Oh, boy! Oh, boy! Dawno się chyba nie pyszniłam, prawdaż? No to najwyższa pora. Wprawdzie nie za bardzo mam co Wam przy tej okazji pokazać, że może uwierzycie mi na słowo. Otóż w marcowej odsłonie portalu Scrap n' Art ukazało się moje śmieciowe dzieło. Temat miesiąca brzmiał bowiem 'Go Green' i można go było dowolnie zinterpretować. Ja poszłam w działania eko i posprzątałam nieco szuflady.
Ten hamerykański portal wygląda tak:
Niestety jest płatny, ale może akurat któraś z Was jest zarejestrowana?
Nie mogę na razie ujawniać swojej pracy, choć przydałoby się, bo jest optymistyczna, letnia i kolorowa. Może trochę zawalczyłaby z tą białą depresją za oknem. Ale uchylam rąbka tajemnicy. A właściwie to rąbków.
Wybaczcie, że ostatnio nie za wiele tu pokazuję, ale doba jest dla mnie stanowczo za krótka i scrapowanie musi chwilę poczekać. A jak już mnie wena weźmie i rzucę się na zabawki, to nie mogę od razu pokazać, bo to dzieła w ramach DT. No i jak żyć?
Czy wiecie, że Art Piaskownica działa i inspiruje już od czterech lat? Dla mnie był to szok, bo cztery lata temu nie miałam pojęcia o jakimś tam scrapbookingu. A wtedy już działał wyzwaniowy blog!
Ponieważ nasza wesoła gromadka chciała jakoś uczcić tę ważną okazję, postanowiłyśmy świętować przez calutki tydzień. Codziennie będziemy rozdawać ręcznie robione prezenty naszym czytelniczkom. Zaglądajcie, bo można zgarnąć naprawdę cudne gadżety. I pamiętajcie, każdego dnia macie czas na zgłoszenia tylko do północy! Potem kareta zamienia się w dynię, a pantofelek zostaje na schodach.
Zapraszamy do zabawy!
Mamy za sobą dopiero pierwsze podrygi wiosny (a teraz już niestety powrót cholernej zimy), a mnie pierwsze promienie
słońca natychmiast natchnęły letnio i wakacyjnie. Ale jak tu się nie
rozmarzyć, gdy najnowsze kolekcje papierów są takie kolorowe, świetliste
i wesołe. Ilekroć na nie patrzę, kąciki ust idą w górę. Na mnie
pozytywnie wpływają też te wszystkie inspirujące dodatki, które można
teraz znaleźć w Scrapkach - naklejki, taśmy, alfabety, karty
journalingowe. Praca po prostu sama się tworzy!
Chwyciłam więc fotę z zeszłych wakacji i zaczęłam bawić się kolorami. Świetnym tłem dla moich miętowych okularów okazał się
nakrapiany papier ze Studio Calico. Całą resztę tej wesołej całości
stworzyły materiały z najnowszych kolekcji. W dużej mierze wykorzystałam
tu Hello Pastel
marki Prima. Tak, ja i Prima! Ale kiedy zobaczyłam te słodkie kolory, od razu wiedziałam, że
się zaprzyjaźnimy. Jest tu więc optymistyczny papier w kwiatki i w
sześciokąty, dwa rewelacyjne alfabety, a także dwie świetne taśmy -
washi i materiałowa.
Ważną rolę odebrały też nowe kolekcje Echo Park Paper i My Mind's Eye. Pochodzi z nich m.in. karta z tytułem 'It's a good day' oraz naklejki ze słowami.
Ostatnio zakochana jestem w metalowych badge'ach i z radością wrzuciłam
do koszyka te ze Studio Calico. Jeden z nich umieściłam pomiędzy
czterema zdjęciami na pracy w charakterze łącznika.
Mówię Wam, jeśli nie macie weny, to wszystkie te kolorowe kolekcje od
razu dadzą Wam kopa do działania! Mnie natychmiast obudziły z zimowego
marazmu. To jak, piszecie się na koloroterapię?
Ale jaja, zrobiłam pracę na wyzwanie z szyciem w roli głównej. Maryszka, która oczywiście umie szyć i dla niej jest to łatwizna, kazała nam w ramach recyklingu na Art Piaskownicy przerobić starą pościel. I najpewniej poinformowałabym dziewczyny, że to nie dla mnie, gdybym nie przypomniała sobie o pewnym zestawie powłoczek. Znowu się ośmieszę moją opowieścią, ale co robić.
Kiedy byłam już posiadaczką mieszkania, ale trwał tu remont i nie zapowiadało się na to, że kiedykolwiek się wprowadzę, umilałam sobie oczekiwanie robieniem zakupów na Allegro i eBayu. Zaopatrywałam całe mieszkanie, a kolejne przesyłki piętrzyły się w salonie moich rodziców. Wtedy miałam już wstępną koncepcję wystroju, ale na sypialnię pomysłu jeszcze nie było (szczerze mówiąc, po pięciu latach nadal go nie mam). Podnieciłam się wtedy niezmiernie pościelą z lat 60., którą znalazłam na eBayu. Była sobie w Niemczech, przesyłka kosztowała jakoś bezsensownie dużo, ale ja się zakochałam. Kiedy pościel przyleciała, odłożyłam paczkę na kupkę przesyłek. Nie otworzyłam jej nawet, bo po co ma się kurzyć. Później jakoś, gdy już się wprowadziłam, uznałam, że wolę jakąś bardziej romantyczną pościel, a przy tym może łatwiejszą w praniu i bardziej wymiarową niż ta z lat 60. Moja urocza przesyłka wylądowała więc na dnie szafy i przypomniałam sobie o niej wraz z wyzwaniem pościelowym. Niezły wstyd, ale dopiero teraz otworzyłam paczkę. Miała datę: 2008. Poszewki wciąż pachną środkiem piorącym. To dopiero reklama dla niemieckiej chemii gospodarczej!
