2 stycznia 2012

O, rok minął

Jacie, to już styczeń 2012, a ja nie ogarnęłam jeszcze nawet tematu Świąt. Ale ogarnę go szybko: były, minęły i cieszy mnie to niezmiernie. Niestety, nadal ich nie lubię, ale za to bardzo lubię ten moment triumfalnego powrotu do domu, na własną kanapę, do własnego łóżka. Bosz, jak stara baba. Mam nadzieję, że niebawem uda mi się nadrobić temat w grudniowniku.
A tymczasem już nawet po Sylwestrze. Oj działo się! Zrobiliśmy w tym roku bal przebierańców, bo zachciało się nam trochę szaleństwa. To w sumie dobra metoda na udaną imprezę, bo humory od razu zyskują + 100 punktów w stosunku do imprezy w połyskujących kieckach. Mając perspektywę przebieranek, w projekcie Journal Your December wybrałam właśnie 31 grudnia na mój dzień. Oto efekty:






Jak widać, poszliśmy po maksie. Goście stanęli na wysokości zadania i nikt nie 'zapomniał' się przebrać. Mieliśmy gejszę, alfonsa z lat 70., zombie, damę z lat 20., biedronki i diabełka. Do tego ja jako Amy Winehouse i Luby w spódnicy Bravehearta. Mam nadzieję, że wszyscy bawili się tak dobrze jak my. A jedzenia mamy jeszcze na miesiąc. Nie wspominając o zapasach czipsów i napojów, jajć.

Tacy byliśmy ładniusi
Chyba odpuszczę sobie jakieś wielkie podsumowania roku, na to jeszcze będzie miejsce w czekającym na uzupełnienie grudniowniku. Za to niebawem chyba zarzucę jakąś niespodziankę, bo szykują się nowe przyjemności niach, niach. Hepi niu jir dla wszystkich moich kochanych zaglądaczek!

22 grudnia 2011

Grinch pozdrawia

Te ostatnie dni przed Świętami mają spory urok, gdy już się wszystko załatwi. Jakoś mimo worka spakowanych prezentów, znów pociągnęło mnie w stronę Marszałkowskiej, dzikich tłumów, kolorowych świateł. Choć mogłabym dziś być z dala od tego całego zamieszania. Kiedy już nic nie trzeba załatwić i można bardzo powoli spacerować sobie wzdłuż wystaw, jest jakoś tak ciekawie. Czasem w filmach jest taka scena, że bohater idzie normalnie, a świat dookoła niego zapieprza na przyspieszonych obrotach. Tak to właśnie dziś wyglądało. Ale to miłe, poczuć, że mnie się nie spieszy. Pretekstem do udania się w oko cyklonu był doskwierający brak korektora pod oczy, bez którego nie mogę żyć. Ale zapewne mogłam iść po niego w jakieś spokojniejsze miejsce.
Snując się po centrum Warszawy, postanowiłam zajrzeć na jarmark zorganizowany pod samym Pałacem Kultury. Z daleka wyglądało to uroczo. Maleńkie domki migoczące światłami, a w tle wielki gmach. Niestety, jak to często bywa, z bliska było już znacznie gorzej. Pewnie znów wychodzi ze mnie Grinch, ale smuci mnie, gdy na świątecznym jarmarku widzę chińskie bombki, czapki z uszami królika i kubki z dziwnymi napisami. Moim marzeniem byłoby targowisko rzeczy unikatowych, robionych z sercem albo starych, z historią.
W Warszawie w tym roku gdzie tylko jest większy kawałek chodnika, powstaje świąteczny jarmark. Pod Pałacem, na Starówce, na pl. Konstytucji. Na tym ostatnim przynajmniej jest trochę serów, wędlin, pierogów. Ale za to budki są z dykty, która nawet nie udaje, że jest śliczna. Przypomniało mi się, że w grudniowniku 18 grudnia było miejsce na refleksję o jarmarkach, więc oto ona:


Żeby nie było tak całkiem zrzędliwie, to uzupełniłam też inny dzień.
8 grudnia - Kartki świąteczne

W miniaturce pojawiły się tu wątki przewodnie z moich tegorocznych kartek. A ponieważ nie ma kartki bez życzeń...
Dzięki za to, że jesteście, cmok!
Szczególnie chciałabym dziś podziękować majstrującej Asi, która przywróciła mi dziś wiarę w Mikołaja. W skrzynce znalazłam pokaźną kopertę (ja nie wiem, jak listonoszowi udaje się wciskać takie listy przez tę wąską dziurkę), a tam cudowną niespodziewajkę. Od lat większość prezentów jest dla mnie oczywista, bo sama je sobie wybieram. Ba, zdarza się nawet, że sama je kupuję. Łza wzruszenia pojawia się więc, kiedy w skrzynce na listy pojawia się coś takiego:

Będę w tych kolorowych filcach paradować podczas Świąt i wszyscy będą zazdrościć, o!
A wiecie czemu jeszcze jestem Grinchem? Bo wysłałam Asi świąteczną kartkę na zły adres :/ Ho, ho, ho!

PS. Ojej, ojej, nie mogę się dziś rozstać z blogiem. Pewnie dlatego, że czeka mnie pakowanie i poranny wyjazd na niemal tygodniowy odwyk od internetu. Dlatego w przypływie natchnienia serwuję jeszcze wpis o zimowych wieczorach z 17 grudnia:

Wielu wyjaśnień nie trzeba. Kubek gorącej czekolady i na chwilę zapominam, że jest zimno i brzydko. Czego i Wam życzę! Teraz już na serio biorę się za pakowanie walizeczki.

21 grudnia 2011

Kleeeeej, paaaapier, nożyyyyyczki... lowe

Ojacie, przez ostatnie dni czułam się jak na etacie (jaki rym!). No może nie do końca, bo nie odsiadywałam dupogodzin w biurze, ale wychodziłam z domu rano i wracałam wieczorem. Całe dnie spędzałam na domykaniu ważnych spraw oraz kupowaniu prezentów. Znalazłam jedną z zalet grudnia. Mogę łazić po sklepach, wydawać i nie mieć wyrzutów sumienia, bo wydaję przecież na prezenty. Co z tego, że na kredyt, bo freelancerom zleceniodawcy nie płacą zbyt terminowo. Wczoraj zostałam nawet personal shopperką i poszukiwałam prezentu dla "teściowej" w imieniu jej synów. Wydawanie cudzych pieniędzy to już w ogóle bajka.
No ale nie o tym miałam. Lista prezentów już domknięta, sprawy służbowe załatwione. Jeszcze tylko bajzel w domu został, ale tym się szczególnie nie przejmuję, bo w piątek wyjeżdżam. Mogłam więc wreszcie pomiziać grudniownik. Wieczór sprzyjający, bo Luby już pojechał, zobaczymy się dopiero we wtorek i jest mi potwornie smutno. Dlatego absorbujące zajęcie było bardzo potrzebne. Poszłam hurtem. Nie wszystko mogę chwilowo pokazać, ale wierzcie, że naprawdę zadziałałam jak taśmociąg. No to jadziem:

6 grudnia - Kolekcje
I już na wstępie wyłazi ze mnie sucz. Ja rozumiem dobre intencje obdarowujących, ale naprawdę nie lubię, gdy osoba, która średnio mnie zna, próbuje utrafić w mój gust. Każdy z nas ma czasem takie zakusy, by kolekcjonerce filiżanek kupić filiżankę. Filatelistę obdarować znaczkami. A że ja kolekcjonuję m.in. puszki, to od razu nasuwa się obdarowanie mnie jakąś. Problem w tym, że tylko kolekcjonerka filiżanek wie, która epoka ją interesuje i jakie okazy już ma. Na znaczkach to już naprawdę zna się tylko filatelista. A ja puszki wybieram tylko i wyłącznie według własnego gustu. Nie ucieszy mnie żadna w Mikołaje lub romantyczne kwiatki, sorry. Dlatego staram się nie uszczęśliwiać na siłę kolekcjonerów i czuję się źle, gdy ktoś uszczęśliwia mnie. Jestem z tych złych, którzy nie trzymają nietrafionych prezentów, tylko opychają je na Allegro. I wcale nie sprawia mi to radości.

11 grudnia - Świąteczne dekoracje
 Odkąd mieszkam na swoim, marzę o choince, domu przystrojonym na Święta, światełkach w oknie... No niestety, Święta zawsze mnie zaskakują i nic z tego nie wychodzi. Tak było też w tym roku. Na wstawienie choinki mam zbytni pierdolnik, a poza tym nie mam ozdób. Zrobienie ich ręcznie wymaga mnóstwa czasu, a chińskie bombki z Tesco nie wchodzą w grę. Chcę mieć choinkę z pierniczkami, papierowymi i słomianymi dekoracjami, bombkami z PRL-u. Ponieważ bardzo marzę o jakiejkolwiek ozdobie, a jak wiadomo, dopadła mnie pomponomania, zrobiłam sobie pomponiasty łańcuch. Jest niezwykle uroczy, ale niestety dopóki nie posprzątam, trudno nawet go zauważyć.

15 grudnia - Zbieranie wspomnień
Przyznam szczerze, że choć robienie zdjęć to moja wielka pasja i upamiętniam w ten sposób wszystko, to na Boże Narodzenie zazwyczaj nawet nie zabieram ze sobą aparatu. Jakoś naprawdę nie lubię Świąt i nie czuję potrzeby ich zapamiętywania. Ale wiem o tym, że choć teraz tak myślę, niestety rodzina nie robi się coraz młodsza i zdrowsza. Każde Święta dla kogoś mogą być ostatnie, co dobitnie pokazał przykład mojego taty. Dlatego w tym roku wezmę ze sobą aparat i postaram się jakoś przekonać do robienia zdjęć przy stole. Żeby potem nie żałować, że nie mam pamiątki.

Kolejne dni czekają na upublicznienie, ale jeszcze przez moment pozostaną moją tajemnicą. A może z tęsknoty za Lubym powyklejam jeszcze coś?

19 grudnia 2011

Poczto, zadziw mnie!

Oj, się dzieje. Całe dnie w sklepach, całe wieczory na podłodze. Bo prezenty trzeba zapakować, bo kartki trzeba jednak zrobić. Wczoraj zasiadłam nad kartkowym hurtem i jakoś poszło. Pokażę na razie tylko te do Niegowa.
Ta jest dla Zbyszka, ponoć wielkiego dżentelmena. Od razu wiedziałam, że muszę coś wykleić dla jakiegoś pana, bo dziewczyny z pewnością dostaną więcej kartek. Gdy tylko zapakowałam przesyłkę, pomyślałam, że muszę chyba zrobić też coś dla braci Zbyszka. Ale to już będzie druga transza. Może dziś uda mi się zasiąść.

A to kartka dla Uli. Nie jest niestety najpiękniejsza na świecie, choć bardzo chciałam, aby była. Większą uwagę zwracałam jednak na to, by kartka była ciekawa w dotyku. Ula nie widzi, dlatego chciałam jej dostarczyć innych wrażeń. Są więc (koślawe) bombki z tekturki falistej, brokatowego papieru, z miękkiej włóczki i nieco bardziej szorstkiego filcu. Do tego wystający jeleń. Niestety nie udało mi się połączyć świetnego wyglądu i ciekawej faktury, ale mam nadzieję, że Ula się ucieszy.
Na razie inne kartki pozostawiam w tajemnicy, bo nie chcę, by ktoś nie miał niespodzianki. Poczto, proszę, spisz się.

17 grudnia 2011

Nadrabianie

Gdy zaglądam na Wasze blogi, widzę, że tegoroczny grudzień to dla wszystkich jakiś miesiąc kompletnego rozbicia. Nie wiem, zawsze wszystko szło gładko, prezenty były już w październiku, na wszystko był czas. A tu za tydzień Święta i wszystko trzeba mieć rozpisane, żeby nie zapomnieć. Powoli staram się nadganiać. Zaczęłam od obiecanego sryliarda pomponów...
Czy Wam też przypominają bukiet chryzantem?
Było pieczenie pierniczków...



