18 lipca 2011

Z pamiętnika ciułaczki, czyli scrap za grosze vol. 1

Ponieważ poprzedni post, ku mojemu zdziwieniu i wielkiej radości, wzbudził pewien entuzjazm moich drogich odwiedzających, postanowiłam nieco rozciągnąć temat.
Choć nie jestem żadnym mistrzem, guru, ani artystką, to naprawdę lubuję się w zamienianiu starego na nowe. Moi znajomi doskonale wiedzą, że piwnicę pełną mam krzeseł i foteli, przyniesionych z okolicznych śmietników. O dziwo ci ludzie mimo wszystko się ze mną przyjaźnią. Luby też jeszcze mnie nie rzucił, choć wczoraj z okien tramwaju wypatrzyłam wielką szpulę po kablach, leżącą sobie bezpańsko i zaczęłam kombinować jak dotachać ją do domu i zmienić w stolik kawowy.
Może więc i Wy nie uciekniecie stąd od razu, gdy zdradzę Wam, co wrzucam do przydasiowego pudełka. A jeśli kogoś to zainspiruje, to pęknę z dumy.
Oto więc pierwsza odsłona poradnika, skąd brać materiały, by nie wydać fortuny.

1.  Popatrz, co jest przyczepione do Twojego ubrania. Wszelkie metki to naprawdę kopalnia fajnych materiałów. Pierwsza ma oryginalny kształt - może stać się bazą do taga, ale też posłużyć dłużej jako szalbon albo maska do sprejowania. Poczytaj też napisy. Ta z tekstem "Delicate silk" to np. ciekawa inspiracja do tworzenia metaforycznych prac o delikatności, ulotności. Często do ubrań doczepione są też torebki z zapasowymi guzikami. Można oczywiście trzymać je na wszelki wypadek, ale i w scrapowaniu na pewno się przydadzą.

 

2. Dokładnie obejrzyj każdą przesyłkę. Wszystkie rzeczy na powyższym zdjęciu to 'skutki uboczne' zamawiania przeze mnie rzeczy ze sklepów internetowych. Czasem warto popatrzeć na kopertę i uruchomić wyobraźnię. Znaczek pocztowy, nalepka z ostrzeżeniem, czy element zamknięcia koperty - wszystko może później ozdobić jakąś robótkę. W ten żółty papier był z kolei owinięty jakiś przedmiot - takie gratki zazwyczaj przytrafiają się na zagranicznych aukcjach.


Tu już zaostrzone stadium zbieractwa. Zamówione przeze mnie taśmy ozdobne przyszły opakowane w foliowe woreczki, pozaklejane kawałkami innych taśm. Ponieważ dały się łatwo oderwać, czekają teraz na swoją kolej.


3. Sklepy, które trzeba odwiedzić. Ostatnio nie wychodzę z Ikei bez ich papierowej miarki. Ulotki z ich produktów są również pełne graficznych ciekawostek, np. napisów w najróżniejszych językach, pisanych nietypowymi alfabetami. Z kolei w supermarketach budowlanych zawsze odwiedzam dział z farbami. Próbniki we wszystkich kolorach tęczy przydają się potem bardzo często.


4. Zanim wyrzucisz opakowanie. Jeśli zdarza Ci się kupować herbatę czy czekoladę głównie dlatego, że mają ładne opakowanie, to naprawdę żal byłoby na koniec taką ładną rzecz wywalić. Może da się wyciąć jakiś ładny rysunek albo instrukcję obsługi? Opakowanie po lekarstwach proponuję wykorzystać jako stempel. Takie nierówne kropki będą robiły wrażenie.


