślałam, że dziewczyny chciały zrobić mi prezent. Ile tu już kiedyś było o metkach. Wiedziałam, że zrobię, ale nie wiedziałam co.
I tu następuje rozwiązanie intrygi, punkt styczny wszystkich wątków i wielkie bum.
Nie napracowałam się wiele, bo metka sama w sobie była wystarczająco zajebista, by być moją zakładką. Zresztą przez 1,8 książki nią była. Tak wygląda jej druga strona, której nie ruszałam.
I tu niczym Stieg Larsson, zmienię wątek. Tydzień temu wybrałam się z moją Kasią na szoping. Wielkich łupów nie było, bo w sklepach bryndza, ale przypolowałam letnie dżinsy za 29,99. Nie wiem jak to się stało, ale urodę ich metki zauważyłam dopiero w domu.
Tu znów podążę za Larssonem i przeskoczę. Kiedy na blogu Pomorskie craftuje pojawiło się wyzwanie z recyklingiem metek, pomyślałam, że dziewczyny chciały zrobić mi prezent. Ile tu już kiedyś było o metkach. Wiedziałam, że zrobię, ale nie wiedziałam co.
I tu następuje rozwiązanie intrygi, punkt styczny wszystkich wątków i wielkie bum.
Nie napracowałam się wiele, bo metka sama w sobie była wystarczająco zajebista, by być moją zakładką. Zresztą przez 1,8 książki nią była. Tak wygląda jej druga strona, której nie ruszałam.
I kilka zbliżeń w akcji i w spoczynku:
Zgłaszam na wyzwanie niniejszym, ale planuję jeszcze jedno metkowe szaleństwo. Może zdążę.

