7 września 2012

Najszybszy skrap świata

Moje ostatnie prace, także te, których jeszcze nie pokazałam, łączyło jedno - miały dużo elementów, dużo kolorów. Jedno takie dzieło właśnie leży a ja się zastanawiam czy jednak nie zrobić tego od nowa, jakoś prościej.
Toteż postanowiłam machnąć coś oczyszczającego. Zajęło mi to jakieś trzy minuty. Akurat gdzieś w necie napatoczył mi się plakat z filmu Barfuß (o smutnym polskim tytule Leila i Nick), który należy do moich ulubionych. I poczułam się zainspirowana. 
Latanie boso kojarzy mi się z jakąś niewinnością, bezbronnością, lekkością i czystością (no może nogi czyste nie są), stąd dobór trzech na krzyż materiałów.





Żeby lekkości stało się za dość, skrapa zrobiłam na przezroczystej folii, a nie na papierze. Tło przyjmuje więc aktualny kolor otoczenia. A tak se zaszalałam.
Na zdjęciu nie robi on specjalnego wrażenia, ale na żywo jest całkiem fajny.

Dla podniesienia ckliwości notki wrzucam, nie pierwszy już raz, fragment z filmu. Ale to tak naprawdę komedia jest i polecam bardzo, bardzo. Mówię to nie tylko jako piszcząca fanka Tila Schweigera.


6 września 2012

Pin me up!

Dziś trochę inaczej niż zwykle. Będą obrazki, ale nie mojego autorstwa. Za to ja się na nich prężę.
Sprawa wynikła na spontanie - umówiłam się z Anią na wzajemną sesję zdjęciową. Ponieważ wróciło lato, wymodziłam z siebie coś na kształt pyzatej pin up girl. Ania za to miała zapotrzebowanie na własne zdjęcia, bo zazwyczaj to ona trzyma aparat.
Nieco głupio było wyginać się w szortach w centrum Warszawy, ale wynalazłyśmy trochę mniej uczęszczanych zakamarków. Oczywiście wiadomo jak jest. Jak już udajesz króliczka Playboya i świecisz gołym tyłkiem, to dookoła przechodzą wszystkie ekipy remontowe z całej Polski. Ale taki żywot tap madl.
A teraz efekty tego świecenia:




 






 


 

Jestem, jak zawsze zresztą, zachwycona tym, co ta baba potrafi wyczarować. Donoszę, że Ani zdarza się marudzić, że nie umie robić zdjęć. Ehe.


Komu marzy się podobne wyprężanie, niech raz dwa odzywa się do Ani i jej Pastel Atelier.
Zdjęcia zrobione przeze mnie powędrowały do specjalistki, żeby spotkała je porządna obróbka. Pokażę, jak dostanę już ulepszone, bo co będę niedoróbami świecić.

5 września 2012

Nieład i wczesna udręka

To bardzo dobry tytuł jest. Bo to kolejny post z cyklu "mój pierwszy raz". Także, drogie Bravo, spróbowałam. Zrobiłam żurnalową stronę. Oczywiście nie sama z siebie, bo przecież zeszytów pod kątem art żurnala mam już z 20 i zalegają miesiącami. Zostałam po prostu przymuszona. W ramach rewizyty wpadła Czeko. Trochę jestem obrażona, że tylko na chwilę, ale mój stół nadal pozostaje wzruszony tym wydarzeniem. Powiem Wam, że Czeko przyszła i zaczęła się rządzić. Mówi mi 'rób żurnal'. I jeszcze mi tnie książki, daje jakieś cytaty. No błagam! Ale cytaty bardzo trafne się okazały. Odnoszą się idealnie do mnie żurnalującej. Pod czujnym okiem miszczyni zrobiłam nie za wiele, bo nie ogarnęłam o co chodzi. Ale udało mi się nauczyć kolejnej nowości - transferu fotki z gazetki. Czuję się taka PRO. Kiedy już pani profesor na mnie nie łypała, poczułam się jak spuszczona ze smyczy i... nawaliłam różu. Teraz Czeko już wie, że lepiej mnie pilnować.
Efekt jest taki:



Wdzięczna jestem ogromnie za to przyuczenie, opierdziel i motywację do spróbowania czegoś nowego. Nie wiem, czy sama spróbuję żurnalować, ale teraz już wiem, że to w ogóle możliwe jest. I powiem Wam, że jak wyczaicie gdzieś warsztaty Czekoczyny, to idźcie jak w dym. Ja już doczekać się nie mogę.

3 września 2012

Bąbelki

Dziś tak na szybciocha Was pozanudzam. Ostatnio w pracach były ogromne ilości baniek mydlanych. Żeby więc nikt nie zapomniał, że jestem cholernie monotematyczna, dziś znów coś na ten temat. Ale tym razem bańkowanie uwieczniłam na fotkach. W Art Piaskownicy ruszyła dziś bowiem nowa Fotogra, prowadzona przez Magdę M. Tematem są właśnie banieczki. Temat przeogromnie wdzięczny, więc chwytajcie za aparaty i łapcie promienie wrześniowego słońca.
Ja uznałam, że nie uda mi się uwiecznić uroczych baniek w locie, więc przyłożyłam to wyzwanie do moich ostatnich upodobań. Tak się prezentuje ten mokry szał tworzenia:








Zobaczcie koniecznie, co wyczarowały inne dziewczyny z Piaskownicy.


