11 stycznia 2012

Po prostu trochę warstw

Ależ tempo liftonoszki narzuciły, w życiu nie przypuszczałam, że będę robić dwa LO w tygodniu. Szczególnie, gdy ktoś stawia takie wyzwanie, jakie wybrała dla nas Tores. Do zliftowania była ta praca Finnabair. Gdy ogarnął nas szok, Tores pocieszyła nas, że to po prostu trochę warstw. Oj, oj. Jak ja widzę prace Finn, nieustannie zadaję sobie pytanie: jak ona to robi??? Odpowiedzi nigdy nie znalazłam, więc przerobiłam pracę po swojemu. Przynajmniej kompozycja jest chyba podobna... Uwaga, wyznanie. Nigdy nie przykleiłam na pracy tylu elementów. I przyznam, że choć początkowo zemdlałam widząc wyzwanie, cieszę się, że Tores nie miała dla nas litości. W życiu sama nie zrobiłabym takiego skrapa.




A następną pracę do liftowania podrzucam ja, więc mam oczywiście sporą tremę.

9 stycznia 2012

Winter collection

Trochę to trwało, ale wszystkie świąteczne kartki są już w rękach adresatów. Mogę więc wreszcie je zademonstrować. Pewne przecieki były już wprawdzie w grudniowniku, ale teraz wszystko będzie już jasne. I mam koncepcję, że koniecznie muszę zebrać więcej adresów, bo chciałam wysłać znacznie więcej kartek, a nie wiedziałam gdzie.
Proszę Państwa, oto kolekcja zima-zima 2011.







Słodko

Choć styczeń jest już coraz bardziej zaawansowany, nie ustaję w produkcji grudniownika. Za punkt honoru postawiłam sobie ukończenie go. Może powinnam to wpisać do noworocznych postanowień? Myślicie, że uda mi się jakoś tak do maja z tym uwinąć?
Wypełniłam stronę na 13 grudnia. Mimo rocznicy ogłoszenia stanu wojennego, ten dzień w grudniowniku jest słodki. Zadaniem było pokazanie słodkości, które przygotowuje się na Święta, a u mnie nie ma Wigilii bez babcinych pączków. Staram się zawsze uczestniczyć w napychaniu ich wiśniami i udało mi się w tym roku wstać odpowiednio wcześnie, by zasiąść do pracy.


A przy słodkościach będąc, może ktoś nie zauważył cuksów?


7 stycznia 2012

O waleczności papierów Rise & Shine oraz o tym, dlaczego jest słodko

Ja z góry uprzedzam, że to będzie cholernie długa notka, więc kto ma słabe nerwy lub nie lubi czytać tekstów większych niż etykieta na szamponie, lepiej niech od razu zjedzie na koniec. Cierpliwym z góry dziękuję.
A więc (nie zaczyna się zdania od 'a więc') zostałam zaszczycona przeogromnie. Cudowne liftonoszkowe dziewczyny zaprosiły mnie do kolejnej edycji działań liftowych. Juhuuu, jestem w teamie!
Na pierwszy ogień poszła prześliczna praca Janny Warner. Po pierwszym obejrzeniu wydawała się dość prosta do ogarnięcia. Ja, która nigdy nic nie liftowałam, byłam przekonana, że siądę i zrobię. Poświęciłam nie wiem ile czasu wyborowi papieru na tło. Do ostatecznej rozgrywki stanęły trzy kolekcje ILS: Herbaciany Ogród, Zeszyty II oraz Rise&Shine. Tło z pierwszej kolekcji wydało się idealne, więc wygrało w cuglach. Potem niby wszystko fajnie, ciach ciach, lepu lepu. I wyszła kupa. Ale to taka, że oj. Tło okazało się w tym wypadku kompletnie nietrafione. No i co dalej? Wielka akcja wycinania wszystkiego, co przykleiłam i przenoszenia tego na kolejny papier. Tym razem Zeszyt II. Miałam przewagę, bo mogłam sprawdzić, jak całość będzie wyglądać. Spoko pięknie i znowu zonk. Trzeba było na papier lekko chlapnąć farbką. A mnie się paluszek omsknął na spraju i nagle na środku białej kartki znalazła się ogromna czarna plama. Super! Nie pomogło pacianie jej białą farbą, kolejny papier zmarnowany. Z początkowej trójki został już tylko pasiasty Rise&Shine i dobrze, bo okazał się być idealnym tłem. Jego waleczność nie znała granic. By na LO pozostał ślad tych potwornych zmagań, pozostawiłam strzępy Zeszytu, które oderwały się razem z kompozycją zdjęciową. Ku pamięci: najpierw myśl, potem wyklejaj. Co ciekawe, z relacji innych liftonoszek wynika, że one też miały spore problemy z papierami przy tej pracy.
W ostateczności powstało to:



Tym samym załatwiłam kwestię wspominkowego skrapa londyńskiego, jeah.

