7 sierpnia 2011

Co się stało z notesikiem?

Notesik utył, rozrósł się i ledwo mieści się w dłoni. Częściowo wypełniłam go już na miejscu. Materiały były ograniczone, bo tylko garstka którą wzięłam oraz rzeczy zastane. Zapomniałam np. o tym, że nożyczki bywają przydatne. Po powrocie do domu zabrałam się za uzupełnianie, doklejanie fotek i inne kombinacje. Dla pełnego autentyzmu, pozostałam przy tych samych materiałach. Dorzuciłam jedynie nożyczki, bez których pewnych rzeczy nie dałoby się zrobić.
Uwaga, teraz będzie koszmarnie długa seria zdjęć.

Biedak ledwo się domyka. Dobrze, że jest solidnie wykonany.

























Do tego jeszcze dwie skrytki:

 Wysuwana mapka metra


I trochę cukru na osłodę

Producent notesika złapałby się za głowę.

6 sierpnia 2011

Po Pradze z mapką

Moleskine jest w trakcie uzupełniania cały czas. Wywołałam fotki, ale wyszły za małe. No trudno, nie będę mnożyć bytów.
A na razie coś mniejszego. Ponieważ jakiś czas temu zaczęłam dokumentować wycieczki na scrapach, przyszła pora na Pragę. Przy okazji po raz pierwszy działałam według mapki. Wykorzystałam rozpiskę Anny-Marii opublikowaną na I lowe scrap, bo urzekły mnie prace, które według niej powstały. Ja ze swojej zadowolona zbytnio nie jestem, jak to często bywa. Ale trza się gniotkiem pochwalić:


2 sierpnia 2011

Ahoj!

Wróciliśmy wczoraj późnym wieczorem i po 12 godzinach w aucie padliśmy w pierzynę. Dziś od rana olewam, że powinnam popracować. Zamiast tego obrabiam zdjęcia. Roboty sporo, bo pogoda się nam nie trafiła. Lało, wiało, lało, mżyło. Ja jeszcze nigdy nie widziałam Pragi w słońcu. Ale byliśmy mokrzy i uśmiechnięci. Kaloszy zazdrościło mi 90% turystek, które przyjechały w japonkach. Chyba nasyciliśmy się Pragą, bo w niedzielę nie wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić. Gyby był upał, to czekały wieże widokowe, parki, ogrody. Ale napieprzała ulewa. I chyba dzięki temu mieliśmy bardzo ciekawy dzień. Zaglądaliśmy w różne bramy, zakamarki, zawlekliśmy się przypadkiem na dworzec kolejowy, przetestowałam grzane wino. Wyjazd był cudowny mimo tej cholernej aury. Część zdjęć udało się odratować dzięki czerni i bieli.

























Nieoceniony okazał się też Hipstamatic w Ajfonie Lubego.















Na resztę zdjęć przyjdzie pora, gdy się wywołają i spoczną w opisanym ostatnio Moleskinie. Nie zapomniałam o nim. Oczywiście nie było czasu, by działać na bieżąco, ale przygotowałam trochę gruntu pod fotki. Tu mały dowód, że ciężko pracowałam:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...