14 lipca 2012

Dla pewnej starowinki

Halo studio, tu Londyn. Najpewniej właśnie zaczynamy opijać ważną okazję. W poniedziałek nasza Gatti dołączyła do grona tych, którzy nie mogą już o sobie mówić 'dwudziestolatek'. Nie mogliśmy jednak wyściskać jej w same urodziny, bo smażyła tyłek w Barcelonie. Dlatego zajechaliśmy nieco później. Piszę to zawczasu, notka doda się sama i mam nadzieję, że faktycznie w sobotę będziemy w Londynie.
Z okazji osiągnięcia przez Gatti emeryckiego wieku będzie party. Takie, że ho ho. Ponieważ jubilatka została wyprodukowana w latach 80. to i takie mamy hasło imprezy. Mam nadzieję, że wyjdą jakieś foty, byśmy mogli zabłysnąć kreacjami.
No ale przejdźmy do prezentu. To obrazkowa historia z ostatnich 30 lat. Od daty produkcji, po dziś dzień. Niech zdjęcia przemówią.

























Znowu przesadziłam ze zdjęciami. A to tylko część. Stron jest 30, tyle ile lat. Choć niestety nie udało mi się zdobyć dokumentacji z każdego roku żywota jubilatki. Ale i tak nie jest źle.

A jutro pojawi się tu kolejna notka z opcją automatycznej publikacji. Trza korzystać z techniki. Mówię Wam, warto zajrzeć, bo niespodzianka będzie przednia.

Greetings from London!

7 lipca 2012

Czy Jaszka potrzebuje liftingu?

Ha! Jaki kontrowersyjny tytuł dałam. Czytam teraz sporo medioznawczego bełkotu i dopadły mnie takie światłe tezy, że stawianie za wszelką cenę na przyciągający uwagę tytuł to domena tabloidów. Tak, wiedza niezwykła po prostu. Ale co ja poradzę, że liftowanie od początku kojarzy mi się z liftingiem.
Tym razem Liftonoszki za sprawą Barbarelli miały za zadanie interpretowanie pracy Jaszki. Po raz pierwszy zmierzyłam się z tym gigantem. Przyznam, że na początku nie było łatwo. Ta praca żyje, choć ma tak niewiele elementów. U mnie to jakoś nie wychodziło. Okazało się, że diabeł tkwi w szczegółach - chlapnięciach, bazgrołach i innych takich. I jakoś poskromiłam. W dodatku na papierze Vivid, którego bardzo bałam się wykorzystać na tło. No ale jest. Jaszkolcu, nie bij.



I jeszcze jeden lift. Nieco zaległa wersja pracy Latarni Morskiej, podrzuconej nam przez monikęjacka. Ciężkie to było zadanie, bo chciałam bardzo zastąpić czymś te słoiki. Inaczej byłoby aż nazbyt dosłownie. Koniec końców wymyśliłam to, co wymyśliłam. Dupy nie urywa, trochę to bez pomysłu, ale chyba na nic mądrzejszego nie wpadnę.



Zeszłam do okolic formatu 20x20, żeby strona wydawała się bardziej zapełniona. Takie tam oszustwo.

5 lipca 2012

Album wykonany przez nową kolekcję SODAlicious. Ja tylko popijałam herbatkę

Ważną zaletą zlotu, poza wypoceniem się i spotkaniem cudownych pań, była możliwość dokonania zakupów. Bez płacenia za przesyłkę, bez czekania, aż poczta łaskawie paczkę przyniesie, bez latania z awizem, bo listonoszowi znowu się nie chciało. Dzięki temu nowa kolekcja SODAlicious wylądowała u mnie w dzień po oficjalnej premierze. Chwilę musiała odleżeć, bo jakoś czasu nie było, ale wczoraj w końcu postanowiłam ją pociąć. Akurat o chwile uwagi dopominały się wywołane niedawno zdjęcia. Między innymi te z kolejowych wojaży po Warszawie. No czemu by nie.





Jeśli myślisz, że to Ty zbierasz śmieci i przesadzasz z recyklingiem, zwróć uwagę na napis 'Enjoy the journey'. Znajdował się na taśmie klejącej, którą worQshop okleiła przesyłkę z 15 rzeczami dla mnie. Się przychomikowało






Wiecie co? To mój pierwszy w życiu album. Taki machnięty od podstaw. Ale okazało się, że z odpowiednimi papierami, wszystko samo się robi. Ja sobie siedziałam leniwie, a album się wyklejał.
Wczoraj nawet na Facebooku przedyskutowałam to z moimi idolkami:


Wyklejane Paskudy by Lejdi: nowe papiery SODAlicious tną się same, kleją się same, układają się same, podpisują się same i jeszcze same robią album. ja w tym czasie popijam herbatę
Także wszelkie komentarze proszę kierować pod adresem nowej kolekcji. W jej imieniu dziękuję za każde Wasze słówko
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...