Pościel została niniejszym zdekompletowana, bo poszewkę na poduszkę zamieniłam w tunikę. Oczywiście niech nikt się nie obawia, nie dotknęłam maszyny. Ja tylko poprułam co trzeba, pozaznaczałam, a mama dokonała przeszyć. Bluzka nie za bardzo nadaje się do noszenia, bo jest bardziej kwadratowa niż widzicie na zdjęciu, ale potraktuję to jako prototyp do dalszych działań. Od dawna chciałam uszyć prostą tunikę z kwadratowych chust, ale nie znalazłam dotychczas odpowiednich egzemplarzy. Tymczasem okazało się, że poszewka jest niemal tak samo dobra.
Uwaga, oto najnowsza kolekcja spring/summer 2013.
Trochę nam zeszło z kolejną odsłoną art journala ze sztuką w tle, bo laski rozjechały się po świecie, ale już nadrabiamy. Tym razem inspirował nas Katsushika Hokusai, japoński artysta, którego wybrała dla nas Antilight. Pan znany jest najbardziej ze swojego zamiłowania do fal i to właśnie one miały stać się podstawą naszych szalonych działań.
Przyznam się, że choć czasu było naprawdę sporo, ja wzięłam się za żurnalowanie w ostatniej chwili i to jeszcze w stresie i pośpiechu. Postanowiliśmy sobie z Lubym wypaść w niedzielę nad morze i teraz najpewniej właśnie podziwiamy sobie fale Bałtyku. Musiałam zdążyć przed wyjazdem, dlatego ani z falami Bałtyku, ani falami pana Hokusai nie ma to zbyt wiele wspólnego.
Dopiero teraz widzę, że treść tego wpisu cudownie odnosi się do mojej żurnalowej sytuacji. Tym razem fala mnie zakryła i przycisnęła do dna. Ale mam nadzieję, że następnym razem się poprawię. Ahoj!
W DT Scrapki raz na jakiś czas każda z nas ma za zadanie pokazać tutorial w dziale Jak One Scrapują. Mnie dopadło to po raz pierwszy i jak zwykle jedyne co przyszło mi do głowy, to pytanie 'ale co ja mogę pokazać?'. Padło na moje
nowe odkrycie - Adirondack Dabber. Po raz pierwszy wypróbowałam go
niedawno i bardzo spodobało mi się to narzędzie. Jest to buteleczka z
farbą akrylową zakończona gąbkowym aplikatorem. Można nią po prostu mazać po papierze, jak pędzlem, można odciskać kolorowe kółka, ale Dabber
ma jeszcze wiele oblicz. Dziś przedstawię trzy z nich.
Ale zacznijmy od gotowej pracy:
A teraz trochę o procesie twórczym. Pomyślałam, że dabberowe możliwości
najlepiej będzie pokazać na filmie. Strasznie się z tym nabiedziłam i
niedoróbki mnie mocno wkurzają, ale liczę, że jako początkującej reżyserce, scenarzystce, operatorce i gwieździe mi je wybaczycie.
Mam już gotowe tło, więc działam dalej. Zaczynam od chlapania czarnym
tuszem kreślarskim, zanim jeszcze na papierze bazowym pojawią się
dodatki.
Wybieram elementy, które znajdą się na pracy. Zaczęłam od przejrzenia
zdjęć. Padło na bardzo zimowe i śnieżne. To zdjęcie, kolor tła i Dabbera
podpowiadają mi, jakie powinny być pozostałe dodatki.
Teraz papiery trzeba pociachać i ułożyć sobie wstępną kompozycję. Moja wygląda tak:
Wybrałam sporo neutralnych papierów Studio Calico, a także papier w
sześciokąty, w strzałki i w litery tej samej marki. Pochodzą one głównie
z kolekcji Classic Calico i Countryside. Bardzo przypasowały mi też
pudrowe kolory z kolekcji Queen's Heart 7 Dots Studio. Skorzystałam też z
uzupełniającego tę kolekcję tagu z tekstem, który idealnie pasuje do
zdjęcia. Nie mogę też zapomnieć o kolekcji ILS Why not?, z której
pochodzi stempel Hello oraz o papierze bazowym z linii Divine this line.
Pora przytwierdzić wszystkie elementy. Literki i zdjęcie postanowiłam oddalić nieco od bazy za pomocą pociętej tektury falistej.
Gotowa kompozycja wygląda tak:
Jest trochę mdło i łyso, prawda? Dlatego trzeba dodać tu nieco życia.
Jeszcze kilka chlapnięć (pamiętajcie, żeby zasłonić zdjęcie), spinacz,
ozdobny guzik...
... w ruch poszły też silikonowe stemple 7 Gypsies. Zawsze montuję je na pudełku po płycie. Trzymają się go świetnie.
Dorzucam naklejkę ILS i łapię się za cienkopis. Radosne doodlowanie zawsze dodaje pracy odrobinę pazura.
Teraz jeszcze tylko drobne wykończenie u góry z moim ulubionym alfabetem Pink Paislee.
I gotowe!
Dziękuję za uwagę i mam nadzieję, że dowiedziałyście się czegokolwiek
nowego. A nawet jeśli nie, to że nie zanudziłam Was zbytnio.
A potrzebne materiały znajdziecie w sklepie scrapki.pl: