4 czerwca 2012

15 tysięcy rzeczy, jedno LO

Chwaliłam się ostatnio całą masą cudów, które przesłała mi Kasia. Początkowo pomyślałam, że skoro dostałam znacznie więcej niż 15 rzeczy, to będzie jeszcze łatwiej coś z nich wykleić. Ale przerosła mnie ilość miejsca. Bardzo chciałam użyć wszystkiego, niczego nie pominąć, nie ukryć. No i dłuuuugo układałam, aż w końcu ułożyłam. Mam wrażenie, że mogło to wyjść fajniej, mając w pamięci potencjał przesłanego zestawu. Ale praca powstała, misja zakończona.
To tak z tęsknoty za jakimś wakacyjnym wyjazdem...



Kasiu, jeszcze raz Ci baaaardzo dziękuję za te cudowne materiały. To, co zostało z pewnością będzie się jeszcze nie raz pojawiać.

Trzymajcie dziś kciuki, bo ważne zlecenie kończę. Oby się udało, oby się udało.

2 czerwca 2012

Sztuka ulicy i jazda konna

Nie wytrzymałam i wczoraj z wieczora rzuciłam się na szybkiego skrapa. Miał być lift czaderskiej pracy Czekoczyny, ale nieco się rozszalałam i kompozycja się dość mocno rozlała. Jeszcze klej medżikowy postanowił mi się przedziurawić i oblać pół pracy, ale jakoś udało się to zakryć, uff. Wykorzystałam też nieudany prototyp nieudanego naszyjnika z plastikowych kubeczków. Full recykling.


Fotka to moja ulubiona wlepka ever, cyknięta sto lat temu w Paryżu. Bardzo duża wlepka.

Miałam też pochwalić się niespodzianką, którą zupełnie bez okazji zrobiła mi Agi. Szalony babolec trafił w sam środek mojego serducha, wrzucając do koperty własnej roboty broszkę i kawał tkaniny z konikiem Dala. Przesyłkę otwierałam jak zwykle w drodze do autobusu zniecierpliwionymi łapami i potem śmiałam się do siebie jak skończony debil. Przez takie niespodzianki uchodzę na dzielni za wariatkę.


Ogromna moc cmokasów za ten dzień dziecka, Agulcu przekochany.

1 czerwca 2012

Łaaaaa

Jacie, nadal nic nie wyskrapowałam, bo z czasem nadal krucho, ale, ale, ale.... Farci mi się ostatnio w skrapowym świecie przeogromnie. Niebawem będę mogła zdradzić więcej, a dziś powiem tylko, że mam dzień dziecka sponsored by Lawendowy Dom. Pierwszy raz wygrałam coś w losowaniu. I to takie fajne, bardzo mi potrzebne coś. Zapożyczam focisza ze Studia Lipov.

A wczoraj miałam dzień dziecka sponsored by Agi, ale nie wyrobiłam się ze zrobieniem fotek, więc popodniecam się jutro.

30 maja 2012

Tureckie przysmaki

Kiedy listonosz podawał mi ostatnio kopertę z zagramanicznymi naklejkami, zaczęłam przebierać nóżkami, żeby już sobie poszedł. Zamknęłam drzwi i dla pewności odwróciłam kopertę. Z tyłu był turecki adres worQshopowej Kasi, który objętością przypomina pierwszą stronę 'Pana Tadeusza'. A to oznacza tylko jedno. Przybyło moich 15 rzeczy. Drżącymi paluchami rozbebeszyłam kopertę, by zastać w niej śliczny pakuneczek.


Dalej, dalej, no otwórz wreszcie. No i ukazały się. Okazało się, że Kasia ma problemy z liczeniem i zamiast 15 dostałam 150, ale ja się tam gniewać nie będę. Same cuda. Nie mogę się doczekać zlepiania ich ze sobą.


Teraz jeszcze czas jest potrzebny. Bardzo, bardzo potrzebuję kilku godzin na własne przyjemności. Ale nieustannie piszę. A jeszcze babci popsuło się oko i teraz pewnie będzie wymagała pomocy przez dłuższą chwilę. Niech ktoś pożyczy mi chociaż godzinkę.
Dzięki Kasiulu! Takie przesyłki to sama radość.

26 maja 2012

Drogie dziatki, dziś dzień matki

A ja wolę moją maaaaaaamę!
Moja na szczęście nie ma  włosów jak atrament (WTF?) i pewnie jak każda córunia, uważam, że nie ma lepszej mamy niż moja. W tym roku nie zdążyłam się jeszcze nawet porządnie zastanowić nad prezentem, gdy moja droga Ania wyskoczyła z zarąbistą propozycją. Dogadałyśmy się szybko i mamuśka dostanie dziś bon na sesję foto z córeńką. Wiecie już, jaki motyw wkrótce będzie pojawiać się na każdym skrapie?



