16 listopada 2012

Powiedz przecie

Taki ze mnie narcyz, że ojeżu. Ale od początku. Choć oczywiście, jak wiadomo, jestem królewną, to jakoś nie mam w zwyczaju nosić w torebce kosmetyczki, puderniczki i innych pierdoł. Nawet, gdybym włożyła takie cuda do jednej torebki, to jutro już nie zechce mi się ich przekładać do kolejnej. Niestety to zachowanie niegodne prawdziwej Lejdi sprawia, że chodzę sobie wesoło po mieście, a potem w domu odkrywam, że cały dzień łaziłam umazana czekoladą, rozczochrana albo z jakimś śpiochem w oku. Oj, przydałby się zwyczaj noszenia lusterka.
W końcu naszła mnie myśl - niemal zawsze mam przy sobie notes. Może by to połączyć? No i jest! Mam! Notes dla narcyzów. Do jego stworzenia zmobilizowało mnie nowe piaskownicowe wyzwanie Maryszy.


Żebym teraz tylko pamiętała o przekładaniu go do kolejnych torebek. Oto jest wyzwanie.

Inne notesy, naprawdę cudowne, możecie obejrzeć na Art Piaskownicy.

15 listopada 2012

Mój (kolejny) pierwszy raz

Ostatnio często zdarzają mi się jakieś debiuty. Przyszła pora na kolejny. Niniejszym przedstawiam pierwszą pracę dla DT Scrapki. Na razie nieśmiało, bezpiecznie, bo praca przygotowana w ramach comiesięcznego liftowania. Choć z drugiej strony chyba łatwiej byłoby mi robić coś zupełnie od podstaw. Oryginalna ramka, wykonana przez Zielonooką, jest romantyczna, kwiecista i bardzo przestrzenna. Jak wiadomo, ja na tym zupełnie się nie znam. Zrobiłam więc trochę po swojemu, a trochę nieswojo. Nie sądzicie, że trochę romantyzmu jednak mi się udzieliło?

Największy udział w tej pracy ma wspaniały drewnopodobny papier Studio Calico. Do tego trochę papierowych kółek z kilku różnych kolekcji i cudowne sześciokątne naklejki Jenni Bowlin, które pokochałam i obiecuję ich w najbliższym czasie nadużywać.



W sklepie scrapki.pl znajdziecie większość wykorzystanych przeze mnie materiałów:

13 listopada 2012

Życzenia na słodko

Jak ja lubię, gdy mogę zrobić coś użytecznego. Na początku mojej szalonej działalności w ogóle nie potrafiłam tworzyć do szuflady, dlatego prace powstawały bardzo rzadko i nie było wśród nich LOsów. Potem jakoś przekonałam się do gromadzenia w ten sposób wspomnień, ale nadal nie przepadam za totalną sztuką dla sztuki. Dlatego kartki wciąż staram się robić tylko wtedy, gdy jest ku temu okazja.
Tych w najbliższych czasie brakować nie będzie, więc i kartek wykleję więcej.
Moje cardliftowe wyzwanie na Art Piaskownicy zbiegło się akurat idealnie z urodzinami najcudowniejszego Agiszonka. No może nie był to tak całkiem zbieg okoliczności. Przemilczmy. Do liftowania wybrałam kartkę Enczy. Bo chciałam, żeby nie było łatwo. I tak wybrałam najmniej przestrzenną pracę, ale Enczowy styl jest, jak wiadomo, niepodrabialny. Dlatego nie starałam się nawet upodabniać do oryginału. Zamiast tego zaszalałam na słodko.


Przez tego uroczego lizaka, kartka nie za bardzo chce stać. No i niestety słodkości nie da się zjeść, bo została przyklejona. Ponoć Benio był bardzo zawiedziony. Głupia ciocia Lejdi.
Agiszonek dostał też trochę różnych pierdoł oraz koślawy prezent hendmejdowy.


Jeśli chcecie zobaczyć, jak Enczową kartkę zliftowały pozostałe dziewuszki z Piaskownicy (a przecież chcecie), to klikajcie.