5. Katalog zamiast papierów. Producenci najróżniejszych dóbr wydają ogromne pieniądze, by stworzyć efektowne katalogi firmowe. Często są one wykonane z doskonałego papieru z ciekawym wzorem. Sfotografowany katalog YES został np. wydrukowany na perłowym papierze, używanym do zaproszeń ślubnych. Skąd takie rzeczy wziąć? Zwróćcie czasem uwagę, czy w salonie z meblami, biżuterią lub dizajnerskimi gadżetami nie leży akurat ciekawy katalog. W różnych miastach organizowane są też targi niemal wszystkiego (mebli, gadżetów reklamowych, zabawek itp.), a tam każdy wręcz wciska Wam swoje katalogi. Targi często są darmowe lub wstęp kosztuje kilka złotych.


6. Reklamówka lepsza niż gotowce. Zdarza się Wam kupować papiery z różnymi napisami, choć same spokojnie mogłybyście zrobić takie rzeczy na swoim komputerze? Mnie oczywiście też. Wiadomo, lenistwo i podziw dla cudzej kreatywności. Ale czasem cudza kreatywność przejawia się też w rzeczach, które mamy pod ręką. Spójrzcie na aktualną reklamówkę sieci House. Czy te napisy nie są rewelacyjne? 

Uff, mam nadzieję, że udało się Wam przebrnąć. Żadne to objawienia, ale czasem warto włączyć scrapowe myślenie, zanim wyrzucicie coś z potencjałem. W końcu 'scrap' oznacza skrawek.

A dla tych, co przebrnęli, szybka rozdawajka. Pierwsza osoba, która chciałaby otrzymać poniższe stempelki (na pewno fajne do ozdabiania dziecięcych albumów itp.), niech wpisze maila w komentarzu. Porządki się robi :)

17 lipca 2011

Mały tuning

Doszłam ostatnio do smutnego wniosku, że naprawdę przesadzam z wydatkami. W rożnych dziedzinach. Gdy pomyślę, ile wydałam na scrapowe przydasie, to byłaby za to piękna podróż do jednego z wymarzonych miejsc. Żebym jeszcze używała tych rzeczy, to ok. W pasję warto zainwestować. Ale na wszystko, co podoba mi się w internetowych sklepach, mam potem w domu jakąś alergię. Dlatego mam mocne postanowienie. Koniec z wydatkami. Do rękodzielniczych zabaw mam już tyle atrakcji, że mogłabym chyba przez 20 lat coś z tego wyklejać. A w praktyce i tak najbardziej cieszą mnie metki od ubrań, wzorki wycięte z katalogów i jakieś śmieci znajdowane w kieszeniach. Jeszcze raz, dużymi literami.
AKCJĘ 'OSZCZĘDZANIE' UWAŻAM ZA ROZPOCZĘTĄ
oraz
NIE KUPUJĘ JUŻ NICZEGO DO SCRAPBOOKINGU
Oczywiście to samo dotyczy ciuchów, butów i innych rzeczy, których mam nadmiar. I to wszystko ma cel. Bo my z Lubym naprawdę uwielbiamy podróże. Jedna, ta mocno wymarzona, być może uda się już w przyszłym roku. Ostatnio wszelkie znaki na niebie i ziemi podpowiadają nam, by olać finansową dziurę i po prostu postawić wszystko na jedną kartę. Ale cicho sza, zobaczymy co z tego wyjdzie.
A tymczasem w ramach nowego planu na życie, zamiast kupować kolejny notes 'bo ładny', zajęłam się starym, który też kiedyś kupiłam 'bo ładny'. Po użyciu kilku gotowców już zaczął mnie trafiać szlag i w ruch poszły śmieci.



Tu się chyba jeszcze coś dorzuci


Tenże notes jest idealny do tuningowania, ponieważ wyposażono go w dodatkowe okładki z mlecznego plastiku. Dzięki temu nawet, gdy wrzucę go do torby, poprzyklejane szpargały będą bezpieczne. Tak wygląda po zamknięciu.