31 sierpnia 2012

I'll take you to the candy shop

Byłyście kiedyś w takim dużym sklepie z cukierkami? W takim, gdzie chciałybyście usiąść na podłodze i spróbować po kolei WSZYSTKIEGO? No to ja przeżyłam wczoraj coś podobnego. Tyle że nie w sklepie z cukierkami. Po ponad roku umawiania się z Czekoczyną, tym razem udało nam się ustalić termin w 10 minut. Jakoś tak wyszło. Miało być jakieś spotkanie na mieście, ale ponieważ obie mało się znamy na lanserskich miejscówkach, przybyłam z wizytą do czekoczynowych włości. Kazała mi ta bezlitosna jędza przynieść prace. Ramię boli do teraz. Ale warto było pocierpieć. Bo jakimś podstępem, od słowa do słowa, zostałam zwabiona do skrapowego biurka. Litości, ja nie wyklejam przy ludziach! Ale wyboru nie było. Poczułam na sobie wzrok surowej nauczycielki i nie było dyskusji. Nagrodą była:
A. możliwość popatrzenia, jak działa miszcz,
B. prywatne warsztaty z ciapania gipsem i farbą
C. chlapnięcia tuszem na mojej pracy wykonane osobiście przez miszcza
Czad, nie?
Ale wracając do sklepu z cukierkami. Właściwie wszystko było dla mnie nowe, bo gdzie ja tam jakieś pędzle, pasty, ecoliny. Poza tym papiery, których nie znałam. No i w efekcie powstała jakaś orgia. Bo jak tu się ograniczać, gdy podoba się WSZYSTKO?





Zdjęcie i napis dodałam już w domu. Koniec końców praca uwiecznia ten fantastyczny dzień w genialnym towarzystwie. I jeszcze pamiątkowo trochę obrazków:

Sterta cudów


Też chcę porządek

Miszcz edukuje

A uczeń umazał się jak debil

W toku
Z brudnych sekretów zdradzę Wam, że Czekoczyna prace trzyma nad lodówką, jest chudsza niż na zdjęciach i umie gotować barszcz. Więcej doniesień z Pudelka przy kolejnej (mam nadzieję) okazji.
Dzięki, babo!

 A w kwestii brudnych sekretów, to we wtorek wyskoczyłam do kina z Drychą, która jest niemalże moją sąsiadką. Oglądałyśmy ambitny film o męskich pośladkach i naoliwkowanych klatach. I chciałabym naskarżyć, że gdy większość ekranu zajmował jędrny męski tyłek, Dryszka stwierdziła, że tam w tle są ładne szuflady. Skandal po prostu. Koniec donosu.

Na życzenie dociekliwych, obrazek poglądowy:

 

28 sierpnia 2012

Drogi gips z lawendą

W końcu i na mnie przyszła pora. A długo się wzbraniałam. Wprawdzie cała się zaśliniałam, patrząc na prace wielu skrapowych cudotwórczyń, ale dla mnie nie do pojęcia było to całe gesso. Kiedyś zresztą zorientowałam się, że jest to po prostu gips, a w jakimś plastycznym sklepie zobaczyłam, że kosztuje 27 zł. No halo. Ale ostatnio napatrzyłam się trochę na kursy Czekoczyny i tak jakoś mi się zamarzyło. Akurat zamawiałam farby i różne inne zabawki, a w tym samym sklepie gesso kosztowało piątaka. No to musiałam. Trochę sobie potestowałam, aż w końcu upaćkałam nim niemal całą powierzchnię papieru. Oczywiście nie ma to zbytniego związku z czekoczynowymi cudami, ale co sobie popaćkałam, to moje. Oprócz gessa jest trochę plastra i nieodzowne w ostatnim czasie bańki. Jaka ja nudna jestem.
Tło powstało w ramach uwieczniania wizyty u Ulietty, w jej lawendowym śnie. Na początku planowałam więcej zdjęć na skrapie, ale w końcu tło wyszło mocno intensywne i robiło się trochę za ciężko. Nie ma tego złego, inne fotki też się przecież doczekają.



Mam nadzieję, że nie zemdli Was ta cukierkowość, niach, niach.

27 sierpnia 2012

Podwójny debiut

Dzieje się, moje drogie. Dziś zadebiutowałam. Dwukrotnie. Niezły rezultat, nie? Po pierwsze oficjalnie wystąpiłam jako nowa członkini DT Art Piaskownicy. Dziewczyny zaprosiły mnie niedawno i mało nie zemdlałam z wrażenia. Czuję, że będzie to niezła szkoła, bo każą mi tam robić różne rzeczy, których nie umiem. Na przykład szyć. Efekt pierwszej takiej walki, to właśnie drugi mój dzisiejszy debiut. Uszyłam słonia na najnowsze wyzwanie 12/12 Humy.


Może i koślawy, może bez ogonka, ale za to w dobrej wierze.
Huma zaproponowała bowiem wszystkim udział w fajnej akcji - Wyślij słonia dla dzieciaka. Szyjemy dla dzieci będących pod opieką Fundacji Słonie na balkonie. Wytyczne są proste. Uszyj słonia, pamiętaj, by był bezpieczny dla dziecka, a potem do 21 września wyślij pod adres partnera konkursu:
HealthThink public relations
ul. Gdańska 80
90-613 Łódź
z dopiskiem Fundacja Słonie na balkonie

I proszę mi nie mówić, że nie potraficie szyć. Ja też nie potrafię, ale kto by się tam tym przejmował.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...