12 listopada 2012

Szczęśliwa trzynastka i kwadraty Mondriana

Dziś skumulowało się sporo terminów. Nie wiedziałam, czy zawalać Was tysiącem notek jednego dnia, dlatego trochę upchnę w jeden post, a trochę zostawię na jutro.
Zacznę od zapowiadanego ostatnio projektu 'Szczęśliwa 13' na blogu Uli Phelep. Dziś właśnie ruszył, a ja otwieram pulę. Trochę się boję, bo po mnie będą same znane i megazdolne baby, które zapewne zmiotą mnie z powierzchni ziemi. No ale ktoś musi zacząć. Właściwie to trudno powiedzieć, że mam jakąś specjalną technikę, dlatego opowiedziałam o tym, co najczęściej stosuję - o twórczym recyklingu. Wiecie, że ciągle upchnę na pracach jakieś śmietki. Kto mnie spotkał, zauważył też, że zbieram jakieś kolosalne ilości makulatury, wszędzie, gdzie tylko wejdę. Trudno było mi usystematyzować te działania w jakimś spójnym tekście, ale może kogoś to zainspiruje. Po więcej informacji zapraszam na bloga Uli. A tak wygląda moja recyklingowa praca.


 Wykorzystałam m.in. próbnik farby, wnętrze koperty, naklejkę z paczki, ulotkę, instrukcję obsługi, zakładki biurowe itd. A proces tworzenia  był bardzo miły, bo przyklejałam co mi wpadło pod rękę, siedząc przy stole z Uliettą i winem.
Polecam śledzenie projektu przez kolejnych 13 dni, bo biorą w nim udział naprawdę świetne osoby. Sama gorąco liczę na to, że uda mi się coś podpatrzeć.


Dziś jest też pora na pokazanie pierwszego wpisu do żurnala o sztuce. Został w końcu rozdziewiczony!

 

Ula na zachętę zapodała przyjazny i wdzięczny temat. Inspirowałyśmy się twórczością Pieta Mondriana, holenderskiego malarza znanego z charakterystycznych abstrakcji. Te kolorowe kwadraty można spotkać na meblach, ciuchach, naczyniach, a nawet kosmetykach. Znacznie więcej dowiecie się z bloga inspiratorki tego wyzwania.

Wygląda znajomo, prawda? A po mojemu (lift Mondriana?) wygląda to tak:



Wybaczcie, że foty wyglądają jak robione w w nocy telefonem stacjonarnym, ale jakoś pogoda nie chce ze mną współpracować. Lecę zobaczyć, co zrobiły pozostałe dziewczyny, do czego i Was zachęcam. Zwiedzamy blogi: Uli, Antilight i Noomiy.

A teraz ważne ogłoszenie duszpasterskie. Pamiętacie, jak rok temu przygotowałam kartki dla mieszkańców Niegowa? W tym roku akcja nie znika. Wręcz przeciwnie - robi się coraz bardziej rozbuchana. Ja już kombinuję, co i komu przesłać. Mam nadzieję, że i Was zachęcę. Poczytajcie, co o każdej z osób napisała najwspanialsza z Kaczek. A żeby było ładnie, to jeszcze obrazek od Bebe. To co, kleimy?

11 listopada 2012

Lekarstwo

Krótko dziś będzie, celebruję weekend. Wytęskniłam się za rękodziełem ogromnie, bo przez cały tydzień próbowałam odpowiedzialnie zarabiać na życie. W piątek w końcu rzuciłam się na zabawki i od tej pory nie mogę przestać. Gdy tylko Luby na moment przyśnie, odwróci się, zajmie się czymś swoim, to ja coś przyklejam, doklejam, rysuję. Efekty będę zapewne pokazywać jeszcze przez jakiś czas. Na pierwszy ogień coś na bieżące wyzwanie recyklingowe Art Piaskownicy. Wzięłyśmy na warsztat opakowania po lekach. Wiadomo, jesień, grypy i zaraz zacznie się łykanie różnych specyfików garściami. Warto to sobie umilić odrobiną twórczej roboty. Ja zrobiłam kartkę z wyznaniem dla mojego Lubego. Ot tak, bez okazji.