13 lipca 2011

A jednak! czyli scrapowe archiwa

Ostatnimi czasy mama zaprosiła mnie do siebie ciepłymi słowy: "nie będę czekała kolejne trzy lata aż przejrzysz i powywalasz swoje śmieci". No tak jakoś się zdarzyło, że zabrałam dotychczas to, co fajne, a towary mniej fascynujące lub wymagające segregacji, kurzyły się na półkach. W końcu nadeszła mobilizacja. Okazało się, że takie przeglądanie śmietnika z lat dwudziestu to fantastyczna zabawa. Były listy otrzymywane tonami po wysłaniu przeze mnie ogłoszenia do Bravo. Były zeszyty szkolne. Były stare czasopisma. Były jakieś dziwne pamiątki, zdjęcia. Do tego cała seria świadectw z czerwonymi paskami z podstawówki, a po nich seria świadectw trójkowych z liceum. A nawet ocena opisowa uczennicy klasy 1A z początku lat 90. "Zeszyty prowadzi bardzo starannie, lekcje zawsze oddziela szlaczkiem. Prace plastyczne są bardzo oryginalne, płaszczyzna jest zawsze dokładnie zamalowana. Pod względem zachowania stanowi wzór dla zespołu klasowego".
Ach, gdzie te czasy, gdy szlaczki pod lekcją czyniły ze mnie wzór?
No ale czemu w ogóle o tym wszystkim piszę? Bo mam, mam dowód! Scrapowanie pasjonowało mnie sto lat przed tym, gdy dowiedziałam się o takiej dziedzinie sztuki. Może wtedy nawet ta nazwa w ogóle jeszcze nie istniała?
Przedstawiam dowody rzeczowe. Najpierw prehistoria. Czasy podstawówki. Notes z adresami:


Polecam zwrócić uwagę na ciekawą formę laminowania z wykorzystaniem taśmy klejącej. Do tego oryginalne połączenie cytatu z Biblii, naklejki z Pokemonami i pocztowej naklejki na list lotniczy.


Wnętrze ozdabia rozkładówka zasmarowana znaczkami pocztowymi. Innych ciekawych i kolorowych naklejek nie było.


A tu już czasy liceum i 'drogi pamiętniczku'. Żurnal jak ta lala. Są pamiątkowe kwiatki...


... arabskie bohomazy ukryte w kopertce...


... wspomnienia wolontariusza...


... a także dizajnersko zamontowany bilet z koncertu.

Czyli od zawsze to we mnie tkwiło!

A gdyby ktoś potrzebował słodyczy, przypominam o CUKSACH.

7 lipca 2011

Cała prawda o mnie

Przez ostatni tydzień wychodziłam z domu owinięta szczelnie i kondomiasto. Szeleszczący płaszcz, skrzypiące kaloszki, torebka owinięta w reklamówkę Rossmanna oraz fruwający na boki parasol w kropki. Nic więc dziwnego, że wyściubić nos na dwór zdarzało mi się rzadko i tylko w sytuacjach wielkiej potrzeby. Przyrosłam do kanapy i postanowiłam tę wiekopomną chwilę uwiecznić.
Na wyzwanie Craft Artwork zmajstrowałam ATC 'o sobie'. Trudno stwierdzić jakie są moje cechy szczególne poza lenistwem. Czy w ogóle ATC może być poziome? Bo tego też nie chciało mi się sprawdzać.
A więc leńmy się!

Priorytet

W sobotę urodziny mojej Gatti, więc do Londka poleciała kartka. Poczta tym razem się postarała i doręczyła ją szybciej niż na trasie Warszawa - Otwock. W związku z tym życzenia dotarły ciut przed czasem. Trzeba być jednak przezornym, bo wysłana niegdyś kartka wielkanocna zawitała do Anglii po niemal miesiącu.
Krzywe toto, ale jubilatka udaje, że jest uradowana. Chwała jej za to.





6 lipca 2011

CUKSY!

