4 maja 2012

Uroki lata

Moje wczorajsze przewidywania były słuszne. Zachciało mi się wieczorno-nocną porą zasiąść do drukowania, cięcia i darcia. Pierwszą pracę miałam w głowie już w momencie robienia zdjęcia. Właściwie zdjęcie powstało specjalnie po to, żeby oprawić je w skrapa. Nie wiem, czy to zgodne ze sztuką, ale w sumie mam to gdzieś. Tralalalalala. Miałam ze sobą lustrzankę, analogową zabawkę, a szczęśliwe zdjęcie zrobiłam i tak telefonem. Wiwat, technologio!



Wata cukrowa jest tak wdzięcznym obiektem, że rzutem na taśmę dorzucam pracę do ILS-owego tematu miesiąca - Pysznie!
Drugiego skrapa również zaplanowałam nieco wcześniej. Po powrocie z upału rzuciłam okiem w stronę balkonu i z ulgą zauważyłam cień. Kiedyś marzyłam o jedzeniu śniadań na tym skrawku własnego podwórka, ale latem słońce tak z rana praży, że można podczas śniadanka zejść na udar. Teraz w sumie cieszę się, że po południu na balkonie można się ochłodzić i zjeść kolację. Można też zrobić wiele innych miłych rzeczy, które inspirowana tematem miesiąca na Art Piaskownicy, zlepiłam w małą listę.








Mamy tu recykling pełną gębą. Nie mówię nawet o ścinkowych paskach papieru. Ale papier bazowy pokryłam kiedyś w jakimś celu gwiazdkowymi pryskaniami. Kompletnie nie pasowało to do charakteru tamtej pracy. Ale papier odłożyłam. Teraz w dużej mierze nieudany oprysk udało się zakryć, a jego drobne elementy chyba nie przeszkadzają. Uff, kolejny ocalony.

3 maja 2012

Red and white

Jacie, pogoda dawno nie była tak przyjazna. Według wszelkich prognoz, dziś miało być paskudnie. Tymczasem podczas kilkugodzinnego spaceru spiekłam się na czerwono. Pasowałam do wszechobecnego biało-czerwonego klimatu. Dziś zdecydowanie nie pastele i nie neonowe kolory królowały na warszawskich ulicach. Ale co będę gadać.








Aż mnie wzięło dziś na skrapowanie. Ale po kilku godzinach w ostrym słońcu w domu usnęłam jak zabita. Chyba jakiś mały udar, mądrze, bardzo mądrze. Może teraz się wezmę za zabawę.
A w międzyczasie pokażę ostatnie dokonanie. Mało porywające, ale kluczowe dla mojego dobrego samopoczucia. Zostałam ostatnio obdarowana przyprawami w młynkach. Te jak wiadomo wystawiane są często na widok publiczny. A że nie mogłam znieść prezentowania przypraw w naćkanym opakowaniu fabrycznym, nieco je uspokoiłam.






Nie jest to może włoski design, ale nie jest też polskim designem supermarketowym. Ufff.


30 kwietnia 2012

Rozpoznaj mnie

Ach, ach, jak jara mnie myśl o scrapowym zlocie w Warszawie. Wreszcie będzie szansa poznać osobiście te babolce, które na co dzień podziwia się pisemnie. Rok temu wprawdzie wybrałam się na tę imprezę, ale kompletnie nikogo nie znałam, nikt też z pewnością nie kojarzył mnie. Tym razem powinno być inaczej. O ile oczywiście odważę się do kogoś podejść. Na wypadek, gdybym się nie odważyła, postanowiłam się obrandować. Będę wtedy gorąco liczyć, że ktoś podejdzie do mnie. Jeśli więc ktokolwiek chciałby mnie znaleźć, żeby np. prosto w oczy powiedzieć, że powinnam porzucić zabawy manualne, niech szuka takiego identyfikatora:


Machnęłam go ponownie zainspirowana metkowym wyzwaniem na blogu Pomorskie Craftuje. Bazą była metka otrzymana kiedyś w uroczej przesyłce od Tores (cmokasy raz jeszcze).


