Cechą, której bardzo mi brakuje, jest cierpliwość. Ponieważ Jaszka zaproponowała świetną zabawę polegającą na śledzeniu kolorów w swoim domu, gdy tylko znalazłam chwilę, wzięłam się za poszukiwania. A że chwilę znalazłam w nocy, to ze zdjęć i tak niewiele wyszło. Wrzucam w związku z tym jedynie zajawkę tematu. Będę musiała cierpliwie zaczekać na światło dzienne. Przy obecnej pogodzie nawet to będzie wyzwaniem.
3 lipca 2011
2 lipca 2011
Przepis nr 9 - hiram skandynawski
Zeszyt z przepisami poczuł się zapomniany, więc go odkurzyłam. Przyczyniła się do tego rabarbarowa paćka.
Na zdjęciach nie chce być widać mozolnego trudu w pokrywanie kartki białą farbą akrylową i cieniowania jej na różowo. Pozostaje wierzyć na słowo.
Najnowsza bazgroła:
Na zdjęciach nie chce być widać mozolnego trudu w pokrywanie kartki białą farbą akrylową i cieniowania jej na różowo. Pozostaje wierzyć na słowo.
Najnowsza bazgroła:
30 czerwca 2011
Rabarbaru moc
Luby przywiózł z rodzinnej działki tonę rabarbaru. Nigdy nie wiem, co z tym cudem robić. No bo takie to kwaśne i dziwne. Ale przetworzyć było trzeba, bo szkoda. Na pierwszy ogień poszło ciasto, które było przepyszne, ale z racji obeschniętego rabarbaru na wierzchu, nie wyglądało fotogenicznie.
Na drugi ogień poszedł hiram, czyli rabarbarowo-imbirowa konfitura. Smakuje dość bosko, nie wiem jeszcze do czego jej używać, ale może koncepcja zstąpi później.
Jak zwykle przy robieniu przetworów pojawił się jednak problem. Czy warto chrzanić się godzinami z domowymi specjałami, gdy na koniec wylądują one w słoiku z napisem "Majonez Kielecki"? Nie warto. Zaczęło się odmaczanie etykiet, pucowanie nakrętek i kombinowanie. Żem niniejszym wykombinowała:
Na drugi ogień poszedł hiram, czyli rabarbarowo-imbirowa konfitura. Smakuje dość bosko, nie wiem jeszcze do czego jej używać, ale może koncepcja zstąpi później.
Jak zwykle przy robieniu przetworów pojawił się jednak problem. Czy warto chrzanić się godzinami z domowymi specjałami, gdy na koniec wylądują one w słoiku z napisem "Majonez Kielecki"? Nie warto. Zaczęło się odmaczanie etykiet, pucowanie nakrętek i kombinowanie. Żem niniejszym wykombinowała:
27 czerwca 2011
Uwaga, nocna głupawka
Przed długim weekendem wytypowałam sobie kilka wyzwań, do których bardzo chciałam przystąpić. Dziś dokańczam, to właśnie ostatnie. Ja wiem, że trudno to nazwać udziałem. Ja wiem, że mój wkład w te cztery inchie jest zerowy. Ale nie poradzę, że głupawka nadeszła.
Gwoli wyjaśnienia. Craft Artwork rzucił propozycję stworzenia zestawu czterech pór roku. Tyle, że w miniaturze. Ja naprawdę jestem słaba w małych formach, muszę mieć dużo miejsca. No ale koncepcja zaświtała i nie chciała zostać zignorowana.
Jak dziewczynko wyobrażasz sobie cztery pory roku?
Frazeologicznie, pani profesor.
Gwoli wyjaśnienia. Craft Artwork rzucił propozycję stworzenia zestawu czterech pór roku. Tyle, że w miniaturze. Ja naprawdę jestem słaba w małych formach, muszę mieć dużo miejsca. No ale koncepcja zaświtała i nie chciała zostać zignorowana.
Jak dziewczynko wyobrażasz sobie cztery pory roku?
Frazeologicznie, pani profesor.
Takie dwustronne coś
Na Collage Cafe już jakiś czas temu dziewczyny kazały stanąć na głowie. Rychło w czas się za to zabrałam. Dobrze, że funkcjonuje tam duża tolerancja czasowa. Na Art Piaskownicy niestety nie zdążyłam już załapać się na wyzwanie z przerabianiem starych CD. Ale chyba to i lepiej, bo trudno powiedzieć, co właściwie powstało. Zapał był, ale koncepcja siadła. I jest taki gniotek.
25 czerwca 2011
Pink!
Wstyd się przyznać, ale dopiero niedawno przejrzałam liftonoszkowego bloga. Ale za to jedno z wyzwań od razu mnie przekonało, by zainteresować się nim na dłużej. Obnoszę się z miłością do różu wszem i wobec. Lubię przede wszystkim ten intensywny odcień fuksji. W różnych zakątkach mego domostwa znaleźć można coś w tym kolorze. Chodząc z aparatem po ulicy też od razu zwracam uwagę na TEN kolor. Toteż do robienia różowych fotek nie trzeba mnie wcale zachęcać.
Proszę państwa, oto róż.
Proszę państwa, oto róż.
Ludzie tagi piszą
Nadal jestem pracowita. W domu jakby po huraganie, praca zarobkowa leży odłogiem. Ale przecież co mi tam.
Pocztowe wyzwanie Craft Artwork wykonane. Bazą stała się niezbyt ładna pocztówka od babci. Po różowej stronie widać babcine pozdrowienia. No i wielki przełom. Oto Lejdi wzięła w koślawe łapki spreje i zaczęła pryskać. No duma mnie rozpiera. Obawiam się, że teraz na stu kolejnych arcydziełach będzie lakier w związku z tym.
Pocztowe wyzwanie Craft Artwork wykonane. Bazą stała się niezbyt ładna pocztówka od babci. Po różowej stronie widać babcine pozdrowienia. No i wielki przełom. Oto Lejdi wzięła w koślawe łapki spreje i zaczęła pryskać. No duma mnie rozpiera. Obawiam się, że teraz na stu kolejnych arcydziełach będzie lakier w związku z tym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