Przy okazji przestroga: Nie ufajcie przepisom z ulotek banków! Tak tak, bank przysłał mi ulotkę z pierniczkowym przepisem. A ja postanowiłam z niego skorzystać. Coś mi nie grało, gdy wrzucałam składniki do miski. Bo nagle wielka micha stała się za mała. Okazało się, że bank pomnożył przez dwa przepis z "Kuchni polskiej" i  w związku z tym wałkowałam godzinami, piekłam taśmowo, urobiłam się po pachy i mam w domu Kopiec Kościuszki. Ale sam przepis bank wybrał niezły, trzeba mu przyznać.
Udało mi się też opanować prezentowy alarm. Nie wszystko jeszcze mam, ale na wszystko mam już pomysł, więc najważniejsze z głowy. Ruszyłam dziś z pakowaniem tego, co już mam.


Na razie dość pobieżnie, bo nie wszystkie prezenty są już kompletne. Ale zaczynam opanowywać sytuację.
Największy problem to czas na skrapowanie. Grudniownik mogę przeboleć na razie, ale nie mogę przeboleć kartek. Nie dość, że do znajomych, to przecież chciałam zrobić coś dla wesołej gromadki z Niegowa. Nawet gdybym do poniedziałku sprawę ogarnęła, to poczta chyba i tak nie zdąży. No ale trudno, karteluchy będą spóźnione najwyżej. Byle w ogóle doszły.
No to pora zakasać rękawy i jeszcze przez tydzień podziałać na zwiększonych obrotach. Szczególnie, że zleceniodawcom też w ostatniej chwili przypomina się, że chcą ode mnie jakiś tekst. Potem ostre spowolnienie na kilka dni, by zaraz ruszyć z ostrymi przygotowaniami do Sylwestra. Ach, ten koniec roku.

13 grudnia 2011

Tudu reaktywacja

No cóż, moja lista zadań do wykonania jakoś nie chce topnieć, bo nie mam kiedy się za to wszystko wziąć. Jutro mam jeszcze koszmarny artykuł do oddania, ale potem być może będzie trochę czasu na przedświąteczne ogarnianie. Właśnie miałam się wziąć za pierniczki, ale okazało się, że miodu w domu za mało. No nic z tej listy nie chce zniknąć.
Ale żeby lista nie poczuła się smutna i zakurzona, mogę oficjalnie dopisać do niej nowe zadanie. Choć wiem, że przestałam nadążać za grudniem, to się podjęłam. Bo miło mi bardzo, że uznano mnie za odpowiednią osobę.

Napisała do mnie Daga zwana Kaczką i poprosiła o udział w przefajnej akcji. Prosta sprawa - robimy najładniejsze kartki, jakie umiemy i przesyłamy do wybranych podopiecznych Domu Pomocy Społecznej w Niegowie. Więcej informacji tu. Szczegółowe informacje o każdym z podopiecznych ułatwią z pewnością spersonalizowanie kartek i dorzucenie jakiegoś świątecznego drobiazgu. Zbieram właśnie myśli, szukam bratniej duszy i zaczynam kombinować nad kartkami. Mam nadzieję, że też się przyłączycie. No i koniecznie szybko rozprzestrzeńcie tę informację. Wiadomo, że poczta nie lubi się spieszyć z doręczaniem kartek, więc my się pospieszmy z ich robieniem :)
Dzięki wielkie Kaczuszko za zaproszenie.

Pakowanie jak z żurnala

Grudniowe dziewczyny nieźle mnie wyczuły, bo akurat dziś miałam wspomnieć o koncepcji pakowania tegorocznych prezentów. No i okazało się to tematem na 12 grudnia.
Zazwyczaj pakowanie odbywa się na ostatnią chwilę, już u babci. Wykorzystujemy papiery i wstążki, które babcia wyciąga na tę okazję z piwnicy. Raczej bez rewelacji - papiery w Mikołaje, złoto, choinki. Mocno nie mój styl. W tym roku napatrzyłam się na cudowne opakowania prezentowane na Pintereście i bardzo zapragnęłam postawić na jeden koncept. Szczególnie urzekły mnie dwie podpatrzone rzeczy, czyli pomponiki i połączenie szarego papieru z kolorowymi włóczkami. Połączyłam więc oba motywy i stworzyłam opakowanie wzorcowe. Na jego bazie powstaną kolejne.




W grudniowniku postanowiłam po prostu wykorzystać elementy tej koncepcji.


A teraz pytanie czy starczy mi zapału, żeby zrobić miliard pomponików i wyciąć sryliard jeleni.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...