5 lutego 2012

O przedłużaniu urodzin

Czy ja pisałam, że urodziny mi się rozciągnęły? Jeszcze nie wiedziałam, że to nie koniec. W Londynie trwały kolejne dwa dni Pierwszego poszliśmy na brazyilijską ucztę, gdzie obżarliśmy się pyszności, opiliśmy caipirinhi, a ja zostałam obdarowana m.in. przecudownymi Babushcupsami. Ale gospodarzom było mało i następnego dnia zostałam jeszcze uraczona pysznym jarkowym tiramisu i piosenką. A to jeszcze nie było wszystko. Po przylocie zastałam w skrzynce awizo. Myślałam, że jakiś rachunek albo coś, co zamówiłam na eBayu i zapomniałam. Dlatego poszłam na pocztę po drodze do urzędu, z którego miałam odebrać dowód. Pani na poczcie już bez oglądania awiza wykrzykęła, że ma coś dla mnie. I już z daleka wiedziałam od kogo. Na wielkiej kopercie widniało charakterystyczne pismo Agi oraz mnóstwo gwiazdek. Z tymże pakunkiem i bananem totalnym na dziobie, wędrowałam przez miasto, siedziałam w urzędzie i nawet niemożność odebrania dowodu z powodu braku prądu, nie zbiło mnie z tropu. W domu banan jeszcze urósł i twarz zaczęła mi niemal pękać. Bo w kopercie nie dość, że śliczna kartka, to jeszcze papiery, ćwieki, spinacze, sznureczki, no wszystko, wszystko, wszystko.
A to było tak:

Od razu zachciało mi się działać i Agowe gwiazdeczki pojawiły się już na skrapie z divami. Cenkju, szaleńcu.

A teraz chwila urodzinowych wspominek z Wysp:








Caipirinha urodzinowa, amci amci

I urodzinowy kawał mięcha

 
A właściwie były dwa dni wcześniej

Kreacja na Erykę Badu

Polecam

Królestwo Jamiego Olivera

Mogłabym tu zamieszkać







Muszę to oskrapować






Jest czym się chwalić




Wystawy w Selfridżu jak zawsze niezastąpione













Taaaaa




Wieczór z Dirty Dancing był. Pełna kultura





A wiecie, że wczoraj były urodziny bloga? A kto z naaaaami, nie wypije... itp.

4 lutego 2012

Divy

Ech, już zapomniałam o tych fantastycznych czterech dniach laby. Po powrocie od razu zasiadłam do kompa, a w ramach przerywnika biegałam na wywiady udając, że nie ma -20 stopni i mogę nosić eleganckie sukieneczki. Brrrr. Gdy wysłałam dziś ostatni w tym tygodniu tekst, już świerzbiły mnie łapy, żeby wreszcie nadrobić zaległości w liftonoszkowych pracach. Mam z okazji wyjazdu i nawału pracy dwie zaległe, więc nie jest dobrze. A zadanie jak zawsze niełatwe. Tym razem na tapecie była praca anno-mariowa, czyli niedościgniony ideał większości skraperek. Matkapolkarzeźbi dała nam naprawdę solidne wyzwanie. Niby praca wydaje się taka przejrzysta, a jakoś nijak szło mi naśladowanie stylu autorki. Z drugiej strony od dawna czekałam na skrapa z dwoma zdjęciami, bo miałam już swój typ - foty z wieczoru panieńskiego Gatti, które po prostu musiały zyskać jakąś oprawę. I zyskały. Nie za świetną, niezgodną z moimi wyobrażeniami i oczekiwaniami, ale zyskały. A i zdjęcie, które wygląda jak z komórki, nie dodaje uroku tej prezentacji. A może właśnie dzięki temu mniej widać moją nieporadność? Na to wygląda, bo w rzeczywistości jest jakoś tak gorzej. No ale nic to, tragedii nie ma. Mam nadzieję, że z kolejnym liftem pójdzie lepiej, bo teraz na pewno przestój jest winien memu niezadowoleniu. Ale nie ukrywam, pewnie kilka miesięcy temu podnieciłabym się, gdyby coś takiego mi wyszło. Tylko kryteria się nieco zmieniły.



A jutro, gdy będzie jaśniej i bardziej zdjęciowo, opowiem o pewnej cudownej niespodziance.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...