Nie wiem, czy ten identyfikator mnie zachwyca i czy wyraża mnie, ale na inny na razie nie mam koncepcji. Przynajmniej mam szansę zostać rozpoznana, ha!

28 kwietnia 2012

Bezmyślne hulanie

Zainspirowałam się codziennością. Kiedy wyciągnęłam dla siebie skarby z pudełka kolażowego i ułożyłam je w stosik, jakoś urzekły mnie w tym połączeniu. I już wiedziałam, że powstanie jakaś praca, na którą zużyję większość tych elementów. Dlatego motywem przewodnim dzisiejszego skrapa było właśnie wykorzystanie tych kolażowych zdobyczy, a nie jakiś konkretny temat. Zrobiłam więc absolutną rozsypankę z napisem, który wziął się od tego, że szukałam wyrazu na literę 'h'. Przy okazji powstał lift uroczej pracy Brises, wybranej przez jedną z naszych cudownych nowych Liftonoszek - monikęjacka.
Tak się ładnie złożyło, że wyciągnięte z pudełka rzeczy dobrze wpisywały się w tę kompozycję. Oto więc bezmyślny, hulaszczy skrap. Tadaaaaaaam.





Fotka to kolejna odsłona sesji z Anią Rydzewską (Pastel Atelier).

27 kwietnia 2012

Zaróżowiłam się

Oh deer! Ale paczuchę dostałam. Serce mi mocniej zabiło, gdy tylko zobaczyłam kopertę. Od razu było widać, że od Agi. Jakiś czas temu umówiłyśmy się na wymiankę. To była jeszcze ostrrra zima. Miały być albumy, ale uznałyśmy, że albumy możemy sobie machnąć same. Stanęło więc na niespodziankach. I w tym tygodniu wymiana triumfalnie nastąpiła. Nawet poczta się spisała i oba listy doręczyła w ciągu jednego dnia.
Ja wiedziałam tylko, że dostanę coś filcowego. Zasugerowałam fuksję i coś jeleniowatego. Twórczość Agi przerosła wszelkie wyobrażenia. Wpadły do mnie dwa miękkie jelonki...


Mój różowy zwierzyniec przyjął je z entuzjazmem...


 Moje piękne jeleniowe podkładki od razu trafiły na stół...


Jakby tego było mało, są jeszcze magnesiory i przydasie utrzymane w tej samej gamie kolorystycznej...



Po prostu serce rośnie i chciałabym wyściskać Agi. Ach, czemuś Ty tak dalekooooo???


Agi wspomniała, że przydałby się jej mały, torebkowy notes z fioletem i turkusem. Więc powstał...


Ale komuś tak skrapowo (i nie tylko) zdolnemu nie ma co dawać wyklejanek. Więc podziałałam w innych tematach. Do Agi poleciały stemple strugane ręcznie oraz mulinowe bransoletki, jak w podstawówce. Przypomniałam sobie o nich dzięki Antilight i wpadłam w szał tworzenia. Myślę, że niebawem całą rękę nimi owinę.


Nie mogę się już doczekać kolejnej wymiany, bo to niecierpliwe oczekiwanie jest tak cudowne. Dzięęęęki Agi!

