Nie wiem co takiego jest w luty, że niemal na wszystkich blogach jest przestój. U mnie luty wiąże się z jakimś niewyobrażalnym natłokiem zleceń. Ja tam nie narzekam. Ale na wyklejanie czasu ostatnio nie było. W końcu wczoraj trafił mi się jakiś średni dzień z dołem, denną pogodą i kompletnym brakiem weny do pisania. Więc wzięłam się za coś innego.
Innym powodem, dla którego ostatnio nic nie powstaje, jest brak inspirujących zdjęć. Bo w tę pogodę cóż ja mogę fotografować? W nocy miałam ciekawy obiekt, bo jakiś dresiarz postanowił stać na parapecie, drzeć ryja na policję, rzucać ciężkimi przedmiotami w samochody i podpalać wszystko co miał pod ręką. Przy okazji ukazał się mym oczom bezwład naszych służb. Przez pięć albo i siedem godzin z jednej strony stali policjanci, z drugiej straż pożarna i stali, stali, stali. Gapili się, stali. A szczęśliwiec, który zaparkował pod oknem dresiarza patrzył w bólach, jak na jego wypucowane auto leci stołek, garnek i inne rzeczy, które wpadły chłopcu w ręce.
No ale takie atrakcje to w nocy i po ciemku, więc mój reporterski dryg musiał ustąpić możliwościom.
A reporterski dryg trafił w końcu na zapodanego przez worqshop lifta mumkowej pracy. Nie miałam niestety ładniejszego zdjęcia z aparatem, na tym mam minę przypominającą tego dresiarza z bloku na przeciwko. Ale co robić. Mazanie farbą trochę mnie zrelaksowało, oby dziś wróciła wena do pisania.
Innym powodem, dla którego ostatnio nic nie powstaje, jest brak inspirujących zdjęć. Bo w tę pogodę cóż ja mogę fotografować? W nocy miałam ciekawy obiekt, bo jakiś dresiarz postanowił stać na parapecie, drzeć ryja na policję, rzucać ciężkimi przedmiotami w samochody i podpalać wszystko co miał pod ręką. Przy okazji ukazał się mym oczom bezwład naszych służb. Przez pięć albo i siedem godzin z jednej strony stali policjanci, z drugiej straż pożarna i stali, stali, stali. Gapili się, stali. A szczęśliwiec, który zaparkował pod oknem dresiarza patrzył w bólach, jak na jego wypucowane auto leci stołek, garnek i inne rzeczy, które wpadły chłopcu w ręce.
No ale takie atrakcje to w nocy i po ciemku, więc mój reporterski dryg musiał ustąpić możliwościom.
A reporterski dryg trafił w końcu na zapodanego przez worqshop lifta mumkowej pracy. Nie miałam niestety ładniejszego zdjęcia z aparatem, na tym mam minę przypominającą tego dresiarza z bloku na przeciwko. Ale co robić. Mazanie farbą trochę mnie zrelaksowało, oby dziś wróciła wena do pisania.
haha o matko ale historia z tym dresiarzem :D najbardziej wspolczuje temu samochodowi na ktory wszystko lecialo;p masakra! :D
OdpowiedzUsuńpraca wyszla piekna!! bardzo fajnie pomazialas ta farba! swietnie wyszlo :)
mam nadzieje ze pelna wena niedlugo wroci :D moze sie 'przewenowalas' ostatnio i musisz sie znowu napelnic energia.. moze jakies kino? albo po prostu czas dla siebie.. lezenie i nic nie robienie z kubkiem herbaty? :d
dzięki dzięki dzięki. ja bym bardzo chętnie spędziła dzień na totalnej labie, ale gonią mnie terminy, w poniedziałek mam do oddania trzy artykuły :/ liczę, że jak już wszystko oddam, będę mogła się polenić i odpocząć od kompa na moment :)
UsuńO rany, biedny ten facet od samochodu... :D U mnie takich "atrakcji" nie ma :D.
OdpowiedzUsuńScrapek wyszedł superowo. Fajnie, spójnie i ciekawie :P Co do weny popieram koleżankę po wyżej- Może po po prostu przyda ci się krótka przerwa? Pozdrowionka:)
Apheoliatara.
no u mnie niestety takie osiedle, że tego typu atrakcje się zdarzają :)
Usuńdzięki wielkie!
Podoba mi się to całe nawartswienie i farba i klisza :) a historia jakże polska… nie ma co :D
OdpowiedzUsuń