Postawiłam na minimalizm, ale bez nutki różu się nie obyło.Nie bawiłam się w kamuflowanie opakowania po tabletkach. Zostawiłam je widoczne w całej okazałości.
Koniecznie sprawdźcie, co innego (i bardziej subtelnego) można zrobić z blistrami, które zazwyczaj nie za dobrze się nam kojarzą.

8 listopada 2012

Art journal ze sztuką w tle

Zmusiła mnie! Skandal! Do żurnalowania mnie zmusiła! Ta Ulietta jedna. Kazała się uczyć na warsztatach, a potem wykorzystywać w praktyce. Z tym wykorzystywaniem może być różnie, ale podjęłam się wyzwania. 
Żurnal to ma być niezwykły, bo taki Art przez wielkie A. Nie, nie dlatego, że ja taką sztukę wybitną stworzę. Po prostu on będzie o sztuce. Co dwa tygodnie pojawi się nowa inspiracja ze świata sztuki. Wraz z Uliettą, Antilight i Noomiy będziemy próbowały coś z tego wykrzesać. Nie wiem, czy podołam, ale czemu nie spróbować?


Ma być:
- dla zabawy i relaksu,
- żeby poszerzać horyzonty i wiedzę,
- żeby robić kolejne twórcze "coś"

Wytycznych nie jest wiele:
- w journalu,
- dowolną techniką,
- raz na dwa tygodnie.

Nie będzie według schematu, za to będzie różnorodnie i mamy nadzieję inspirująco. Będziemy podróżować po świecie sztuki. Czasami się zachwycimy, czasami pewnie zbłądzimy, ale przecież tak właśnie zdobywa się doświadczenie i wiedzę. Dzielimy się z Wami, bo może kogoś zainspiruje to samo, co nas. Jeżeli macie ochotę dołączyć, zapraszamy.
Na razie okładka. Mam nadzieję, że wnętrze też się sukcesywnie zapełni:


Pierwszy temat już w najbliższy poniedziałek. A dziś możecie pooglądać okładki na blogach reszty żurnalowej drużyny.

A jak już jedziemy projektowo, to jeszcze jedna mała reklama. Zajrzyjcie w poniedziałek na bloga Uli Phelep. Będzie się tam ciekawie działo, oooj ciekawie. Przez 13 dni o swoich technikach opowiadać będzie 13 scraperek. Ja też dorzucę kilka słów. Choć znając mnie będzie ich pewnie kilka tysięcy. Zaglądajcie!

 

7 listopada 2012

Kolejny efekt wina, a do tego efekt sklerozy

No to co, jadymy dalej z wrocławską twórczością. Kolorystycznie byłam spójna do bólu. Wszystkie prace można zlepić ze sobą i będą się trzymać kupy. Ale przynajmniej są to barwy ładne, więc nie ma co narzekać. Czuję jednak, że jak pewnego dnia znowu złapię za róż, to będą Was boleć oczy.
Ale wróćmy do kolorów wrocławskich:



Trochę to jakoś biednie wygląda, chciałam w domu jeszcze coś dokleić, ale zostałam spacyfikowana przez dziewczyny. Że nie wolno, że liczy się tylko to, co naklejone 7 godzin od domu i takie tam. Dlatego pretensje należy zgłaszać do tych z poprzedniej notki. Natomiast reklamacje w kwestii jakości zdjęcia proszę wysyłać do pana listopada, który uprzykrza mi życie od samego początku.

Ha! W tytule jest jeszcze o sklerozie. Ta jest tak daleko posunięta, że w końcu zapomniałam o tym, co miałam tu dorzucić. No ale tytuł mi przypomniał na szczęście. Mamy w Piaskownicy nowe, superfajne fotowyzwanie. Madzia kazała sklejać tryptyki jesienne. Niestety czas na to pozostał już tylko do piątku, ale z pewnością większość z Was miała już okazję to wyzwanie wyłapać. Mój tryptyk jest chyba dość nietypowy.


 Resztę kompozycji, nieco bardziej romantycznych i przemyślanych, znajdziecie na Art Piaskownicy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...