26 kwietnia 2012

Poczytaj mi, Lejdi

Jako polonistka i osoba posługująca się słowem w celach zarobkowych, powinnam kojarzyć się z książką przylepioną do ręki. Ale w ramach walki ze stereotypami, z lekturą można zobaczyć mnie rzadko. No wstyd, co poradzić. Może to po prostu literkowy przesyt. Tym samym tłumaczę czekającą od lat pracę magisterską. Ostatnio jednak wzięło mnie. Od urodzin Lubego na szafce Malm stały dwie części trylogii "Millennium". Stały i stały. Właściciel nimi wzgardził, to ciocia Lejdi okazała litość. To było w sobotę. Dziś skończę drugą część i wiem, że umrę z niecierpliwości w oczekiwaniu na przesyłkę z kolejną. Moje oczy już nie wiedzą, jak mnie przekonać, żebym na chwilę im odpuściła. Wczoraj pulsowały, obraz wirował, piekły. Ale nie znam litości. Z tej okazji, po raz pierwszy od dawna, potrzebna mi była zakładka.
I tu niczym Stieg Larsson, zmienię wątek. Tydzień temu wybrałam się z moją Kasią na szoping. Wielkich łupów nie było, bo w sklepach bryndza, ale przypolowałam letnie dżinsy za 29,99. Nie wiem jak to się stało, ale urodę ich metki zauważyłam dopiero w domu.
Tu znów podążę za Larssonem i przeskoczę. Kiedy na blogu Pomorskie craftuje pojawiło się wyzwanie z recyklingiem metek, pomyślałam, że dziewczyny chciały zrobić mi prezent. Ile tu już kiedyś było o metkach. Wiedziałam, że zrobię, ale nie wiedziałam co.
I tu następuje rozwiązanie intrygi, punkt styczny wszystkich wątków i wielkie bum.


Nie napracowałam się wiele, bo metka sama w sobie była wystarczająco zajebista, by być moją zakładką. Zresztą przez 1,8 książki nią była. Tak wygląda jej druga strona, której nie ruszałam.





I kilka zbliżeń w akcji i w spoczynku:




Zgłaszam na wyzwanie niniejszym, ale planuję jeszcze jedno metkowe szaleństwo. Może zdążę.

24 kwietnia 2012

Co awizo przyniosło

Kocham mojego listonosza. Kocham jego awiza w skrzynce. A ja zazwyczaj w ciągu dnia siedzę w domu. Nazbierało się ich z kilku dni. Każdego oczywiście byłam. Wystarczyło domofonem zadzwonić i sprawdzić. Ale mój listonosz wychodzi z założenia, że na trzecim piętrze to na pewno nikogo nie ma. Wzięłam ten plik karteluszek i wyruszyłam. Warto było. W jednej paczusi znalazłam wyczekane pudełko kolażowe z Collage Cafe. Do zabawy zgłosiłam się wieki temu i zdążyłam zapomnieć. A tu ostatnio wiadomość od drugiej szesnaście, żebym spodziewała się przesyłki. (Szkoda, że listonosz nie wiedział, że się spodziewam i że czekam na górze). Pudełko się już nie domyka, tak jest wypchane różnościami. Oto, co wybrałam:


Cuda same, nie? W zamian dorzuciłam swoje zabawki:


Oby komuś coś się przydało. Upchnęłam wszystko kolanem, obwiązałam pudełko sznurkiem i zaraz będę pakować do wysyłki. Po przejściu przez liczne zdolne ręce, pudełko wygląda tak:


Czy muszę mówić, kto je ochlapał?
Kolejne awiza przyniosły równie miłe niespodzianki. Same skrapowe w dodatku. Przybył zakupiony niedawno duży dziurkacz z gwiazdką, bo czułam ogromny jego brak. Teraz oczywiście wielkie gwiazdki będą wszędzie (czyżby na pudełku była duża gwiazdka? ojej). No i mój ostatni dość niespodziewany nabytek. Wzięłam jakiś czas temu udział w charytatywnej aukcji dla Witusia. Do kupienia był cynkowy zestaw startowy z cudownymi papierami Makowego Pola i innymi łakociami. Zalicytowałam i zapomniałam. Byłam przekonana, że i tak nie wygram, ktoś mnie przebije i już. Dopóki nie przyszło info z Allegro, że ja kupiłam zestaw. Cieszę się niezmiernie i mam nadzieję, że Wituś wkrótce będzie całkowicie sprawny. Zajrzyjcie na inne aukcje, może Wam coś też wpadnie w oko. Ja wygrałam takie wspaniałości:


PS. Widziałyście już nowy Nulkowo-Jaszkowy projekt Sodaliciuos? Ja umarłam. Oczywiście już dokonałam zamówienia i zaraz czeka mnie kolejne awizo :D
Zajrzyjcie na cuksy:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...