Oj jakie ja plany miałam. Już zasiadałam nad londyńskim moleskinem, już szukałam bazy pod grudniownik, miałam działać ino szum. Zamiast tego po powrocie z kilkudniowego wyjazdu zastałam wkurwionych sąsiadów, którym moja rura zalała kuchnię. Z sąsiadami przejścia mam nieustanne, to osiemdziesięcioletnia para mieszkająca na kupie z dorosłym synem, synową i nastoletnim wnukiem. W domu bezrobocie, patologia, alkohol, nienawiść i bluzgi od rana. Niestety trafiło mi się, że mieszkają pode mną. I że faktycznie ich zalało. A u mnie w kuchni zespolona ze sobą zabudowa wysokości całego pomieszczenia. Znaleźć awarię nie jest więc łatwo. Szczególnie, gdy hydraulicy z administracji to prawdziwi dżentelmeni, którzy stwierdzili, że oni nie są od dźwigania mojej lodówki. Po całym dniu zapieprzu ze znajomym udało się odsłonić ścianę, wykuć w niej dziurę i znaleźć awarię. Panowie hydraulicy wrócili tylko po to, żeby powiedzieć, że oni tak od ręki to czasu nie mają i będą dawać znać. A cały pion nie może zrobić prania ani pozmywać naczyń. Zostałam więc z pokojem w całości zawalonym zawartością szafek i samymi szafkami oraz sprzętami maści wszelakiej. W sumie ma to swoje plusy. Żeby wziąć coś z lodówki wystarczy, że lekko wychylę się z kanapy. Nie psuję też sobie oczy telewizorem, bo zasłania go szafka. Nie muszę zmywać, bo mam odłączony zlew. O praniu też nie ma mowy, a na gotowanie nie ma chwilowo miejsca. Jestem absolutnie udupiona i choć chciałabym sobie kreatywnie podziałać, to siedzę z bolącym żołądkiem. Witamy w świecie dorosłych.
Zamiast tych narzekań powinnam pisać, jak fajnie było w Londynie, jakie fajne ciuchy przywiozłam, jak gospodarze mnie rozpieszczali i jak ceny wzrosły. A tu utyskiwania i stęki. Może więc przynajmniej wrzucę kilka fotek.
Zamiast tych narzekań powinnam pisać, jak fajnie było w Londynie, jakie fajne ciuchy przywiozłam, jak gospodarze mnie rozpieszczali i jak ceny wzrosły. A tu utyskiwania i stęki. Może więc przynajmniej wrzucę kilka fotek.