Nie mogę już patrzeć na tę pogodę. Więc oto wykonuję ruch, do którego zbieram się od jakiegoś czasu, ale nie mogłam znaleźć pretekstu. Niech to będzie Candy Przywołujące Słońce. Może być?
Jeśli to za mało, to niech to będzie candy z okazji przebicia tysiąca odwiedzin. Albo z okazji wypełnienia ramki 15 twarzami obserwujących. Albo może zróbmy z tego fetę z okazji czerwca - najbardziej produktywnego miesiąca od dnia powstania bloga. Najlepiej niech każdy wymyśli swoją okazję.



Zasady jak u wszystkich.
1. Dodaj obrazek z linkiem do tego wpisu po lewej lub prawej stronie swojego bloga. Ważne są tylko zgłoszenia bloggerek :)
2. Zostaw komentarz tu.
3. A jeśli chcesz przywilejów, wspomnij o cuksach także w notce na swoim blogu, podając link.
4. Teraz możesz zostawić drugi komentarz z linkiem do owej notki.
5. Liczą się komentarze dodane do północy 15 sierpnia.

PROSZĘ, ZWRACAJCIE UWAGĘ, CZY PRZEZ WASZ PROFIL MOŻNA ODNALEŹĆ WASZEGO BLOGA. JEŚLI NIE, ZOSTAWCIE JEGO ADRES!

Nie wiem jeszcze, czy losowanie odbędzie się poprzez wykorzystanie Randoma, czy może jakimś innym sposobem. Pomyśli się.

A przygarnąć można:



7 papierów w tonacji błękitno-oliwkowej. Mogą być zarówno do prac shabby chic, jak i do grunge'u. Wszystko zależy od użytych dodatków. Do tego pasujący kolorami papierowy alfabet oraz naklejki z różnymi hasłami.


Jakieś 2 m wstążki złożonej z białych kropek.

4 papiery w nieco bardziej szalonych kolorach i deseniach


2 arkusiki die cutów. Wycięte elementy to litery, ramki i narożniki do zdjęć.


17 patyczków z wzorkami Fimo. Odcina się je nożykiem introligatorskim i można używać do scrapowania, tworzenia biżuterii albo np. zdobienia paznokci.

I najważniejsze. Słodziaste, metalowe pudełeczko na guziole. Jeszcze zafoliowane, dlatego na fotce wygląda jak kupa.

 Dorzucę jeszcze pudełeczko w kształcie serca wypełnione sercokształtną papeterią. Nie jest zbyt designerskie, więc właścicielka na pewno je pięknie oklei :)

Skromnie, ale to "mój pierwszy raz". Z czasem będzie lepiej. Może jak okazja się znajdzie :)
Bierzcie i komentujcie!

3 lipca 2011

Kolory na niepogodę

Wracając do Jaszkowego wyzwania. Aura naprawdę nie sprzyja zabawom w fotografa. A z drugiej strony, co robić w weekend, gdy za oknem leje? Walczyłam, walczyłam i coś tam wymodziłam. Być może uda mi się później znaleźć w chacie jeszcze inną kolorystykę.
Co ciekawe, zauważyłam pewne prawidłowości, dotyczące rzeczy w każdym konkretnym kolorze. Ale o tym poniżej:


Głównie jakieś techniczne duperele. Fakt, że one często są żółte.

Naprawdę niewiele mam tego w domu.


Tu mogłabym pewnie ułożyć z dziesięć takich kolaży. Róż rządzi.


Jak się okazuje, samo wyposażenie kuchni.


Myślałam, że będzie podobnie jak z różem. A tu zaskoczenie. Mam w domu masę fioletu, ale raczej wielkogabarytowego.


Nie przypuszczałam, że znajdę sporo niebieskiego.


Czerwień głównie biżuteryjna.


Podejrzewałam się o więcej białych dupereli. Skończyło się na naczyniach.


Srebro jest chyba w każdym domu. Metal rządzi w kuchennych szufladach.


Czerń to o dziwo kosmetyki i (mniej o dziwo) sprzęty.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...