Ponieważ jestem niezwykle rozczulona faktem bycia liftonoszką, a także rozczula mnie to, że napisałam już ponad 100 notek, że wpadałyście tu już ponad 8000 razy i że podgląda mnie ponad 80 osób, postanowiłam nieco przysłodzić. Ogłaszam cuksy niniejszym. Mam nadzieję, że dacie się skusić. Takie zabawki dla Was wygrzebałam:



Oldskulowa, lekko kiczowata puszeczka np. na guziczki

Dziurkacz z koniczynką i stempelek z serduchem
Garść papierowych kwiatków

Pakiecik dekoracyjnych taśm

Girlanda z filcowych kwiatów, które z pewnością ożywią niejednego skrapa

Mnóstwo patyczków Fimo

12 papierów (m.n. ILS) oraz kartelucha z liczbami, tagami itp.
Zasady bardzo proste (tylko bardzo proszę o ich przestrzeganie, bo żadna to przyjemność, kasować wpisy).
1. Zapisy trwają do 28.02, losowanie odbędzie się 29.02, bo jak mogłabym nie wykorzystać tego dodatkowego dnia :)
2. Umieść bannerek z linkiem do cuksów na bocznym pasku swojego bloga.
3. Zostaw komentarz pod notką.
4. Przyjmowane są tylko zgłoszenia bloggerek (i bloggerów oczywiście).
5. Niestety tylko dla osób z Polski, wysyłka zagraniczna papierów kosztuje straaaasznie dużo :/

No to posłodzone!

6 stycznia 2012

Powrót do listopada

Ojacie, właśnie dotarło do mnie, że jest prawie 3 w nocy. A ja sobie tak wesoło skrapowałam, że nawet nie odczułam pory. Czas płynął błyskawicznie, bo i za robotę solidną się wzięłam. Znów po dobrych paru chwilach wzięłam się za wyłapywanie wspomnień. Może już nie takie świeże, może lekko już trącą, ale londyńskie wydarzenia zostały właśnie zmoleskinowane. Uznałam, że to już najwyższy czas, bo pod koniec miesiąca czeka nas kolejna wycieczka w te strony i pojawią się kolejne wspomnienia do oprawienia. Czeka mnie jeszcze zrobienie londyńskiego LO, ale na to myślę znajdą się niebawem okazje.
A zmolestowany Moleskine wygląda tak:
















Zieeeeeew, dobranoc.

3 stycznia 2012

Pobożne życzenia

Przyznam, że nigdy, ale to przenigdy nie robiłam listy postanowień noworocznych. Jakoś tak głównie z powodu całej tej bieganiny okołoświątecznej, zapominałam o tym. Chyba nawet nigdy nie obiecywałam sobie, że od 1 stycznia zacznę się odchudzać, bo przecież obiecuję to sobie w każdym tygodniu. No i  końcu dzięki grudniownikowi mam taką listę, którą będę mogła jakoś zweryfikować. Już wiem, że na niektóre rzeczy nie ma szans, bo postanowienia są zbyt rozmyte. A realizować można konkrety. Ale tych też jest tu kilka i mam nadzieję, że coś tam uda się w tym temacie załatwić. Szczególnie ciągnący się za mną od lat problem pracy magisterskiej jest kluczowy. No nic, za rok się zobaczy.

2 stycznia 2012

O, rok minął

Jacie, to już styczeń 2012, a ja nie ogarnęłam jeszcze nawet tematu Świąt. Ale ogarnę go szybko: były, minęły i cieszy mnie to niezmiernie. Niestety, nadal ich nie lubię, ale za to bardzo lubię ten moment triumfalnego powrotu do domu, na własną kanapę, do własnego łóżka. Bosz, jak stara baba. Mam nadzieję, że niebawem uda mi się nadrobić temat w grudniowniku.
A tymczasem już nawet po Sylwestrze. Oj działo się! Zrobiliśmy w tym roku bal przebierańców, bo zachciało się nam trochę szaleństwa. To w sumie dobra metoda na udaną imprezę, bo humory od razu zyskują + 100 punktów w stosunku do imprezy w połyskujących kieckach. Mając perspektywę przebieranek, w projekcie Journal Your December wybrałam właśnie 31 grudnia na mój dzień. Oto efekty:






Jak widać, poszliśmy po maksie. Goście stanęli na wysokości zadania i nikt nie 'zapomniał' się przebrać. Mieliśmy gejszę, alfonsa z lat 70., zombie, damę z lat 20., biedronki i diabełka. Do tego ja jako Amy Winehouse i Luby w spódnicy Bravehearta. Mam nadzieję, że wszyscy bawili się tak dobrze jak my. A jedzenia mamy jeszcze na miesiąc. Nie wspominając o zapasach czipsów i napojów, jajć.

Tacy byliśmy ładniusi
Chyba odpuszczę sobie jakieś wielkie podsumowania roku, na to jeszcze będzie miejsce w czekającym na uzupełnienie grudniowniku. Za to niebawem chyba zarzucę jakąś niespodziankę, bo szykują się nowe przyjemności niach, niach. Hepi niu jir dla wszystkich moich kochanych zaglądaczek!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...