Taaa, niezmiernie się wysiliłam. Te warstwy, te media, ta kompozycja. Ale to sesja jest prezentem, więc się rozgrzeszam.

Po ostatnim zastoju rzuciłam się wczoraj na zabawki, wszystko porozkładałam na podłodze i po skończeniu bonu, lepiłam dalej. Dziś niestety od rana nie udaje mi się zrobić choćby jednej udanej fotki kolejnej pracy w sodaliszjusowych barwach. Albo mam dziś w pokoju plamy słońca, albo jakiś turbocień. I wszystko mi aparat przekłamuje. Może jeszcze uda mi się podmienić tego focisza.
W każdym razie zrobiłam zaległego lifta pracy Mony, którą wybrała dla liftonoszek worQshop.


To  wybitne dzieło powstało na fali naszej nowej podniety - jeżdżenia po Warszawie kolejką miejską. Dotychczas w życiu nie wpadlibyśmy na taki pomysł. Bo jak? Wejść na te obsikane stacje pełne zakapiorów? Brud, smród i narkomani? Taki widoczek trafiał się jeszcze nie tak dawno. Ale z okazji Euro miasto maluje trawniki, myje stacje, a nawet zakłada windy i uruchamia kibelki. Dlatego bez obrzydzenia wsiadamy w pociąg i przejeżdżamy miasto szybko, jakby to było metro. Szykujemy się na jakąś większą wycieczkę z aparatem, więc już się cieszę na stworzenie albumu.

A po tych szaleństwach sodowych chwilowo miałam dość kolorów. I postawiłam sobie wyzwanie. Po pierwsze - żadnego różu, bo ostatnio chyba zaczęłam przeginać. Po drugie - chociaż nienawidzę beżu, za brązami też nie przepadam, mam trochę materiałów w tym kolorze. Uznałam, że wykorzystam. W sumie nawet nie bolało.



Ten czaderski papier z Makowego Pola właściwie nie potrzebuje już żadnych ozdób. Wystarczyło wybrać fotę, czymś tam ją podkleić i twór gotowy. Czy ja mówiłam, że kocham szparagi do szaleństwa?


22 maja 2012

15 rzeczy poleciało

Jak to miło, gdy projekt zaczyna nabierać rumieńców. Listonosze mają ostatnio co robić, bo 15 rzeczy przechodzi z rąk do rąk. Duża część dziewczyn otrzymała już przesyłki i mam nadzieję, że wkrótce stworzą jakieś fantastyczne dzieła.
Mnie w losowaniu przypadła wysyłka do Zuzanki, co czaruje. Mogę wreszcie zdradzić, co posłałam w świat. Razem z adresownikiem zrobiłam jeszcze jednego malucha i właśnie on poleciał do czarującej koleżanki.


No ale oczywiście główną zawartość koperty stanowiło 15 rzeczy. Na zdjęciu jest ich z jakiegoś powodu 14, bo zapomniałam dołożyć spinacza.


Mam nadzieję, że z tego zbiorowiska uda się Zuzance coś fajnego wymodzić.

A w ogóle odczuwam ogromny niedosyt taśm dekoracyjnych. Dlatego z wielką nadzieją przystępuje do losowania ich kompletu w Lawendowym Domu.

21 maja 2012

Śmiecionurek kontratakuje!

Odwiedziłam ostatnio dziadzia, bo imieniny były i trzeba wycałować. Koniec końców, oprócz prezentu, przyniosłam mu stolik. Tak na przechowanie, bo nie było jak zabrać ze sobą na drugi koniec Warszawy. No bo co poradzić, gdy przy dziadkowym śmietniku stoi stolik spełniający wszystkie kryteria moich ostatnich poszukiwań? Całe Allegro przejrzane, a stolik na śmietniku czeka. Trafił się wysoki, z niedużym blatem. I jeszcze z półeczką. W dodatku stabilny. Dziadzio mebel zachomikował i w końcu po sobotnim transporcie mogłam się zabrać za przywracanie blasku. Niestety kupiłam do tego celu farbę ftalową, nie wiedząc, że to tyle, co olejna. Śmierdząca, brudząca, zmywalna tylko rozpuszczalnikiem, rozprowadzająca się koszmarnie. Przez chwilę ogarnęła mnie nienawiść do tego mebla. Ale po trudach (głównie z domyciem siebie i podłogi), jestem hepi.



Zamarzył mi się różowy paseczek i w ruch poszła taśma z SODAlicious. Jej klej jest niestety za delikatny, żeby się trzymała, ale dało mi to ogląd sytuacji. Teraz albo paseczek przykleję klejem, albo poszukam różowej farby i go po prostu domaluję.
A pod śmietnikiem było tak:





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...